wtorek, 29 grudnia 2009

Czas Darwina

Blokiem tekstów pt. "[r]EWOLUCJA" poznański Czas Kultury dołączył do dość nielicznego w Polsce grona świętujących Rok Darwinowski (dwusetna rocznica urodzin, sto pięćdziesiąta rocznica pierwszego wydania "O powstawaniu gatunków"). To chlubny wyjątek na mapie magazynów kulturalnych, a jednocześnie wyraźny symptom. Darwinizm wciąż jest na humanistycznym cenzurowanym, nawet jeśli tu czy tam postuluje się przełamanie bariery między naukami przyrodniczymi i humanistycznymi. Czy udało się ten impas "[r]ewolucyjnym" tekstom zniwelować? Odnoszę wrażenie, że nie. Jest tak co najmniej z dwóch powodów.

Powód 1: Ci autorzy numeru, którzy zauważają potrzebę podjęcia kolejnej (po spencerowskiej, prowadzącej na manowce społecznego darwinizmu) próby humanistycznej recepcji ewolucjonizmu, nie zdecydowali się na ten krok. Może z wyjątkiem Agnieszki Gajewskiej (Feminizm spotyka Charlesa Darwina), która podkreśla za Elizabeth Grosz funkcjonalność teorii ewolucji dla refleksji feministycznej ("Teoria Darwina może feminizmowi dostarczyć narzędzi do zrozumienia nie tylko mizoginicznych czasów, w których żył, ale także relacji podporządkowania między rasami i płciami, jak i dominacji ludzi nad przyrodą").

Dobrą okazję na otwarcie szerszej dyskusji stracił Mariusz Weiss, autor tekstu pt. Ewolucja i etyka, ograniczając się w zasadzie do wynotowania kilku aksjologicznych problemów związanych z darwinowskim zwrotem w naukach przyrodniczych. W tym znaczeniu autor pisze o
(1) realnej różnicy między dobrem a złem, (2) koniecznych kwalifikacjach dla podmiotowości moralnej, (3) zakresie istot, którym podmiotowość moralna przysługuje; inaczej mówiąc, chodzi o pytanie, czy podmiotami moralnymi są wyłącznie ludzie.
Z pozycji zewnętrznego referenta Weiss przedstawia "fragmentaryczny i szkicowy przegląd" stanowisk niektórych z teoretyków zaangażowanych w "zagadnienia podnoszone w etyce ewolucyjnej". "Przegląd" ten konkluduje wnioskiem: "filozofia moralności nadal ma wiele do przemyślenia".

Okazję na popularyzację myślenia Darwinem stracił też Krzysztof Łastowski. Blisko połowa wprowadzającego w tematykę numeru artykułu Dwa wieki teorii ewolucji dotyczy teorii przyrodniczych poprzedzających wydanie "O powstawaniu gatunków", a więc – z dzisiejszej perspektywy – błędnych. Sama koncepcja ewolucji drogą doboru naturalnego przedstawiona jest przez Łastowskiego kuriozalnym językiem.
W danych warunkach środowiska – pisze Profesor – utrzymuje się ta frakcja gatunku, która maksymalizuje kryterium adaptacji do warunków środowiskowych, panujących na obszarze, na którym ów gatunek występuje.

W kolejnych akapitach (Główne idee dzieła Darwina, Recpecja Darwinowskiej myśli ewolucyjnej, Dokonania Darwina a współczesna nauka i filozofia - generalnie struktura artykułu sprawia wrażenie notatek przygotowanych pod kątem niezbyt porywających zajęć ze studentami) autor mierzy się z heroicznym zadaniem adekwatnej koncentracji wpływu darwinizmu na kulturę w kilkupunktowych konspektach. Sztuka ta oczywiście nie powiodła się, a "Czas Kultury" pomieścił najgorsze wprowadzenie do teorii ewolucji jakie kiedykolwiek chyba czytałem.

Na tle Dwóch wieków teorii ewolucji pozytywnie odbijają się artykuły Bartosza Gałązki (Małpa na pustyni, czyli po co dziś czytać Darwina?) i Gwidona Famułki (Innego końca ewolucji nie będzie). Pierwszy z nich to ciekawe omówienie wstępu Januarego Weinera do nowego krytycznego wydania "O powstawaniu gatunków" ("Żyjemy (...), wypadałoby za Weinerem zakrzyknąć, w Darwinowskim świecie. Nie sposób jednak przemilczeć tego, iż świadomość tę zyskujemy zaprawioną solidną porcją dziegciu – więcej niż obawą, że skazujemy się tym samym na dobrowolne osamotnienie".) Drugi ciekawie i zwięźle przedkłada sprawę (rzekomego) zatrzymania się ewolucji homo sapiens.

Powód 2: Spora część tekstów z "[r]ewolucyjnego" bloku "Czasu Kultury" ma z darwinizmem związek co najwyżej luźny. Wartość antropologicznego ujęcia "ewolucji" nośników muzyki, podjętego w Śmierci płyty kompaktowej i ewolucji świata społęcznego przez Krzysztofa Abriszewskiego, jest być może spora (nie znam się na tym), niemniej z teorią ewolucji na drodze doboru naturalnego łączy je tylko to, że w obu narracjach bez terminu "ewolucja" nie sposób się obejść. Natomiast fakt, że słowo to występuje w różnych sensach i kontekstach, jest powodem wszystkich dalszych nieporozumień. Podobnie zwodniczy i (bo) quasi-darwinowski charakter ma artykuł Gabrieli Świtek (Gatunki, typy, formy, style. O morfologii i anatomii porównawczej w historii architektury). Pomysł na mariaż "naturalizmu" z "kulturalizmem" wydaje się interesujący. Problem w tym, że darwinizm i anatomia porównawcza to nie koniecznie to samo.

Małgorzata Radkiewicz ("Anioły i owady" wiktoriańskiej Anglii) interesująco omawia film Philipa Haasa na podstawie opowiadań Antonii Susan Byatt. "Konstrukcja filmowych postaci odpowiada literackiej klasyfikacji bohaterów ze względu na ich poglądy oraz znajomość nauk przyrodniczych(...)", co, jak się zdaje, zadecydowało o taksonomicznej decyzji redakcji klasyfikacji tekstu Radkiewicz w rodzinie (rzędzie, gatunku) "[r]ewolucja".

To, co z pewnością zostanie z podjętego przez "Czas Kultury" trudu humanizacji ewolucjonizmu, to projekt Reinera Marii Matysiaka pt. Referendum: O legalizację wspólnego potomstwa ludzi i ssaków naczelnych. O powstanie wspólnoty reprodukcyjnej – artystyczny projekt o wyraźnie darwinowskich konturach; prowokacja do myślenia różnic gatunkowych, technologicznego przyspieszenia dokonującego się w oparciu o ewolucjonistyczny zwrot oraz "nowej etyki ludzkości". Nareszcie mogę napisać: gorąco polecam ogląd prac fotograficznych i lekturę "informacji o projekcie referendum".

Brak komentarzy: