poniedziałek, 30 stycznia 2012

ACTA. Akumulacja pierwotna 2.0

Nie da się przeczytać wszystkiego, co do dziś udało się napisać na temat ACTA i fali społecznej niezgody, wywołanej przez to (nie)porozumienie. Każdy coś tam uważa na jego temat oraz na temat istoty i jakości bieżących protestów. Mnie coraz silniej nawiedza historyczna analogia, której odpowiednie ujęcie wykopałem przed momentem z wykopa, gdzie wisiało sobie już od dwóch lat z hakiem. Cytuję wykopalisko w całości:
"Od XIV w Anglii trwało grodzenie ziemi, czyli zabór gminnych pastwisk przez arystokrację. Skutkiem było zubożenie całej warstwy społecznej, kilka powstań oraz zmiana struktury społecznej. Aktualnie trwa podobny proces w kulturze. Internet przyniósł powszechny dostęp do kultury, ale też zachęca rozmaitych geszefciarzy do jej zawłaszczania".
Podobną perspektywę przyjmuje dzisiaj również Mateusz Mirys, który w tekście "Przeciw ogradzaniu internetu" na portalu lewica.pl zauważa:
"W czasach, gdy jakość życia - z powodu rosnącej niepewności zatrudnienia, obniżania się jakości usług publicznych bądź ich całkowitego zaniku, rosnących kosztów utrzymania przy stojących w miejscu płacach - ciągle się pogarsza, tak szeroki i powszechny dostęp do dóbr kultury stanowił dla wielu pewnego rodzaju rekompensatę".
To perspektywa Daniela Bensaida z książki "Wywłaszczeni", gdzie upowszechnia perspektywę Marksa z tekstu na temat historycznej debaty o tym, czy wolno chłopu kraść drewno z pańskiego lasu. Marks zauważa (a Bensaid powtarza), że
"istnieją przedmioty własności, które ze swej natury nigdy nie mogą przybrać charakteru określonej z góry własności prywatnej; przedmiotami tymi z powodu ich żywiołowego charakteru i przypadkowego bytu rządzi prawo zawłaszczenia, a więc prawo zawłaszczenia stosowane przez tę klasę, którą właśnie prawo zawłaszczenia wyłączyło z wszelkiej innej własności  i która w społeczeństwie obywatelskim zajmuje taką samą pozycję, jak owe przedmioty w przyrodzie".
Jeśli więc ACTA jest dokumentem, który umożliwić ma wywłaszczenie ludu z "prawa do zawłaszczania", rzeczywiste "grodzenie" internetu, a tym samym rozpoczęcie procesu kolejnej pierwotnej akumulacji kapitału, to protesty przeciw ACTA tak czy inaczej muszą mieć charakter stricte antysystemowy i nie dają się łatwo sprowadzić do obrony indywidualistycznego stylu życia jednostek (jak sprawę ujmuje dziś w komentarzu na swoim profilu na Facebooku Piotr Szumlewicz).

I jeśli na (dotychczas wspólnej) cyber-ziemi powstawać mają prywatne "pastwiska", co z pewnością uniemożliwi fluktuację dóbr kultury i kreatywną, a więc efektywną ich reprodukcję, to sprawa musi być znacznie istotniejsza niż obrona "stylu bycia" tego czy innego zasysacza danych. Tak rozumiany sprzeciw wobec ACTA jest raczej obroną ludowego stanu posiadania w nie-posiadaniu, czyli "prawa do zawłaszczania" tego, czego, dzięki technologii, nie może przecież nikomu zabraknąć. Przynajmniej w dziejach przed wielostronnym (nie)porozumieniem.

Brak komentarzy: