poniedziałek, 18 maja 2009

Zabij swój racjonalizm


Po pierwsze - wyjaśnienie blogera. Wszystkich swoich kilkunastu czytelników i czytelniczki bardzo przepraszam, że blog mój wytracił na prędkości. Stało się, bo podpisujący się pod tutejszymi występami zwyczajowo trzymie sto siedemnaście małp za ogony na raz, przez co raz za razem ta czy inna mu się wymsknie i buja się po bożym świecie samopas. Ostatnimi czasy uprawiam rozmyślunek raczy poza netem, bardziej w ramach miejscowego klubu Krytyki Politycznej niż w jakichś innych ramach, choć nie jest też tak że w innych zdecydowanie nie. I nie jest tak, że blogowania zaniechałem, że mi się odwidziało. Wręcz przeciwnie, o czym, mam nadzieję, zaświadczą nadchodzące tygodnie. To, czego potrzebuję jak kania dżdżu to nieco wiency konsekwencji. Konsekwencji! Konsekwencji! Konsekwencji! - czyli że przechodzę do "po drugie".

Bo po drugie - dzisiejszy występ jest o zbrodni myślenia konsekwentnego. Zbrodnię tą w felietonie w ostatniej Jewropie wytropił w myśleniu Petera Singera mój ulubiony jewropejski felietonista (a przy tym szef całej Jewropy, więc czapy z głów!) Maciej Nowicki (autor, którego dwie notki niżej miałem już okazję docenić za jakość twórczości). W notce pt. "Zabij swoją matkę" jedzie Singera, aż wióry lecą.

Autorowi "Wyzwolenia zwierząt" dostało się przede wszystkim za zoofilię. Oto Nowicki gada w pociągu z Żiżkiem, który kilka ciętych słów poświęca australijskiemu filozofowi:
(...) Peter Singer twierdził, że nie ma nic złego w zoofilii - pod warunkiem że do niczego zwierzęcia się nie zmusza. Skoro on tak naprawdę uważa, niech to sfotografuje i da na okładkę jakiegoś poprawnego politycznie lewackiego pisma.

Tak właśnie miał nawinąć Żiżek Nowickiemu w pociągu relacji Warszawa - Kraków i na tej nawijce zbudowana jest dalsza część felietonu: niechybnie nie zjadanie zwierząt to pierwszy krok na równi pochyłej do zdziczenia obyczajów i stanu kompletnej barbarii.

No cóż, Singer najwyraźniej sam sobie strzelił gola wychylając się z tematem, który poruszony z miejsca miesza z błotem swego poruszyciela. Nie ma przy tym znaczenia, czy to co Żiżek lekką ręką (czy raczej ciężką łapą) twierdzi (a mianowicie, że Singer coś tam twierdzi) jest czy nie jest prawdą. Singer faktycznie spieprzył robotę już przez to tylko, że temat zoofilii był poruszył. Nie ważne czy ukradł, czy jemu ukradli, ważne że jest zamieszany w brzydką sprawę. A skoro jest zamieszany, to można już jechać po nim bez trzymanki. Zwłaszcza, że to się dość dobrze składa: Singer ze swoim "Wyzwoleniem zwierząt" wychylił się bardzo niegrzecznie. Z prostych i powszechnie przyjmowanych założeń aksjologicznych wywiódł bez szwanku dla poprawności wnioskowania, że jedzenie mięsa i nabiału nie jest piękne ani dobre. To z pewnością zabolało niejednego Nowickiego i Żiżka, dlatego kwestia "Singerowskiej" zoofilii pomogła im odzyskać fason. "Facet od weganizmu" jest jednocześnie "facetem od zoofilii", zatem wszystko jest już jasne i nie ma o czym gadać. Singer może i coś tam kiedyś teoretycznie wygrywał, ale ostatecznie strzelił sobie samobója, dzięki czemu mecz Nowiccy i Żiżkowie wygrali w cuglach, bez konieczności gry główką.

Czy ta diagnoza mentalnej kondycji Żiżka/Nowickiego w sporze z Singerem jest prawdziwa? Nie wiem. Wiem że może być prawdziwa. Dodatkowo przypuszczam, że prawdopodobieństwo jej prawdziwości nie jest małe. Dlatego niech sobie tu stoi.

Teraz w kwestii zoofilskich sympatii Singera słów kilka, gdyż albowiem pora najwyższa rozładować ten granat, który straszy filozofem (do Żiżka/Nowickiego dodajmy Garego Francione, zwierzęcego abolicjonistę od lat będącego w sporze z Singerem, który także żongluje zoofilią jako argumentem, i cóż że poniżej pasa), a jest, wedle mej nieskromnej opinii, niewypałem.

W 2001 roku Peter Singer popełnił recenzję książki pt. Dearest Pet Midasa Dekkersa. Rzecz, jak wynika z omówienia Singera, dotyczy zoofilii jako zjawiska historycznego, towarzyszącego kulturze człowieka od dawien dawna, na wieki przed chrześcijaństwem i bynajmniej nie wygasłego w wyniku jego powstania. (Singer przywołuje badania Alfreda Kinsey'a z 1940 roku, które wykazały, że 8% mężczyzn oraz 3,5% kobiet ma kontakty seksualne ze zwierzętami.) Mimo silnej presji utrzymywania ścisłego tabu wokół zoofilskich kontaktów seksualnych człowieka stanowią one dość spory odsetek. Czy Singer pisze o tym, by promować, namawiać, upowszechniać? Bynajmniej. To, co według niego interesujące, wykłada się następująco:
The existence of sexual contact between humans and animals, and the potency of the taboo against it, displays the ambivalence of our relationship with animals. On the one hand, especially in the Judeo-Christian tradition — less so in the East — we have always seen ourselves as distinct from animals, and imagined that a wide, unbridgeable gulf separates us from them. Humans alone are made in the image of God. Only human beings have an immortal soul. In Genesis, God gives humans dominion over the animals. In the Renaissance idea of the Great Chain of Being, humans are halfway between the beasts and the angels. We are spiritual beings as well as physical beings. For Kant, humans have an inherent dignity that makes them ends in themselves, whereas animals are mere means to our ends. Today the language of human rights — rights that we attribute to all human beings but deny to all nonhuman animals — maintains this separation.

On the other hand there are many ways in which we cannot help behaving just as animals do — or mammals, anyway — and sex is one of the most obvious ones. We copulate, as they do. They have penises and vaginas, as we do, and the fact that the vagina of a calf can be sexually satisfying to a man shows how similar these organs are. The taboo on sex with animals may, as I have already suggested, have originated as part of a broader rejection of non-reproductive sex. But the vehemence with which this prohibition continues to be held, its persistence while other non-reproductive sexual acts have become acceptable, suggests that there is another powerful force at work: our desire to differentiate ourselves, erotically and in every other way, from animals.

Dalej Singer czyni kilka uwag na temat konieczności kryminalizacji takich form zoofilii, które powodują okrucieństwo wobec zwierząt. Przywołuje w tym kontekście pogląd Otto Soyki, autora Beyond the Boundary of Morals:
Never widely known, and now entirely forgotten, it was a polemic directed against the prohibition of "unnatural" sex like bestiality, homosexuality, fetishism and other non-reproductive acts. Soyka saw these prohibitions as futile and misguided attempts to limit the inexhaustible variety of human sexual desire. Only bestiality, he argued, should be illegal, and even then, only in so far as it shows cruelty towards an animal. Soyka's suggestion indicates one good reason why some of the acts described in Dekkers book are clearly wrong, and should remain crimes.

No i wreszcie to, za co chyba Singer zbiera razy od swoich (Francione) i od obcych (Żiżek): "But sex with animals does not always involve cruelty". Pewnie to właśnie zdanie pozwoliło Żiżkowi twierdzić o tym, co Singer twierdzi na temat etycznego statusu zoofilii. Niechybnie według Najpopularniejszego Popularyzatora (i Fana) Lacana logiczną konsekwencją zdań "zoofilia skutkująca okrucieństwem wobec zwierzęcia jest złem" oraz "nie każda zoofilia powoduje cierpienie zwierzęcia" jest twierdzenie "nie ma nic złego w zoofilii - pod warunkiem że do niczego zwierzęcia się nie zmusza". I taka jest chyba fundamentalna różnica między frankofilską i anglosaską szkołą wnioskowania.

O domniemanym usprawiedliwianiu przez siebie zoofilii Singer mówił w jednym z wywiadów następująco:
I wasn’t really expressing an opinion on whether human sexual contact is right or wrong, although I did point out that where such contact involves cruelty or suffering to the animals, it certainly ought to be as it is, a criminal offence, but I raised the question as to whether it ought to be a criminal offence when there is no suffering or coercion on the animal.

Wychodzi na to, że kiedy Singer stawia pytania, Żiżek słyszy odpowiedzi. Ja mam na odwyrtkę: coraz częściej jest tak, że gdy Żiżek coś twierdzi, mnie ogarniają wątpliwości.

Dobra, stop zoofilii! I Żiżku dajmy już spokój, wróćmy do Nowickiego.
Według niego Singer "twierdził że przekonanie o wyższości człowieka nad wszystkimi zwierzętami to mit - choćby dlatego, że niektóre zwierzęta są bardziej rozumne od noworodków czy upośledzonych umysłowo".
Czy Nowicki chce powiedzieć, że według Singera wyższość człowieka nad innymi zwierzętami nie znajduje potwierdzenia w faktach, jest nieprawdą? No to ja chętnie się wywiem, skąd Nowicki czerpie informacje na temat tego typu twierdzeń Singera. Z dostępnych mi źródeł wynika bowiem coś dokładnie przeciwnego. Na przykład:
Twierdzenie, że życie istot świadomych siebie, zdolnych do abstrakcyjnego myślenia i planowania przyszłości, do skomplikowanych aktów porozumiewania się ma większą wartość niż życie istot nie mających tych zdolności, wcale nie jest arbitralne. (P. Singer, Wyzwolenie zwierząt, przeł. A. Alichniewicz i A. Szczęsna, wyd. PIW, Warszawa 2004, s. 40)

Ale może Nowicki chce powiedzieć, tylko tyle, że według Singera chodzą po tym świecie nie-ludzkie zwierzaki, które są inteligentniejsze od niejednego człowieka. Jeśli tylko to chce powiedzieć, to czy dlatego, że się z tym stwierdzeniem nie zgadza?
A może jest jeszcze inaczej i Nowicki chce powiedzieć jedno (wg Singera wyższość człowieka nad nie-ludzkimi zwierzętami to mit) i drugie (wg Singera istnieją nie-ludzkie istoty inteligentniejsze od ludzkich istot) w taki sposób, że jedno z drugim się miesza i sprawa tego, co Singer rzeczywiście twierdzi a czego nie twierdzi, wyjątkowo się gmatwa, przy czym jedno wiadomo na pewno: on musi być krejzi! (Singer, nie Nowicki, wiadomka.) To też możliwe. Możliwe też jest, że felietonista po prostu nie rozumie, co Singer twierdzi; nie odróżnia Singerowskich twierdzeń od własnych na ich temat fantazji. Ta ostatnia możebność wydaje mi się najmniej prawdopodobna. Skoro Nowicki rozumie Żiżka to z Singerem nie powinien mieć najmniejszych zmartwień, bo Singer nie tylko pisze, ale i myśli po angielsku, czyt. rozumnie, racjonalnie i konsekwentnie do zrzygania.

No i ta konsekwencja, ta rozumność bez umiaru, to zasadniczy problem Nowickiego z Singerem. W związku z rozpoznaniem symptomów przedawkowania racjonalnej refleksyjności w pismach Singera, Nowicki ma dla australijskiego kolegi kilka ważkich uwag:
Singer chce nas ocalić przed cierpieniem, widząc w nim największe zło. W gruncie rzeczy kieruje nim litość. Tyle że nie rozumie jednego: to, co wczoraj wydawało się nam niepojęte, jutro wyda się normalne. Tak działa nasz mózg: nie służy on do tego, by poprowadzić każdy argument do samego końca. Służy do tego, by ocalić nas przed światem.

Nie wiem, czy autor "Etyki praktycznej" (gdyby tylko miał okazję) zrozumiałby mądrość płynącą z połajanki Szefa "Europy". "Mózg nie służy by poprowadzić każdy argument do samego końca"?. Ja kombinuję tak: z tego, że coś z czegoś wynika, jeszcze nic nie wynika (za to - jak wynika z lektury felietonu Nowickiego - cokolwiek wynikać może z czegokolwiek, na przykład z niezrozumienia tekstu wynikać może radykalny, bo po całości poprowadzony, zarzut wobec filozofa). O to chodzi? Czy to się nazywa oświecony konserwatyzm? "Niby wiemy, niby rozumiemy, ale się wzdrygamy przed`konsekwencjami konsekwentnego używania rozumu"? Czy to dlatego od czasu do czasu używamy go na pół gwizdka bez baczenia na koszty zwolnienia? Zaprawdę, powiadam Macieju Nowickiemu: te koszta nie są bez znaczenia, bo gdy rozum śpi budzą się demony, a kiedy śpi pół rozumu, fabrykują się kociopoły:
Porównywano go do Hitlera, Bormanna i doktora Mengele - te argumenty były oczywiście na wyrost

Tak. Te tak. Zdecydowanie.

4 komentarze:

Luke pisze...

"Singer przywołuje badania Kinsey'a z 1940 roku, które wykazało, że 8% mężczyzn oraz 3,5% kobiet ma kontakty seksualne ze zwierzętami."

O w mordę, znaczy się jedna dwunasta (i połowiczna) mężczyzn bawi się w takie rzeczy? Czyli statystycznie każdy zna jakiegoś zoofila! (pędzę pisać na wiki artykuł o liczbie zoofila, ciekawe czy zaskoczy) Ha! Jak spotkam jakiegoś kumpla to zaraz mu od zboczuchów pojadę, myśleli że się pokryją!

Chociaż wydaje mi się (pomijając czas przeprowadzenia tych badań, od wojny trochę czasu minęło), że większość to siedzi w jakichś społeczeństwach pasterzy kóz, owiec itd, więc w takiej Polsce może być ich trochę mniej ;)

PS. Ja jakoś nie potrzebuję wmawiać sobie, że wegetarianie to zoofile i jakoś z Rebem zawsze w HT wygrywam ;) Moc szalomów z bezcyferkowa!

rebus pisze...

O! Dobrze, żeś to zdanie cytnął, będzie ślad że nawet dobry rebus czasem zmyla się. Przynajmniej jeśli idzie o gramatykę ;-)

Pozdrawiam uprzejmie i do zobaczenia na którymś ze stadionów świata!

towarzysz pisze...

Wytłumacz mi ten fragment:
"Twierdzenie, że życie istot świadomych siebie, zdolnych do abstrakcyjnego myślenia i planowania przyszłości, do skomplikowanych aktów porozumiewania się ma większą wartość niż życie istot nie mających tych zdolności, wcale nie jest arbitralne."
bo nie wiem czy że tak czy że nie?
Dzięki i pozdrawiam

rebus pisze...

nie jest arbitralne, czyli nie jest przejawem szowinizmu, czyli że jest rozumowo uzasadnione. Singer - wbrew temu co pisze Nowicki - nie twierdzi i nigdy nie twierdził, że życie przeciętnego człowieka ma taką samą wartość co życie innych zwierząt. Równość między nimi dotyczy nie wartości życia a wartości podobnych interesów, tj. m.in. wartość bólu nie zależy od różnic gatunkowych, ale od natężenia tego bólu dla istoty mogącej go doznawać.

Pozdrawiam