poniedziałek, 9 kwietnia 2012

"Przekrój" po stronie nieludzkich zwierząt

Najnowszy numer tygodnika "Przekrój"  pod okładkowym tytułem "Zwierzę też człowiek" trafia właśnie do kiosków. "Przekrój" objął patronat nad tegorocznym Ogólnopolskim Tygodniem Weganizmu, organizowanym siłami stowarzyszenia Empatia.

Znaczną część numeru wypełniają materiały na temat kwestii (między)zwierzęcych:
Wykorzystywanie zwierząt jest jednocześnie wszechobecne i niewidoczne. Owszem, doskonale widać jego końcowe efekty, przedstawiane jako niezbędne, ale nie widać – że użyję staroświeckiego słowa – prawdy o tym, jakim kosztem powstają. A jest nią uprzedmiotowienie, ból, strach, stres, cierpienie i śmierć. A wszystko to nie jest konieczne, czego dowodzi niepasująca do układanki obecność zdrowych i usatysfakcjonowanych weganek i wegan.

Rzeźnie z centrów miast przeniosły się daleko od nas i niepowołane osoby nie mają tam wstępu. Naturalne futro w sklepie nie jest opatrzone informacją, że jego produkcja związana była z wtykaniem zwierzęciu elektrody do odbytu i więzieniem w niewielkiej drucianej klatce. A krowy oficjalnie dają mleko, tak jakby chciały ofiarować nam wapń do budowy kości. A mleko nie jest nadwyżką pokarmu, które krowy wcześniej zgodnie z naturą przeznaczyły dla swoich dzieci. Te dzieci staną się szybko cielęciną. I to jest nieuchronny koszt ludzkiej ochoty na bitą śmietanę i ser do pizzy. W wielu reklamach produktów odzwierzęcych ofiary pokazywane są jako wolontariusze procesu hodowli i rzezi, dumne ze swojego wkładu w rozwój ludzkości.
To fragment dobrego i/więc potrzebnego wywiadu Magdaleny Orlińskiej z Dariuszem Gzyrą, współzałożycielem Empatii i jednym z najaktywniejszych propagatorów weganizmu w Polsce. Gzyrę warto czytać jak też słuchać tego, co mówi. W czasach, w których weganizm nierzadko ustawiany jest w szeregu z tzw. ekoterroryzmem/ekonazizmem (jako postawa społeczna) czy breatharianizmem (jako dieta), Gzyra od lat konsekwentnie demitologizuje i popularyzuje weganizm jako wybór kultury (poszerzenie sfery autonomicznej umowy społecznej przez przekroczenie granic szowinizmu gatunkowego) w miejsce natury (popęd i jego paraintelektualne usprawiedliwienia, jakimi popisywał się niedawno na fejsie znany gadu-gadu przedsiębiorca Łukasz Foltyn, lewicowiec o korwinistycznej wrażliwości, komentując dezinformacyjny humbug sprzed kilku tygodni na temat wegetarianizmu jako choroby psychicznej słowami: jest to [wegetarianizm] chyba jakaś forma autoagresji, żeby odmawiać sobie czegoś tak dobrego, jak mięso- no chyba że ktoś ma takie geny, że mu mięso nie smakuje... A może równie chorobliwa chęć wywyższania się wobec tych, którzy nie są na tyle światli, by odmówić sobie mięsa?).

Gzyra, jak na dietetycznego terrorystę, jest łagodny jak baranek, a do tego jest wyjątkowo realistyczny jak na absolutnego utopistę. Wciąż zbyt często o weganizmie młodzi ludzie dowiadują się z szarlatańskich forów, njuejdżowych broszurek i strejtedżowych, vegan-dżihadowych fanzinów, dobrze jest mieć więc Gzyrę po stronie obozu rozumem ogarniającego warunki walki przeciw szowinizmowi. Bo to rozum, a nie radykalizm jako taki, może z weganina zrobić weganina zdrowego i weganina nie sezonowego ("osłabłem, musiałem wrócić do nabiału"), a na długie lata. Rozum chłodzi temperaturę emocji, słusznie wiążących się z empatycznym rozedrganiem:
Jak każda mniejszość weganie mogą napotkać rozmaite trudności i problemy. Składniki odzwierzęce są częścią tak ogromnej liczby produktów, często niewidoczną, że tu i teraz jest niemożliwe niekorzystanie z nich w ogóle. Dlatego warto jednak zatrzymać się na pewnym poziomie wnikliwości, żeby nie uczynić ze swojego wyboru nie tylko czegoś nieznośnego dla nas samych, ale i niepodatnego na naśladowanie. Życie weganki lub weganina nie jest więc prostą eliminacją własnego udziału w całym systemie wykorzystywania zwierząt, a raczej możliwym tu i teraz jego ograniczeniem. Można przestać korzystać z mięsa, nabiału, jaj, skór, futer – to jest dobra wiadomość i na tym warto się skupić.
Ponadto Julia Fiedorczuk w tekście "Za wolność naszą i waszą" za pomocą wydarzeń z tzw. życia (sprawa przeciw amerykańskiemu oceanarium, pozwanemu przez niewolone przez nie orki) i literatury (Kafka, Coetzee, "Uwolnić orkę") uruchamia refleksję na temat konstrukcyjnych podstaw szowinistycznej cezury - nasyconej przemocą struktury, którą my, ludzie – czasem w najlepszej wierze – starannie pielęgnujemy - między ludzkim nadzwierzęciem a wszystkimi tymi inteligentnymi organizmami, które w genetycznej podróży przez życie wepchnięte zostały w nieludzkie ciała.

O prowadzonych obecnie bataliach o emancypacje kolejnych gatunków nieludzkich zwierząt traktuje tekst Olgi Kowalik. Ogólna refleksja, którą autorka wyciąga z analizy najnowszych dziejów międzyzwierzęcych relacji, jest taka, że
Próby narzucenia zmian legislacyjnych z zewnątrz są skazane na niepowodzenie tak długo, jak długo trwa społeczne przyzwolenie na przemysłową eksploatację zwierząt. Warunkiem realnych zmian jest głęboka zmiana świadomości całych społeczeństw, przyzwyczajonych do traktowania zwierząt jako surowca – a nie jako istot, które czują i które w związku z tym mają prawo do godnego życia. To wymaga gruntownej zmiany nastawienia do wszystkich zwierząt, nie tylko tych wybranych.
co powtarzać należy przy każdej nadarzającej się okazji.

O tym w jaki sposób i dlaczego język stawia nas [ludzi - przyp. is] na pozycji uprzywilejowanej w stosunku do innych gatunków i przypieczętowuje naszą dominację, pisze Emil Stanisławski.

Wreszcie Michał Bilewicz tłumaczy mechanizmy i procedury, dzięki którym mięsożerca pozostaje mięsożercą w czasach, w których mięsożerność poddawana jest coraz silniejszym atakom rozumu.

Tym jakże oczywiście ekoterrorystycznym czy weganfaszystowskim atakom kibicuję wszystkimi dostępnymi mi mentalnymi siłami, stąd też zapraszam czytelników tofu do kiosków. Po lekturze koniecznie spójrzcie raz jeszcze na zlinkowany wyżej harmonogram tegorocznego Tygodnia Weganizmu i poszukajcie najbliższego punktu orientacyjnego. Wszystkiego dobrego przez smacznego!

5 komentarzy:

pocosielogowacskorokapcza pisze...

Thx za rekomendację.

Flotyn -> Foltyn

"lewicowiec o korwinistycznej wrażliwości" - kradnę to

igor strapko pisze...

nazwisko poprawione, dzięki. pozdrawiam

Mięsożerca pisze...

Weganizm - błąd w systemie, wirus atakujący społeczeństwo. Człowiek jest stworzony do jedzenia zarówno roślin, jak i zwierząt. To jest fakt, niepodważalny i niezaprzeczalny, zarówno przez lekarzy, jak i etyków oraz różnego rodzaju ustrojstwo typu Greenpeace itp. Nie rozumiem, co jest złego w piciu mleka, które krowa i tak wyprodukuje, czy nam się to podoba czy nie. Jajka - co kogo obchodzi taka kura; jest głupia, ma znosić jajka i tyle. Na tym polega wyższość człowieka nad zwierzęciem - potrafi sobie je podporządkować. Jeśli ludzie uważają, że nie należy jeść mięsa, jajek czy mleka, bo kura ma niewygodną klatkę, to mówi w ten sposób, że zwierzęta są nam równe i ich potrzeby są ponad nasze. To tyle w tym względzie; mam nadzieję, że kogoś nawróciłem.

Anonimowy pisze...

wręcz przeciwnie panie troglodyto!!!

Anonimowy pisze...

@Mięsożerca

Zgodnie ze stanowiskiem Amerykańskiego Stowarzyszenia Dietetycznego dobrze ułożona dieta wegańska jest odpowiednia na każdym etapie życia łącznie z okresem ciąży, laktacji i niemowlęctwa. W wielu badaniach udowodniono pozytywny wpływ weganizmu na zdrowie, jak i negatywny wpływ spożywania niektórych produktów zwierzęcych. Proszę poczytać trochę o produkcji mleka i o ilości cierpienia z nią się wiążącą i zweryfikować 'fakty' na temat samoprodukującej mleko krowy. Argument o głupocie kury jest naprawdę przykry, rozumiem, że mam pełne prawo zjadać ludzi, których uznam za dostatecznie głupich. Proszę wytłumaczyć mi, jak rozumie Pan "równość" jeśli stawia Pan w jednym rzędzie prawo do zaspokojenia kubków smakowych i czyjeś prawo do życia i wolności od cierpienia. Cieżko dopatrzyć się jakiejś logiki w Pana wypowiedzi kiedy pisze Pan "sa nam równe i ich potrzeby są ponad nasze". Chodzi tu o szanowanie najbardziej podstawowych praw kosztem rezygnacji z produktów, do których wszyscy się przyzwyczaili, ale nie są nam one wcale do szczęśliwego życia niezbędne.