sobota, 20 grudnia 2008

"Europa" wierzy, że Naród wierzy w Boga

Dzisiejsza "Europa"ugina się od wiary, konkretnie od wiary w wiarę, jeszcze konkretniej od wiary w wiarę Redaktora Krasowskiego w - oczywiście z Góry daną - mądrość Narodu co do spraw ostatecznych. W edytorialu zastanawia się Redaktor tytułem: "Sukces Boga nad Wisłą czy jedynie klęska jego wrogów?" Prawda że urocza alternatywa? Nic tylko świętować niezagrożoną niczym podległość myśli od Dobrej Księgi.

Jest tedy sobie, obszerna na pół wydania, ankieta, a na imię jej "Bóg i rozum".
Pytaliśmy o wiarę liberalnych inteligentów, od konserwatywnych po ostentacyjnie lewicowych, aby zobaczyć, jaka intelektualna tradycja zwyciężyła w niepodległej Polsce. Jak po pół wieku komunizmu i dwóch dekadach - ponoć - tak laicyzującej przynależności do Zachodu, wygląda stosunek polskich elit do religii. I co się okazuje? Okazuje się, że metafizyczny niepokój jest u polskiej inteligencji naturalnym stanem ducha. Ateizm, modna do niedawna wiara, że poza przyrodą nie ma nic, że każdy z nas zwiędnie kiedyś jak liść, a sensu tego procesu nie warto nawet dociekać, w Polsce się nie przyjęła.
Aha, modna do niedawna wiara, że poza przyrodą nie ma nic. Bierę tę definicję z dobrodziejstwem inwentarza (ostatecznie nic na tym nie tracę) i zapytuję: kiedyż to ona taka modna była? Czy chodzi Redaktorowi o czasy słusznie minione? Nawet jeśli wśród, pożal się boże urojony, nomenklaturowych elit moda na ateizm była w istocie rozpowszechniona, to co to miało wspólnego z myśleniem, z zajmowaniem światopoglądowych stanowisk? A może jednak spróbować przyłożyć w tym miejscu poręczną kategorię konformizmu? Czy konformizm (rozumiany nie po humanistycznemu, a po biologicznemu jako adaptacja, choć nie wiem czy to przystoi w "Europie" takim wulgarnym językiem wywijać) nie wyjaśnia więcej i lepiej?

A jeśli chodzi o rzeczywistość społeczną po przełomie '89 to tym mniej rozumiem, co autor chce powiedzieć. Bo po mojemu ateizm, jeżeli już przykładać do tego pełnokrwistego światopoglądu łatę mody, jest modny nie do niedawna, ale raczej: od niedawna coraz bardziej. Okej, nie znajdę na to dowodu w dzisiejszym wydaniu Jewropy. Za to łypiąc okiem na comiesięczne listy popularnonaukowych bestsellerów uwagę przykuwa fakt, że najbardziej zajadły Dawkins pod słońcem nie schodzi z nich od momentu jego polskiego wydania, a jego wielki komercyjny sukces popchnął wydawcę innych książek Dawkinsa - z dawien dawna nie widzianych na rynku - do ich wznawiania. Tylko "Ślepy zegarmistrz" trafił najwyraźniej w Polsce na ślepego wydawcę i wznowienia (ze zgrzebną adnotacją pod nazwiskiem autora: "Autor Boga urojonego" nie widać), za to na allegrzaku ceny za pierwsze wydanie już dawno wystrzeliły w puste transcendentnie niebo.

Być może jest tak, że na złość Krasowskiemu cały zapas "Boga urojonego" i innych Dawkinsów wykupują od lat "Miller czy Urban", ale warto też wziąć pod uwagę inną możebność: tzw. nowy ateizm jest ofertą kupowaną i braną zupełnie na poważnie przez lud tej ziemi. Choć rozumiem też, że trudno z kolei pogodzić tę ewentualność z pozostałymi elementami korpusu krasowskiego światoobrazu, w tym zwłaszcza z takim oto kwiatem: wypromowane na nową wiarę poznanie naukowe odniosło spektakularną porażkę; rozum naukowy okazał się niezdolny do konkurencji z religią i filozofią. Na wyżynach metafizycznej przechadzki konserwatywny humanizm Krasowskiego stracił najwyraźniej kontakt z rzeczywistością.

Ale ale, edytorial edytorialem (dziękujemy, Panie Redaktorze!), a tym czasem czeka ankieta. A w niej same sporego kalibru (jak zwykle w Tygodniku Idei) nazwiska. W kolejności pojawiania się na szpaltach: Holland, Śpiewak, Sierakowski, Krzemiński, Huelle, Bielik-Robson, Bauman, Wodziński, Chwin, Król, Łagowski. Zaraz poczepiam się niektórych z nich, tymczasem raz
jeszcze czepnę się nazbyt wcześnie pożegnanego Redaktora. Jemu, proszę ja Was, z głosów w ankiecie wychodzi, że wszyscy oni chórem potwierdzają jego wersję wypadków: polski inteligent to zwierz chronicznie cierpiący na przypadłości religijnej, a przynajmniej metafizycznej natury. Że Chrzanowski, Gowin, Jurek - to wiadomo, ale nie chodzi tylko o oświeconych jednoznacznie wykładającym się objawieniem. Krasowski znajduje ludzi głęboko religijnych także w Sierakowskim, Baumanie czy Łagowskim, a za Bielik-Robson dokonuje interpretacyjnego cudu odkrywając głęboko religijną naturę starego Marksa! Zaczyna człowiek rozumieć, skąd w Redaktorze wyraźne uprzedzenie w stosunku do nauki; najpewniej myli Ci on naukę z humanistyką, nawykłą do uprawiania interpretacyjnych sztuczek. W takim razie zwracam honor, nauka się przeżyła jak przeżytek, na co najdowcipniejszy dowód dał kolega Sokal.

No dobra, jadymy z religią i rozumem w interpretacjach polskich inteligentów szukających dostępu do jaspersowskich wtajemniczeń w siódme niebo. Agnieszka Holland właśnie się waha, lecz przy tych wszystkich własnych wahaniach od dziecka raził mnie radykalny i agresywny ateizm - przekonanie, że można wiedzieć na pewno. Albo ja albo pani Reżyser, jedno z nas dwóch na pewno nie kuma, czym jest ateizm. (Zachodzi też możebność trzecia: prawa logiki nie działają na tym poziomie dyskusji, co wyjaśni nam później jeden z zaproszonych ankietowanych.) Gdybym, jako ateista, żywił podobne przekonanie, że mianowicie "można wiedzieć na pewno", też bym się raził. I ten dyskretny urok mieszania porządków językowych w jednym zdaniu (z którego bierze się, mam wrażenie, cała ożywiająca intelektualistyczną wyobraźnię refleksja
teologiczna, z teologią negatywną i dowodem ontologicznym na czele). O czym gadamy, kiedy gadamy o pewności? Chodzi o Prawdę, która jest jedna i ostateczna, czy o życiowe prawdy, które ułatwiają w praktyce tzw. życie?

Co napisał Paweł Śpiewak to wiem - oczywiście "na pewno" - i bez czytania tego, co napisał, więc podarowałem sobie lekturę jego odpowiedzi. Podobnie zgrzeszyłem przez zaniechanie z oboma szacownymi literatami. Literatury nie czytuję na codzień i średnio mnie obchodzi co mają do powiedzenia od wielkiego święta. No, jeszcze jakby odpowiadał Stasiuk, albo Masłowska, albo Podsiadło... no bo Lem już nic nie powie, szczęśliwie dla Krasowskiego zapewne.

Dobra tam, po Śpiewaku jest Sierakowski. Do niego nic nie mam, wszystko jest gites, jego historia oparta na nie dającej się znieść fascynacji Badiou urzeka i mnie. Za to to, co zrobił ze słowami Sierakowskiego Redaktor, woła o sąd przed trybunałem najjaśniejszego Rozumu. Ale nie ma czasu, musi wystarczyć mój osobisty dekret: rozstrzelać!
Sławomir Sierakowski przedstawia polskich inteligentów starszych od siebie jako ludzi, którzy nadużywali religii do najrozmaitszych celów, choć sami pozostawali letni. Robi to tylko po to, aby na tle Kołakowskiego, Michnika i młodszych prawicowych "wyznawców sloterdijkowskiego cynizmu" wygłosić własne wyznanie wiary żarliwszej i bardziej autentycznej.
Redaktorowi Krasowskiemu warto przypomnieć, że ankietowani mówią o "Bogu i rozumie", nie o "wierze i rozumie". Czy Krasowski rozróżnia te dwa porządki? Wydaje się że nie rozróżnia, a to świadczy o nim jak najgorzej. Nie dlatego, że nie wypada nie rozróżniać (choć rzeczywiście, intelektualista mógłby uprzejmie rozróżniać, skoro umi rozróżnić nawet byt od bycia), ale dlatego że nieuważnie czyta pismo, którym zawiaduje. Uprzedźmy wypadki, profesor Bauman:
Wiara jest pojęciem szerszym od religii, która jest szczególną wiarą, w istnienie Boga. Pojęcie "wiary" odnosi się do wszelkiego z góry udzielonego kredytu zaufania, do pewności, że coś czy ktoś nas nie zawiedzie, że na czymś czy kimś możemy polegać i że coś się stanie, jak się stać musi.
Zgoda? Zgoda. Jak definiuje swoją żarliwą wiarę Sierakowski? A tak:
wiara to zawsze bronienie pewnych zasad w imię arbitralnie podjętej - a nie rzekomo wywiedzionej z fachowych ustaleń - decyzji o ich słuszności. Bo inaczej znika wymiar etyczny takiej decyzji. Nawrócenie na wiarę jest tożsame z inicjacją polityczną. Nie ma etyki bez wiary i nie ma polityki bez wiary. Wiara w Boga podobnie jak wiara w możliwą lepszą przyszłość pod pewnymi względami jest podobna - jest wiarą w coś, co nie istnieje. Autentyczna wiara nie dotyczy faktów, ale wyraża bezwarunkowe etyczne zobowiązanie.
Gdzie tu Kołakowski? Gdzie Michnik? Gdzie młodzi prawicowcy? Gdzie Rzym a gdzie Krym i co ma piernik do wiatraka? Jeśli Sierakowski w powyższym wydaniu ma potwierdzać intuicje Krasowskiego co do aktualnego stadium zmetafizyczenia polskiego inteligenta, to, zaprawdę powiadam Wam, wszystko potwierdza to, co z góry i tak od pierwszego dnia stworzenia wiadomo.

Następnie zrobiłem sobie Agatę Bielik-Robson. Chyba przestanę ją czytać po tym występie. Nie, żebym się czegoś ciekawego dowiedział o jej preferencjach metafizycznych (czytało się, skoro rozpatruje się zaprzestanie czytania, to się wie co i jak w tym wypadku), chodzi o dorabianie trąby przysłowiowemu misiu. Może to talmudyczne zdolności profesora Śpiewaka prądkują i atakują zdrowe organizmy? I tak, metodologia hermeneutyki obrotowej dorwała u Bielikowej - o czym nadmieniono tutej gdzieś wcześniej - starego Marksa. Poczytajmy zatem panią profesor, kiedy ta czyta nawróconego komunistę:
nawet u Marksa religia, zwłaszcza ta mesjańska, o jaką mi tutaj chodzi, pojawia się jako ważne źródło inspiracji. Samemu Marksowi pamięta się tylko to, że w "Przyczynku do heglowskiej filozofii prawa" wypowiedział swoją słynną diagnozę: "Religia to opium dla mas", a zapomina się, że jest to zdanie wyjęte z kontekstu, który w całości brzmi tak: "Religijna skarga stanowi wyraz realnego nieszczęścia, jest protestem przeciw niemu. Religia to westchnienie zniewolonego stworzenia, to serce w świecie bez serca, to duch bezdusznej epoki". Jeśli więc religia jest istotnie opium dla mas, to tylko dlatego, że jako jedyna przechowuje w sobie obietnicę wyższego szczęścia.
Pani profesor pozwoli że dam wiarę (tak, tak, ludźmi wierzącymi są naukowcy, a nawet ateiści, o czym zapewnia świąteczny "Wprost". Tylko czy "Wprost" wie to "na pewno"?) bardziej swojej pamięci, choć słaba, niźli jej interpretacyjnej ekwilibrystyce, choć mocna. Słabą pamięć wspieram cytatem z ciężkiej książki i sprawdzam, co jest wyjęciem z kontekstu a co weń włożeniem. Bieremy w tym celu akapit z Marksa następujący po cytowanym przez panią profesor (i w innym tłumaczeniu, sorry):
Prawdziwe szczęście ludu wymaga zniesienia religii jako urojonego szczęścia ludu. Wymagać od kogoś porzucenia złudzeń co do jego sytuacji to znaczy wymagać porzucenia sytuacji, która bez złudzeń obejść się nie może. Krytyka religii jest więc w zarodku krytyką tego padołu płaczu, gdyż religia jest nimbem świętości tego padołu płaczu.
Czy ten ustęp nie wyjaśnia lepiej tego, co Marks ma na myśli, mówiąc o "opium ludu"? Moim zdaniem tak, zdecydowanie. Religia według Marksa jest opium dla ludu i znaczy to dokładnie tyle, że lud jest truty opium i nie jest to fajne. I wyjmowanie słów z kontekstu pod pozorem odbudowywania kontekstu zdestruowanego zawczasu nie zmienia nic w "na pewno" wartej wiary opinii, że Marks nie tłumił głęboko skrywanej wiary w wiarę religijną. Amen.

Zygmunt Bauman też metafizyczy w najlepsze:
W przesłanie Ewangelii można wierzyć albo nie. Dowodzenie i logika niewiele mają tu do rzeczy. Ewangelia roi się od kwestii rozumowi uwłaczających - i nie o zmartwychwstanie czy niepokalane poczęcie głównie idzie, ale o sprawy, nad którymi uczeni w piśmie mieli łamać sobie bezskutecznie głowy przez stulecia: jak pogodzić wszechmoc i wszechwiedzę Boga z panoszeniem się zła, Jego dobroć i agape z ludzką niedolą i cierpieniem? Takie "absurdy" dowodzą niesamowystarczalności ludzkiej, a szczególnie niewydolności ludzkiego umysłu (dzieją się rzeczy, jakich ludzki umysł ogarnąć nie może, rzeczy, o jakich filozofom się nie śniło...) - a więc pośrednio dowodzą nie tyle istnienia, co potrzeby, konieczności, nieuniknioności Boga...
No tak, absurdy (czemu w cudzysłowie?) dowodzą nie tyle istnienia Boga, co jego nieuniknioności. Przy czym "dowodzenie i logika niewiele mają tu do rzeczy". A ja się mimo to nie zgadzam na takie kardynalne uproszczenia i oddawanie pola sporu za frajer. I pytam: czemu człowiek rozumu wyrzeka się w racjonalnej rozkminie fundamentalnej nie-znośności logicznej maszynerii względem wszelkiego dostępnego rozumowi wnoszenia? (Dennett w "Odczarowaniu" pisze kilka
celnych zdań na temat "atletyzacji wiary religijnej", myślę że przypadek Baumana to dobry przykład na to, jak to ustrojstwo działa. Ale występ na temat Dennetta jeszcze nie teraz.)

Wreszcie Łagowski, z którego Krasowski wziął sobie akurat tyle, żeby mu się wszystko zgadzało, czyli, że wychwala pod niebiosa kult maryjny. A tymczasem:
W Polsce z pewnością zmniejsza się oddziaływanie światopoglądu religijnego. Osłabienie wpływów religii widać choćby w tym, że nie toczy się dziś o nią żaden ostry spór, i jest tak mimo tego, że wszystkie telewizje zarówno prywatne, jak i państwowe są tubami propagandowymi Kościoła i przyjmują stanowisko tej instytucji jako naturalne i niepodlegające zakwestionowaniu. Przy różnych okazjach - jak na przykład rocznica śmierci czy wyboru papieża - organizuje się coś w rodzaju zbiorowego obłędu religijno-moralnego. Z Kościołem liczy się Sejm, władza wojewódzka i - co zdumiewające - także uniwersytet: nie ma już uroczystości akademickich, które nie zaczynałyby się od mszy. Uniwersytety podporządkowały się dobrowolnie autorytetowi Kościoła. Nie jest to skutek egzaltacji uczuciowej, lecz przejaw konformizmu i lęku przed nową władzą. Kościół po prostu przyzwyczaił społeczeństwo do tego, że odgrywa znaczącą rolę, że ma głos decydujący w sprawach, co do których zakładaliśmy jego rozdział od państwa. To podporządkowanie jest jednak sztuczne, powierzchowne i nie angażuje głębszych przekonań.
No, kurde bela, nic tylko klasyczne nawrócenie! Zgoda, Łagowski też, jak Krasowski, nie zauważa ateistów. Ale ich brak Łagowskiego nie upewnia bynajmniej o wygraniu wojny o postać nieba walkowerem:
Postmodernistyczna mieszanka religijności i politycznego cynizmu doprowadzi do tego, że element cynizmu w tej mieszance z czasem weźmie górę. Być może powtórzy się sytuacja, jaka miała miejsce w poprzednim ustroju, który ja nazywam teokracją ateistyczną. Komunizm nigdy nie został przyjęty jako prawda. Nie był zwalczany argumentami, ponieważ nie zasługiwał na merytoryczną dyskusję. Został podmyty cynizmem - przestrzeń, jaką zostawił po sobie, zajął właśnie cynizm. Wydaje mi się, że również religia nie będzie zwalczana w otwartej dyskusji - choćby dlatego, że najpierw musieliby pojawić się ludzie wierzący na serio, by można było z nimi dyskutować. Pozycja Kościoła nie będzie zwalczana w otwartej walce na argumenty, ale przez naturalną przewagę cynizmu nad udawaną wiarą.
To brzmi cokolwiek inaczej niż zgrzebnie dorobiony autorowi wypowiedzi lead: "Gdy nie ma ludzi wierzących, zwycięża cynizm", prawda? Ale czy "na pewno"?

(Cytowałem Marksa z I tomu Dzieł Marksa i Engelsa, Książka i Wiedza, Warszawa 1960, s. 458. )

3 komentarze:

jo pisze...

Ha! Właśnie tak się zastanawiałem czy czytać te wypociny w "Europie" czy nie. W ogóle mam problem z tym periodykiem - niby czasem interesujący, niby ok, ale jak po niego sięgnę (zazwyczaj elektronicznie) to coś takiego śmierdzącego tam znajduję, a wiem, że czasem jest to strawne - tylko jakoś mnie nie dane.

janyugo pisze...

Panie, krócej! Bo nie wiem, o co i z kim się w końcu spierasz. Z Krasowskim? Z wiarą? Z Bogiem urojonym?
W spór wielki nie zamierzam wchodzić,już my to przerabiali, mam tylko 3 zapytania o spójność:
1/ Jeśli masz problem z interpretacjami K. to czemu sam w tytule "Naród" wprowadzasz? Przeca nic tam o narodzie nie ma. To zaledwie paru intelektualistów. BTW K. nie bronię, ma skłonność do pieprzenia. O Ciebie pytam.
2/ Śpiewaka czytać nie chcesz. Luz. Masz prawo. Ale jak się to ma do zgłaszania swego czasu wobec mnie pretensji, że całego Dawkinsa zwalczać nie chcę? Żdźbło w mym oku widzisz, ale belki w swojej dupie nie? Alc-mana cytuję :)
3/ Sierakowski przyznaje się, że opiera się na wierze (arbitralność). W czym arbitralność Sierakowskiego (i Twoja) lepsza od arbitralności Śpiewaka?

I jeszcze jedno o S. (skąd-inąd mądrze pisze). Jak stwierdza, że "Wiara w Boga (...) jest wiarą w coś, co nie istnieje", to ja w tym twierdzeniu braku pewności za Chiny nie wyczuwam.

rebus pisze...

1. Naród wprowadzam na prawach szydery. Wszak inteligent jest zwierciadłem świadomości narodu.

2. Śpiewaka nie chcę czytać bo uprawia kabałę, zagnieździł się w Dobrej Księdze i ją sobie mieli interpretacyjnie w duchu tradycji liberalnego judaizmu. Ja się z nim ani zgadzam, ani nie zgadzam (inaczej niż Ty z Dawkinsem), to mnie po prostu nie interesuje.

3. Arbitralność Sierakowskiego nie jest w niczym lepsza, co do aksjomatyki, na której opierają się światopoglądy, panuje wolny rynek, i bardzo dobrze. Każdy ma prawo sobie wybrać, czy arbitralnie uznaje za podstawę własnych, społecznie ciążących, decyzji życiowych, prawdę o istnieniu Jedynego, czy o - jak w moim przypadku - bezwarunkowej ważności kryterium bólu/cierpienia i przyjemności/szczęścia. Mi się to drugie po prostu bardziej kupy trzyma i implikacje dla świata z uznania tej aksjomatyki wynikają moim zdaniem fajniejsze. A jakeś to ze Śpiewakiem pospinał to nie wiem. Ja naprawdę do Śpiewaka - jako Wielkiego Interpretatora Wielkiego Tekstu - nic nie mam, literalnie nic, ani na tak, ani na nie.