wtorek, 30 grudnia 2008

Instrukcja do zrobienia filmu o Paktofonice


Je-dy-dy-den, dy-dy-dy-dwa, próba posta, o ka. Występ o scenariuszu do filmu pe te "Jesteś Bogiem" autorstwa Macieja Pisuka, wydanego w serii przewodników "Krytyki Politycznej". Kupić nie kupiłem, ale pożyczoną przeczytałem; może bez wypieków szła lektura, a jednak dość interesująco.

Nie jest to temat na sążnistą analizę, niemniej odnotować warto, że (1) scenariusz filmowy to gatunek z przeznaczeniem do realizacji filmu. Scenariusze powinny być sprzedawane w oddzielnych księgarniach dla reżyserów filmowych. Trudno mieć jakiś wyjątkowo wielki ubaw z lektury pomysłu na film. Tym niemniej (2) utwór Pisuka broni się, kiedy działa wyobraźnia. Można sobie wtedy wyobrazić film po swojemu. Ma to ten walor, że fikcyjny obraz ma dużo większe szanse na bycie dobrym, niż jego ewentualna realna realizacja (której scenariuszowi serdecznie życzę). A to oczywiście z tego tylko powodu, że zazwyczaj pomysł góruje nad jego realizacją. Tak czy siak: jeśli już czytać scenariusz to najlepiej z opcją automatycznej projekcji filmu w głowie.

Mój film był nawet fajny, tylko fabularnie mało o czym. No dobra, jest trzech kolesi, są młodzi, jarają się rymowaniem. Jeden jest już uznany (ale i drugi, Rah, nie wziął się przecież znikąd, o tym w tekście nie ma ni słowa, zresztą postacie są dość płytko w ogóle porysowane, średniawka - powiedziałby ten i ów z Pisuka scen bohaterów), wszyscy mają swoje problemy związane z życiem w stolicy górnego śląska, w blokach, z dziewczynami, z konsekwencjami miłosnych uniesień w płodne dni, z cwaniakami, którzy nie spuszczają palca z tętna szołbiznesowej koniunktury i mają doskonale wyrobiony instynkt kupowania zdolności małolatów w dołku, by sprzedać je na szczycie. Do tego samobójcza śmierć jednego z nich... no dobra, to jest arcyinteresujący przewód fabularny. Tylko że po pierwsze niewielka w jego stworzeniu zasługa Pisuka (bo to się działo na prawdę, nic pod publikę), a po drugie to w książce - wydanej dla niepoznaki w społecznie zaangażowanym wydawnictwie - czekałem na jakiś społecznie nośny morał. Na apologię tworzenia mimo wszystko, albo na krytykę ssaczych odruchów biznesu, nie zatrzymującego się przed niczym, co śmierdzi potencjalną sieką do zrobienia, mimo okoliczności. No nie wiem, zmylony jestem logo KP na okładce po prostu chyba. Gdyby to wyprodukował jakiś normalny podmiot kapitalistycznej gospodarki bym miał relaks podczas lektury. A ja szukałem interpretacji tej sytuacji na poziomie lewackiej artykulacji i nic wielkiego mi nie wpadło, stąd lekka irytacja na koniec. (Mam wrażenie, że dużo ważniejsza refleksja na temat wydarzenia PFK wypływa z rymów "Receptury" Pokahontaz niż z tej książeczki.)

Niemniej doceniam marketingowy kunszt wydawcy: książka narobiła sporo szumu, czyta się o nominacjach tytułu tu i tam. Ma to znaczenie dla marki. Jeszcze przed chwilą zamartwiałem się na spotkaniu ze Szczuką i Żakowskim, czy KP nie zamierza żyrować ideowo SLD, a tymczasem miła niespodzianka: to nie KP jest osiołem, to ona sama u progu gospodarczego kryzysu gracko mknie na grzbiecie legendy z wielkiej płyty. Szacun dla krytycznopolitycznych strategów rozwoju, co think-tank to think-tank!

3 komentarze:

janyugo pisze...

Życiowe pytanie mam. Gdyż żem natrafił na jaki wywiad z autorem, a gdzie indziej na zapowiedź książki typu tylna strona okładki. I obie zrobione tak, że się wrażenie odnosiło, iż ansambl o nazwie K44 nigdy nie istniał; jakby Paktofonika była pierwszą wielką h-h grupą na Czornym. Ja rozumiem, że się chłopaki później na się pogniewały, ale to, co widziałem mocno trąciło dość żenującym poprawianiem historii. W długości pełnej tez tak jest?

BTW Byłem lat temu już parę na tzw. pożegnalnym koncercie PFK i nie ukrywam, panowie Fokus z Rahimem se z lekka obciachu narobili.

rebus pisze...

jest w scenariuszu scena z Dabem, Joką i Magikiem jeszcze przed odejściem tego ostatniego z K44.

A czemu Fokus i Rahim narobili se obciachu na pożegnalnym koncercie PFK?

janyugo pisze...

Kilka rzeczy do kupy
1/ Organizacyjnie się to cokolwiek sypało. Szczytem było, jak któregoś gościa (bodajże Ostrego) na scenę zaprosili, coby z nim porymować, a tu się okazało, że gość swoje zagrał i pojechał. Wisienką na szczycie szczytu zaś, że się obrazili i jasno to na scenie okazali.
2/ Coś im do łba strzeliło, żeby jakieś nagrody zacząć przyznawać. No i zapraszają ojca Magika po odbiór (nie pomnę, za co). Publika nie wie, OCB, ale jeszcze bardziej zagubiony biedny pan na scenie. Dobrymi chęciami piekło brukowane.
3/ Najbardziej obciachowe było zaś to, że w trakcie tego zapowiadanego z wielką pompą "pożegnalnego" koncertu Paktofoniki odbywała się promocja PFK Kompany włącznie z zapraszaniem na "jutrzejszy koncert w Częstochowie"