poniedziałek, 26 listopada 2012

Koniec z etyką, czyli o brzytwie Hartmana

Z profesorem Hartmanem nie po drodze mi od tak dawna, że nie pamiętam już, kiedy ostatnio czytałem jakikolwiek jego tekst lub z uwagą słuchałem tego, co wypowiadał w przygodnym telewizorze. Tym razem zabrał głos – jako etyk i filozof oczywiście (ta oczywistość jest jednak znacząca w tym wypadku) – w kwestii talerza. Po denuncjacjach na fejsbuku nie sposób było przejść do porządku bez lektury. Ta zaś była do tego stopnia porażająca, że obudziła od dawna śpiące tofu. Oto pierwsze słowa wywiadu dla Wyborczej pt. "Mięsożerco, nie czuj się winny":
Krystyna Naszkowska: Jak filozof, etyk radzi sobie ze swoją mięsożernością? Przecież jedząc mięso, przyczyniamy się do krzywdzenia zwierząt. Musimy być wegetarianami, jeśli chcemy być naprawdę ludzcy?
Prof. Jan Hartman: Nie można stawiać ludziom wymagań niemożliwych do spełnienia. Zabijanie się w świecie zwierzęcym, do którego sami należymy, jest czymś zwykłym i nie ma co udawać, że nie jesteśmy zwierzętami mięsożernymi. Człowiek, który je mięso, nie musi czuć się winny z tego powodu. Jednak powinniśmy dążyć do tego, aby, jeśli to tylko możliwe, jeść mięso pochodzące od zwierzęcia, które miało akceptowalne życie, a śmierć nie była dla niego cierpieniem.
Możemy zrobić wysiłek, by życie tych miliardów zwierząt, które powołujemy do istnienia, karmimy, by je potem zabić i skonsumować, nie było tragiczne. Możemy też postarać się o to, by ich śmierć była natychmiastowa i nie była poprzedzona traumą. Być może to wszystko kosztuje, ale mamy moralny obowiązek te koszty ponosić.
Uwaga, uwaga! Przed nami Profesor Filozof Etyk! Zabijanie się w świecie zwierzęcym, do którego sami należymy, jest czymś zwykłym. Ha! Tyle lat, stuleci, tysiącleci kombinowania wokół kwestii naszych powinności, by w krótkim, treściwym komunikacie (prawie jak od Wittgensteina, tego z „Traktatu”) poinformować pospólstwo, że droga skończona, cel osiągnięty.

Zabijanie się jest czymś zwykłym w naszym świecie – mówi Profesor Etyk. Niby nie odkrył Ameryki (bo odkrył ją przed nim Paweł Kukiz, wyśpiewując, że „tutaj jest jak jest, po prostu, i ty dobrze o tym wiesz”), ale jednak posunął sprawę radykalnie do przodu. Mały krok dla Profesora, wielki – bo ostateczny – dla etycznej refleksyjności.

Skoro już bowiem wiemy, że to, iż zabijamy, jest czymś zwykłym w naszym świecie, i wiemy to od Profesora Etyka, który zdanie to wypowiada w ramach szerszego etycznego (a jakże!) usprawiedliwienia dla zabijania, to znaczy, że kwestia powinności została właśnie zniesiona! Hura! Wolność na miarę możliwości Księcia Liberalnych Mędrców! Precyzyjny, chirurgiczny cios brzytwą Ockhama redukuje skalę naszej omylności o wyjątkowo złośliwy (bo zwykle mało precyzyjny) poziom refleksji filozoficznej.

Mówiąc krótko: filozofia (i etyka) to przeżytek. Zabijaliśmy, zabijamy i będziemy zabijać, bo taki jest świat. Sprawiedliwość to zabobon rozspekulowanego pre-hartmanizmu. Sprawiedliwości nie ma i nie było, a zabijanie było i jest, i będzie. Bo taki właśnie jest świat. Dziękujemy! Do widzenia (albo do zjedzenia)!

Na pierwszy łyp oka jednego Hartmanowi nie można odmówić: cywilnej i zawodowej odwagi. W konsekwencji obranej przez niego strategii „iść na całość” możliwe są bowiem tylko dwa stany: zapadnie się cała światowa myśl etyczna, albo zapadnie się on sam.

A jednak odwaga Hartmana ma swoje granice (w końcu on też jest z tego zwierzęcego świata i jakieś zwierzęce odruchy też nim pewnie szamocą), które uwidaczniają się w tym, że po ogłoszeniu końca etyki nie stawia kropki i nie żegna się z Krystyną Naszkowską. Nie, brnie dalej, próbując jednak ożywić trupa etyki, którą przed sekundami tak spektakularnie ukatrupił. I za każdym kolejnym zdaniem (pewnie chciałby, bym traktował je jako wnioskowania, ale, sorry, Winnetou, w świecie, jaki znamy, wnioskowania podlegają presji instynktów i padają łupem nagiej siły, więc spierdalaj Hartmanie ze swoją filozoficzną aureolą w podskokach) tracę resztki szacunku do typa, który miał okazję zapisać się w mej pamięci jako prostak, ale jakoś tam, na swój zwierzęcy sposób, odważny.

Nic z tego, jest przeciętnym konformistą, który w imię przaśnej namiętności do smakowania trupa gotów jest odstawić na bok całą powagę własnej osoby. Dowody znajdujemy zresztą w przytoczonym wyżej fragmencie rozmowy. Zaraz po tym, gdy dowiadujemy się, że „tutaj jest jak jest, po prostu”, Hartman ponownie przywdziewa zrzuconą przed momentem maskę etyka i opowiada się za tym, aby zabijanie – które, pamiętajmy o tym stale! - nie podpada pod rygor etycznego sądu, jednak jakoś tym sądem pomiziać. Po to zapewne, by nie okazało się, że od jutra Profesor Etyk jest bez środków do życia, bo etyka okazała się za jego sprawą zbędna w przestrzeni publicznej.

No więc mizia Hartman zabijanie etyką. Nie mówi oczywiście, że zabijanie, którego można uniknąć, jest moralnie naganne („bo tutaj jest jak jest”), mówi za to, że skoro zabijamy (bo musimy? yyyy... zostawmy to!), to zabijajmy miło, ładnie, łagodnie, pięknie, mądrze, itp. itd. No, etycznie po prostu. I filozoficznie. „Możemy zrobić wysiłek, by życie tych miliardów zwierząt, które powołujemy do istnienia, karmimy, by je potem zabić i skonsumować, nie było tragiczne”. Oczywiście, że możemy! (O ile możemy cokolwiek w świecie żelaznych praw biologicznej determinacji do zadawania przemocy.) „Być może to wszystko kosztuje, ale mamy moralny obowiązek te koszty ponosić”. Moralny obowiązek? W świecie „bo tutaj jest jak jest”? yyyy... No dobrze, niech będzie.

Ale nie, stop. Zaraz, zaraz. Na czym polega nasz obowiązek? Nasza ludzka powinność? Na ponoszeniu kosztów? Na płaceniu więcej? Na byciu majętnymi? Na nie byciu ubogimi? Czytam dalej i znajduję potwierdzenie przypuszczeń:
Obowiązek, jaki spoczywa na każdym z nas, to dokładanie starań, by nie wspierać nieetycznej hodowli. A więc nie kupować najtańszego mięsa, z intensywnej hodowli, gdyż wiadomo, że tam zwierzęta miały bardzo złe życie. Już to jest bardzo trudne do spełnienia, tym bardziej że wciąż brakuje oznaczeń etycznej hodowli na produktach mięsnych.
No tak, jak przystało na liberalnego filozofa i etyka, najcięższym odstępstwem od prawideł rozumu praktycznego jest bieda. „Tutaj jest jak jest, po prostu”, ale też nie tak prosto, gdyż skoro wcinasz trupa, to bądź człowiekiem prawym i wydawaj na niego wielokrotnie więcej niż wydajesz, bo gdy kupujesz tanio, z nieetycznej hodowli, to gdzieś tam w Krakowie cierpi Etyk Hartman. Że co? Że Cię nie stać? Że już wydajesz jedną trzecią budżetu domowego na spożywkę, a zwozisz ją i tak tylko z lidla, kauflanda i kerfura? Wiedz, że nie jesteś prawym obywatelem. Że przyczyniasz się do zła. Nie dlatego, że jesz trupa, ale dlatego, że jesz go po taniości. Gdybyś jadł drogiego, jak ten Hartman, byłoby spoko, czyli „po prostu”. A że jesz taniego, to zło.

Jak widać, świat, do którego tęskni Etyk, to świat, w którym nie ma biedy, wszyscy są majętni, cała produkcja jego ulubionych specjałów z trupa odbywa się w etycznych warunkach, gdzie zwierzętom jest jak w niebie, do którego się je tak czy inaczej wysyła. I mniejsza z tym, że konsumpcja mięsa przez wszystkich zadowolonych z siebie Hartmanów ma rozmiary księżycowe, w związku z czym po to, by produkować tę zbrodnię ekologicznie i „szczęśliwie” dla wszystkich jej konsumentów potrzebowalibyśmy dodatkowej planety, albo chociaż rzeczonego księżyca. Grunt, że Hartman ma hajs i komfort kupowania trupa w małych, ekologicznych, organicznych sklepikach. To, że go kupuje – tu etyka nie sięga („bo tutaj jest jak jest”). Ona zaczyna się od biedy przeciętnego nie-Hartmana i gracko wiedzie przez meandry wnioskowań (hłe, hłe!) filozofa, który pewnie zostałby hydraulikiem, gdyby doczłapał się do konsekwencji własnych rojeń o szczęśliwej konsumpcji szczęśliwego mięsa przez szczęśliwych wszystkich.

Resztę tego pożal się boże pierdololo na temat usprawiedliwiania własnej słabości do golonki pod patronatem wielkich słów, będących narzędziami pracy Profesora, już sobie daruję. Każdy wegetarianin i każdy weganin nie raz i nie dwa słyszał takie pierdy przy rosole podawanym na chrzcinach/stypach u rodziny. Po co do tego wracać. Tutaj przecież jest jak jest, po prostu, i ty o tym dobrze wiesz. 

3 komentarze:

alois pisze...

Tak w temacie tej promocji drogiego i bardziej "etycznego" trupa:

http://pieniadze.gazeta.pl/Kupujemy/1,124630,12893079,Jemy_coraz_wiecej_taniego_miesa__Rekordowy_popyt_na.html

Abstrahując już od samego konceptu szczęśliwych zwierząt w rzeźni, wydaje mi się, że łatwiej byłoby w Polsce wypromować prostą i tanią dietę roślinną niż ekologiczne mięso...

igor strapko pisze...

i mnie się tak wydaje. weganizm nie musi być drogi, nawet jeśli producenci wege-substytutów potraw mięsnych dyktują ceny z kosmosu

Leszek Niedziela pisze...

Rozumiem moralną wyższość Autora. Rozumiem i popieram, choć swym rozumieniem możliwe, że go obrażam, jak robotnik poetę nowoczesnego z Dialogów na Cztery Nogi :) Ale moralna wyższość nie sprawi, że zmieni się natura i ze zwierząt wszystkożernych staniemy się roślinożercami. I cały pogrzeb na nic, prawda? Pozostaje czekać na moment, kiedy nauka dostarczy nam golonek rosnących na półkach fabryk z namnażanych komórek, bez całej tej ohydy zabijania i obdzierania ze skóry.