<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-7477928973357379688</id><updated>2012-02-12T16:05:33.942+01:00</updated><category term='media'/><category term='etyka'/><category term='ateizm'/><category term='muzyka'/><category term='religia'/><category term='filozofia'/><category term='publicystyka'/><category term='prawa zwierząt'/><category term='polityka'/><category term='książka'/><category term='ewolucjonizm'/><category term='kapitalizm'/><title type='text'>nie samym tofu</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://niesamymtofu.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7477928973357379688/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niesamymtofu.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>igor strapko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14083469287038651722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_3bSmgQzImms/STlOvfRJHUI/AAAAAAAALps/NFzs75Fn3uU/S220/P7130291.JPG'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>20</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7477928973357379688.post-4381633874575642815</id><published>2012-01-30T23:27:00.000+01:00</published><updated>2012-01-30T23:54:05.753+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kapitalizm'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='media'/><title type='text'>ACTA. Akumulacja pierwotna 2.0</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-3w0D4dV_1pg/TycWoR3cegI/AAAAAAAAPb4/F7nZVn_1j30/s1600/Moar_Anti_ACTA_by_Dragoliz.png" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-3w0D4dV_1pg/TycWoR3cegI/AAAAAAAAPb4/F7nZVn_1j30/s320/Moar_Anti_ACTA_by_Dragoliz.png" width="201" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Nie da się przeczytać wszystkiego, co do dziś udało się napisać na temat ACTA i fali społecznej niezgody, wywołanej przez to (nie)porozumienie. Każdy coś tam uważa na jego temat oraz na temat istoty i jakości bieżących protestów. Mnie coraz silniej nawiedza historyczna analogia, której odpowiednie ujęcie wykopałem przed momentem &lt;a href="http://www.wykop.pl/link/241086/kultura-w-czasach-grodzenia/" target="_blank"&gt;z wykopa&lt;/a&gt;, gdzie wisiało sobie już od dwóch lat z hakiem. Cytuję wykopalisko w całości:&lt;br /&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;"Od XIV w Anglii trwało grodzenie ziemi, czyli zabór gminnych pastwisk przez arystokrację. Skutkiem było zubożenie całej warstwy społecznej, kilka powstań oraz zmiana struktury społecznej. Aktualnie trwa podobny proces w kulturze. Internet przyniósł powszechny dostęp do kultury, ale też zachęca rozmaitych geszefciarzy do jej zawłaszczania".&lt;/blockquote&gt;Podobną perspektywę przyjmuje dzisiaj również &lt;a href="http://lewica.pl/?id=25971&amp;amp;tytul=Mateusz-Mirys:-Przeciw-odgradzaniu-Internetu" target="_blank"&gt;Mateusz Mirys, który w tekście "Przeciw ogradzaniu internetu" na portalu lewica.pl&lt;/a&gt; zauważa:&lt;br /&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;"W czasach, gdy jakość życia - z powodu rosnącej niepewności zatrudnienia, obniżania się jakości usług publicznych bądź ich całkowitego zaniku, rosnących kosztów utrzymania przy stojących w miejscu płacach - ciągle się pogarsza, tak szeroki i powszechny dostęp do dóbr kultury stanowił dla wielu pewnego rodzaju rekompensatę".&lt;/blockquote&gt;To perspektywa &lt;a href="http://www.monde-diplomatique.pl/biblio/biblio.php?id1=1&amp;amp;id2=2018" target="_blank"&gt;Daniela Bensaida z książki "Wywłaszczeni"&lt;/a&gt;, gdzie upowszechnia perspektywę Marksa z tekstu na temat historycznej debaty o tym, czy wolno chłopu kraść drewno z pańskiego lasu. Marks zauważa (a Bensaid powtarza), że&lt;br /&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;"istnieją przedmioty własności, które &lt;i&gt;ze swej natury&lt;/i&gt; nigdy nie mogą przybrać charakteru określonej z góry własności prywatnej; przedmiotami tymi z powodu ich żywiołowego charakteru i przypadkowego bytu rządzi prawo zawłaszczenia, a więc &lt;i&gt;prawo zawłaszczenia &lt;/i&gt;stosowane przez tę klasę, którą właśnie prawo zawłaszczenia wyłączyło z wszelkiej innej własności&amp;nbsp; i która w społeczeństwie obywatelskim zajmuje taką samą pozycję, jak owe przedmioty w przyrodzie".&lt;/blockquote&gt;Jeśli więc ACTA jest dokumentem, który umożliwić ma wywłaszczenie ludu z "prawa do zawłaszczania", rzeczywiste "grodzenie" internetu, a tym samym rozpoczęcie procesu kolejnej pierwotnej akumulacji kapitału, to protesty przeciw ACTA tak czy inaczej muszą mieć charakter stricte antysystemowy i nie dają się łatwo sprowadzić do obrony &lt;span class="commentBody" data-jsid="text"&gt;indywidualistycznego stylu życia jednostek (jak sprawę ujmuje dziś w komentarzu na swoim profilu na Facebooku Piotr Szumlewicz).&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jeśli na (dotychczas wspólnej) cyber-ziemi powstawać mają prywatne "pastwiska", co z pewnością uniemożliwi fluktuację dóbr kultury i kreatywną, a więc efektywną ich reprodukcję, to sprawa musi być znacznie istotniejsza niż obrona "stylu bycia" tego czy innego zasysacza danych. Tak rozumiany sprzeciw wobec ACTA jest raczej obroną ludowego stanu posiadania w nie-posiadaniu, czyli "prawa do zawłaszczania" tego, czego, dzięki technologii, nie może przecież nikomu zabraknąć. Przynajmniej w dziejach przed wielostronnym (nie)porozumieniem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7477928973357379688-4381633874575642815?l=niesamymtofu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niesamymtofu.blogspot.com/feeds/4381633874575642815/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7477928973357379688&amp;postID=4381633874575642815' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7477928973357379688/posts/default/4381633874575642815'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7477928973357379688/posts/default/4381633874575642815'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niesamymtofu.blogspot.com/2012/01/acta-akumulacja-pierwotna-20.html' title='ACTA. Akumulacja pierwotna 2.0'/><author><name>igor strapko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14083469287038651722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_3bSmgQzImms/STlOvfRJHUI/AAAAAAAALps/NFzs75Fn3uU/S220/P7130291.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-3w0D4dV_1pg/TycWoR3cegI/AAAAAAAAPb4/F7nZVn_1j30/s72-c/Moar_Anti_ACTA_by_Dragoliz.png' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7477928973357379688.post-5283546927474733633</id><published>2012-01-29T16:03:00.000+01:00</published><updated>2012-01-29T16:03:12.140+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kapitalizm'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='media'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='etyka'/><title type='text'>Zysk dla jednych, satysfakcja dla drugich</title><content type='html'>&lt;br /&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Kiedy przez Polskę przetacza się falaspołecznego niezadowolenia (m.in. z powodu zamachu na wolny internetpod postacią ACTA, likwidowania ośrodków publicznej edukacji,poziomu ceny benzyny, a nawet z powodu łamania praw pracowniczych,zwanych dla niepoznaki przywilejami), mnie przyszło wywiązać sięz danej w poprzednim występie obietnicy. &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;To, o czym chcę pisać, dobrze sięzazębia z bieżącą polską gorączką. W tej ostatniej chodziprzecież także o nadanie adekwatnego wyrazu potrzebie budowaniawspólnoty w sytuacji zagrożenia obywatelskich praw, ewidentniepoddanych próbie wytrzymałości przez cnotliwą chciwośćkapitalizmu. Od tekstów o dobru wspólnym, &lt;a href="http://www.praktykateoretyczna.pl/index.php/wokol-rzeczy-pospolitej/" target="_blank"&gt;Rzeczy-Pospolitej&lt;/a&gt;,wspólnocie jako domenie  kreatywności, ugina się internet. Ideawspólnoty i przypisanej jej przestrzeni publicznej przeżywająrenesans. Funkcjonują w debacie jako kontra dla logiki dobra iterenu prywatnego (wstęp wzbroniony!). Marzenie o (nie nastawionejna zysk) wspólnocie obywateli jest dziś, gdy lokalnie ifragmentarycznie wydaje się wcielać w społeczne ciało, na ustachmainstreamu. A skoro tak, to... To trzeba być dupą a nieprzedsiębiorcą, by nie spróbować na tym marzeniu zarobić.Zwłaszcza że patent na zbieranie renty z budowania prywatnychplatform dla realizowania publicznych spraw sprawdza się w praktyceod lat. Mam dwa przykłady na podorędziu.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;b&gt;Przykład 1:&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;&lt;/b&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;„Hattrick, &lt;a href="http://www.hattrick.org/" target="_blank"&gt;jak sam o sobie pisze&lt;/a&gt;,jest wyjątkową grą - internetowym menedżerem piłkarskim, i todarmowym. Możesz tutaj stworzyć swój własny klub piłkarski,zbudować drużynę marzeń i rywalizować z setkami tysięcyrzeczywistych ludzi z całego świata”. W Hattricka gra obecnieponad 660 tysięcy aktywnych użytkowników, kilka lat temu było ichnawet milion. &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Menadżer jest darmowy, odpłatne sąjedynie dodatkowe opcje, które nie wpływają na poziom grywalności.Dodatkowe funkcje sprzedawane są w pakiecie pod nazwą "SupporterHattricka": to wirtualne gadżety, które pozwalają spersonalizowaćprowadzony przez gracza wirtualny klub piłkarski (możliwośćzamieszczenia herbu drużyny, wygenerowania strojów klubowych itp.).Są też  takie gadżety, które udrażniają kanały komunikacji zinnymi użytkownikami: „jako Supporter możesz zostać kibiceminnych drużyn, np. swoich przyjaciół. Będziesz powiadamiany o ichzalogowaniu do systemu, a na specjalnej stronie Supportera zobaczyszprzegląd ich drużyn i ostatnich wyników. Oczywiście także Twojejdrużynie mogą kibicować inni użytkownicy!” Wśród płatnychdodatków znajduje się także dostęp do „federacji”, czylizamkniętych tematycznych forów wewnątrz gry. Znam graczy, którzy latami płacili właścicielom za pakiet tylko po to, by móc utrzymywać federacyjne znajomości. &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Prawdą jest bowiem to, co o grze piszą jej twórcy: „społeczność jest ogromną częścią Hattricka”.Dla bardzo wielu użytkowników aplikacji zbudowanej w oparciu ogrę, po pewnym czasie ona sama staje się zaledwie dodatkiem dorozbudowanego i pieczołowicie moderowanego, otwartego (za wyjątkiem„federacji”) forum. Generuje ono spory ruch (w momencie gdypiszę, serwis naliczył 67.926 wpisów na dobę). UżytkownicyHattricka na licznych forach wymieniają się uwagami na temat samejgry, dyskutują o literaturze, muzyce, wymieniają się linkami. Przytak dużej społeczności nie byłoby to możliwe bez pracy licznegopersonelu. &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Tylko w Polsce HT obsługiwany jestprzez 24 mistrzów gry, moderatorów, tłumaczy, redaktorów serwisuprasowego. Globalnie ilość osób odpowiedzialnych za jakośćaplikacji idzie w setki. Zatrudnieni? Bynajmniej. Społecznierealizujący  interes Johana Gustafsona, Szweda, który firmęHattrick Limited zarejestrował w raju podatkowym, na Gibraltarze(tym samym nieco nadwątlając opowieść o odpowiedzialnościszwedzkich przedsiębiorców za system społeczny swojego kraju). Dladobra internetowej społeczności, stworzonej od fundamentów woparciu o grę, setki osób na całym świecie spędza wolny czasnieodpłatnie generując cudze zyski. Stosunek pracy został tuzastąpiony przez narrację o jawnie moralistycznym charakterze.„Pracownicy” pracują dla dobra całej społeczności. Nagrodąza godziny poświęcone np. na moderowanie forum, które w znacznymstopniu odpowiada za rentowność przedsięwzięcia, jest uznanie woczach wirtualnego, zbiorowego podmiotu, o którego dobro ostatecznie– ale tylko subiektywnie, z punktu widzenia wykonującego pracęnie-pracownika – chodzi.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;b&gt;Przykład 2:&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Jeśli nie masz patentu na dobrą,bezpłatną, internetową grę, która w perspektywie zainteresujesetki tysięcy użytkowników sieci na całym świecie, możeszspróbować drenażu wspólnotowego zaangażowania na mniejsząskalę, poprzez, dajmy na to, lokalny portal społecznościowy. &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Pewnie w każdym większym mieście wPolsce znajduje się już jedna bądź więcej redakcji pisminternetowych, których celem istnienia jest – jakżeby inaczej! -organizowanie lokalnej wspólnoty wokół spraw i problemów, którejej dotyczą. Często redakcja takiego portalu to pół etatu alboumowa śmieciowa i tysiąc złotych netto. Pracownik właścicielainternetowego tytułu odpowiedzialny jest za publikowanie najważniejszychinformacji, dotyczących gminy, miasta czy osiedla, przetwarzanychnajczęściej z innych lokalnych mediów, rzadziej przez siebiepozyskiwanych.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Pokaźna reszta generowanego na portalu ruchu –zapowiedzi imprez kulturalnych, pozostałe informacje, komentarze,czasem publicystyka – pochodzić ma z pracy pasjonatów, aktywnychmieszkańców, osób, które uwewnętrzniają w jakiejś mierzewspólnotowy etos. Kosztem połówki etatu uzyskujemy w ten sposóbdostęp do nieopłacanej siły roboczej, której dysponenciudostępniają ją albo (1) za cenę możliwości wyeksponowaniaswoich warsztatowych i twórczych zdolności przyszłemu ewentualnemu(najczęściej jedynie hipotetycznemu) pracodawcy, albo (2) za cenęwewnętrznego przekonania o istotności swego bezinteresownegozaangażowania w sprawy miasta, osiedla, gminy. &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Portal  prezentuje się jako dobrowspólne czytelników i twórców treści. Jest lokalną agorą, naktórej można komentować wszystko, co ważne dla społeczności. Faktycznywłaściciel, uprawiający mimikrę obywatelskiego zaangażowania,może ukryć się za kulisami przedsięwzięcia. Przy odrobiniebiznesowej zaradności projekt ma szansę wypalić i generować zyskz (drożejących w miarę wzrostu klikalności) reklam. Zysk jakojedyny element portalu społecznościowego, wyłączany jest z domenywspólnoty i ląduje w kieszeni twórcy wirtualnej przestrzeni. Zysk jest dla jednych, a dla drugich satysfakcja. Wyzysku brak, bo brak stosunku pracy - zbrodnia doskonała. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aleprzecież w życiu nie chodzi tylko o pieniądze. Wiedzą to wszyscyspołecznicy świata. A także wszyscy ci, którzy wiedzą, jak na tychpierwszych zarobić.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7477928973357379688-5283546927474733633?l=niesamymtofu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niesamymtofu.blogspot.com/feeds/5283546927474733633/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7477928973357379688&amp;postID=5283546927474733633' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7477928973357379688/posts/default/5283546927474733633'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7477928973357379688/posts/default/5283546927474733633'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niesamymtofu.blogspot.com/2012/01/zysk-dla-jednych-satysfakcja-dla.html' title='Zysk dla jednych, satysfakcja dla drugich'/><author><name>igor strapko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14083469287038651722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_3bSmgQzImms/STlOvfRJHUI/AAAAAAAALps/NFzs75Fn3uU/S220/P7130291.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7477928973357379688.post-2114272877291924693</id><published>2012-01-06T12:37:00.003+01:00</published><updated>2012-01-12T11:19:43.688+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kapitalizm'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='media'/><title type='text'>Trzeźwy i punktualny, ale niezaangażowany pracownik. Co robić?</title><content type='html'>Dzisiaj znowu zacznę od radia Tok FM, choć na nim nie skończę. Kilka dni temu uderzyło mnie pytanie słuchacza opublikowane na fejsbukowej stronie radia w ramach zajawiania audycji: „co pracodawca mógłby zrobić z pracownikiem, który nie kradnie, przychodzi do pracy trzeźwy i punktualnie, ale jest leniwy i niezaangażowany w pracę?”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-kXunuv2oYjM/Twbcpeg5PXI/AAAAAAAAPbg/WKAjNf8kG_M/s1600/tok1.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://3.bp.blogspot.com/-kXunuv2oYjM/Twbcpeg5PXI/AAAAAAAAPbg/WKAjNf8kG_M/s200/tok1.jpg" width="175" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Domyślam się, że taki potwór medialny jak Tok FM wchłania co dzień setki (jeśli nie więcej) pytań nadsyłanych przez słuchaczy. Nie ma szans na przypadkowość w doborze tych, którymi redakcja się decyduje zająć. Postanowiono podjąć kwestię „trzeźwych i punktualnych, ale leniwych i niezaangażowanych w pracę” pracowników, bo najwidoczniej jest to sprawa ważniejsza niż inne (np. zagadnienie chciwych i nieuczciwych, ale i niesumiennych i niewywiązujących się z zawartych z pracownikami umów, pracodawców). Skoro ważne, to i ja spróbuję znaleźć jakąś sensowną na nie odpowiedź.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Warto na wstępie zwrócić uwagę, że lenistwa i niezaangażowania w pracę (inaczej niż trzeźwości i punktualności) nie da rady zmierzyć alkomatem ani zegarem. Umowa o pracę zwykle jasno określa zakres obowiązków pracownika, więc względnie prosto można zweryfikować, czy pracownik  wywiązuje się z obowiązków, czy nie. Ale jak zmierzyć poziom lenistwa i „niezaangażowania się” w pracę?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ich pomiarach zdani jesteśmy na tzw. wyczucie jako cechę wrodzoną czy też nabytą pracodawcy bądź pracownika wynajętego do dyscyplinowania pracowników wytwarzających zysk pracodawcy. Przy czym ten drugi przypadek (pracownik dyscyplinujący pracowników produkcyjnych) w średnich i małych przedsiębiorstwach występuje dość rzadko, zwłaszcza w Polsce i być może innych tzw. „młodych demokracjach” (jak eufemistycznie określa się XIX-wieczne warunki produkcji kapitalistycznej w państwach byłego bloku radzieckiego w XXI wieku), bo np. w Anglii w każdej byle budzie z kawą i kanapkami zwykle znajdziemy kogoś na pozycji menadżera.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Polsce  niejeden mały właściciel żyje w błogim przeświadczeniu, że jego interes jest, albo przynajmniej powinien być tożsamy z interesem pracownika, w związku z czym dyscypliny nie trzeba organizować, ani nią zarządzać. Dobry pracownik to pracownik, który firmę traktuje jak rodzinę, a pracodawcę jak dobrego ojca. Dyscypliną pracy zdalnie zarządzać winien więc sam   pracownik poprzez samodyscyplinę. Bo niby czemu właściwie pracownik miałby chcieć czegoś innego, niż sam pracodawca, skoro od powodzenia przedsiębiorstwa zależy nie tylko jego zysk, ale i pensja (oraz możliwość wykonywania dalszej pracy) pracownika? - tak rozumuje, na swój sposób logicznie, niejeden rodzimy mały/średni biznesmen. I z tego rozumowania w dalszej kolejności płyną rozczarowania, które podpowiadają co bardziej wylewnym słuchaczom radia Tok FM pytania  na miarę wyżej cytowanego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pracownik jest punktualny, trzeźwy, realizuje generalnie warunki umowy, ale pracodawca mimo to odczuwa dyskomfort. Czuje, że należy mu się od pracownika, za jego ciężko zarobione (przez jego pracownika, ale to detal) pieniądze, coś więcej. Powinien się angażować tak, jak on – pracodawca – się angażuje. Oczywiście we wspólnym, własnym i pracownika, interesie. Ale pracownik za cholerę się nie angażuje, a do tego jest leniwy, przy czym – chyba na złość pracodawcy – zawsze jest punktualny i trzeźwy. No więc, co zrobić?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oto moja rada numer jeden. Może pracodawca mógłby spróbować zrozumieć naturę konfliktu klasowego i zrezygnować ze swoich rojeń o własnym przedsiębiorstwie jako wspólnocie interesów? To jest piękna opowieść (rodem z wokabularza polityka miłości, czyli polityka, który rezygnuje z polityki w imię budowania czegoś tam, mostu, boiska, whatever, opartego o... no, o różne Ważne Naturalne Sprawy i Nadnaturalne Osoby, w każdym razie nie o projekt polityczny), tylko że zupełnie nieprawdziwa (jak i sama ta piękna opowieść). Odwrotną stroną zysku jest wyzysk. Zysk jest dla pracodawcy, a wyzysk dla pracownika. Działa to na wielu poziomach, nie chodzi jedynie o pieniądze (słowo klucz do dalszych dociekań: alienacja, po polsku wyobcowanie). Można zrozumieć, że nie wie tego pracownik (który, żeby historię zaciemnić możliwie w pełni, sam również nierzadko czuje się dobrze w firmie, dla której robi, często prawie jak w rodzinie, a czasem może nawet lepiej niż w niej, przynajmniej do czasu, gdy np. nie zostanie zwolniony z „rodziny” przez „tatę”. Koniec końców dla istoty rzeczy subiektywne odczucia stron sporu nie mają większego znaczenia). Ale żeby pracodawca żywił sentymentalne złudzenia co do natury funkcjonowania kapitalizmu? W jak błogim błogostanie trzeba się pławić! Oficjalnie zazdroszczę...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może jednak powyższa rada jest nazbyt impertynencka? Może włazi z butami na pracodawczy dywan, usłany intymnym komfortem rojenia sobie świata lepszego, niż rzeczywisty (do którego to rojenia każdy ostatecznie ma prawo) i wynikającym z  niego dobrym samopoczuciem. Służę w takim wypadku radą drugą,&amp;nbsp; odwrotną, nie tak bezpardonową. Radą na miarę pracodawczej wrażliwości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest pewien, dość prosty i sprawdzony, sposób na zaangażowanie się pracownika w pracę przy jednoczesnej likwidacji jego lenistwa. Otóż wystarczy pozbawić go... statusu pracownika! Zwolnić? Bynajmniej! Po prostu dzielić się osiąganymi z produkcji zyskami! Zastąpić prywatny biznes spółdzielnią pracy. To, co prawda, wciąż nie będzie jeszcze rodzina, ale relacje wewnątrz przedsiębiorstwa będą znacznie zdrowsze i interes wszystkich zaangażowanych w przedsiębiorstwo faktycznie będzie wspólny. Będzie tak, jak niejeden mały/średni biznesmen zwykł myśleć, że jest, gdy wyzyskuje pracownika najemnego. Podział owoców pracy między wszystkimi, którzy owoce te wytwarzają – czyż to nie brzmi wspaniale?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spodziewam się niestety, że nie do końca tego państwo przedsiębiorcy oczekiwali. Woleliby takiego zaangażowania pracownika w biznes jak swoje własne, ale podział owoców pracy pozostawiliby bez zmian. No cóż, jest jeszcze jeden chytry patent, o którym postaram się narezać kilka akapitów w następnym odcinku. To będzie występ o mojej ulubionej formie mirażu wspólnoty w warunkach ordynarnego wyzysku. Tymczasem wszystkiego dobrego w nowym roku – oczywiście dla wszystkich! :-)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7477928973357379688-2114272877291924693?l=niesamymtofu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niesamymtofu.blogspot.com/feeds/2114272877291924693/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7477928973357379688&amp;postID=2114272877291924693' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7477928973357379688/posts/default/2114272877291924693'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7477928973357379688/posts/default/2114272877291924693'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niesamymtofu.blogspot.com/2012/01/trzezwy-i-punktualny-ale.html' title='Trzeźwy i punktualny, ale niezaangażowany pracownik. Co robić?'/><author><name>igor strapko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14083469287038651722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_3bSmgQzImms/STlOvfRJHUI/AAAAAAAALps/NFzs75Fn3uU/S220/P7130291.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-kXunuv2oYjM/Twbcpeg5PXI/AAAAAAAAPbg/WKAjNf8kG_M/s72-c/tok1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7477928973357379688.post-6424578679119659838</id><published>2012-01-05T14:08:00.003+01:00</published><updated>2012-01-29T19:40:29.632+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kapitalizm'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='publicystyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='media'/><title type='text'>Zmiana mentalności. Drugie okrążenie</title><content type='html'>Na falach kierowanego przez siebie radia Tok FM, Ewa Wanat rozpoczyna nowy autorski program pt. „Zmiana mentalności”. Polacy – tłumaczyła Wanat w zajawkowej rozmowie na antenie – biorą najwięcej leków w Europie. A przecież nie jesteśmy biedniejsi niż reszta kontynentu, klimat też mamy nie najgorszy. Gdzie zatem przyczyna nadkonsumpcji medykamentów nad Wisłą?  W mentalności oczywiście. Musimy to zmienić!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla dyrektor/redaktor Wanat, dwadzieścia kilka lat po transformacji, media znowu mają do odegrania dziejową misję. Stara misja została dokonana z ewidentnym, jak najbardziej księgowalnym sukcesem: same zyski, żadnych strat. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dawno temu, w latach ustrojowego przełomu, młode wolne media wytyczyły ślepym jak krecie niemowlęta we mgle rodakom szlak ku normalności. Stary, dobry, sprawdzony w boju Lechu, od zawsze obłaskawiany komplementami przez słynnych na cały świat doradców solidarności, kupił tę doradczą opowieść bez reszty: trzeba nam, bracia rodacy, złego kapitalizmu. Nie trzeba nam już więcej solidarności. Rzygamy od niej. Trzeba egoizmu i chciwości. Tylko egoizm i chciwość doprowadzą nas do tego, co normalne. - Tak mniej więcej mówił Lechu, choć nie wprost. Inne, bardziej niż Lechu profesjonalne media, powtarzały prawdę objawioną przez chłopców z Chicago jeszcze bardziej po krzywej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A więc egoizm i chciwość z wynikającymi z nich przyległościami: rozwarstwieniem, wykluczeniem, czy popularnym ostatnio  &lt;a href="http://www.polityka.pl/rynhttp://www.blogger.com/img/blank.gifek/ekonomia/294154,1,raport-polska-2030.read"&gt;„dyfuzyjno-polaryzacyjnym modelem rozwoju cywilizacyjnego”&lt;/a&gt; – tak to wszystko napisać, wyjaśnić i doradzić (gdyż funkcja doradcy ma w sobie jaskrawy, estetyczny walor nosiciela etosu i naprawdę trudno jej sobie odmówić, nawet lata świetlne po śmierci solidarności), żeby na końcu możliwie wszystkim wyszło, że jest normalnie. I to się właśnie udało. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Normalnie więc już jest. Ceny chleba i prądu w górę, ceny mercedesów i kin domowych w dół, czyli wyrównuje się. Ing i jang, normalnie, czyli dobrze. Na skorych do (zawsze tylko i wyłącznie bezpodstawnych) nerwic ręce nałożyć zawsze gotów &lt;a href="http://www.polityka.pl/kraj/rozmowyzakowskiego/1517616,1,z-prof-januszem-czapinskim-o-zadowolonych-z-zycia-polakach.read"&gt;Wielebny Czapiński&lt;/a&gt;, prosząc o powtarzanie słów modlitwy: „Głogów, Kalisz, Sieradz, Łeba, Ustrzyki Dolne i Górne. Tam nie ma napięcia. Ludzie (statystycznie) czują się dobrze, żyją coraz lepiej. I to sobie chwalą”. Głogów, Kalisz, Sieradz, Łeba, Głogów, Kalisz, Sieradz, Łeba, nie ma napięcia... nie ma napięcia... nie ma napięcia...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest normalnie, czyli bez napięcia, a jednak coś nie gra, coś skrzypi. Polacy lubią zjeść pigułkę najbardziej w Europie, a powinni normalność przyjmować z pokorą, na trzeźwo. Dyrektor/redaktor Wanat podejmuje wyzwanie: należy to zmienić. To, czyli mentalność. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I nie wiem co mnie w tej heroicznej próbie urzeka najbardziej, ale będzie to raczej nieokiełznana naiwność/głupota. Nie mam pewności, bo radia słucham okazjonalnie i każdorazowo wyciszam, kiedy słyszę nadciągające bloki reklamowe, ale mogę założyć się o roczny zapas ibupromu dla normalnej polskiej rodziny, że Tok FM, zwłaszcza w jesienne i wiosenne przesilenia, utrzymywane jest w znacznej mierze z pieniędzy koncernów farmaceutycznych, które, jak każda inna zyskotwórcza organizacja, od lat prowadzą  własną autorską audycję pt. „Zmiana mentalności”.   Wczytują w niej program pod nazwą „normalność”, mieszając w odpowiednich proporcjach (tajemnica handlowa) egoizm i chciwość. Nie bez sukcesów, istotnie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7477928973357379688-6424578679119659838?l=niesamymtofu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niesamymtofu.blogspot.com/feeds/6424578679119659838/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7477928973357379688&amp;postID=6424578679119659838' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7477928973357379688/posts/default/6424578679119659838'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7477928973357379688/posts/default/6424578679119659838'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niesamymtofu.blogspot.com/2012/01/zmiana-mentalnosci-drugie-okrazenie.html' title='Zmiana mentalności. Drugie okrążenie'/><author><name>igor strapko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14083469287038651722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_3bSmgQzImms/STlOvfRJHUI/AAAAAAAALps/NFzs75Fn3uU/S220/P7130291.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7477928973357379688.post-2191697328470129775</id><published>2009-12-29T22:07:00.007+01:00</published><updated>2009-12-29T22:52:45.935+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ewolucjonizm'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='publicystyka'/><title type='text'>Czas Darwina</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_3bSmgQzImms/Szp1OxRzA9I/AAAAAAAANqQ/NKVXh0l2NWk/s1600-h/czas_kultury_darwin.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_3bSmgQzImms/Szp1OxRzA9I/AAAAAAAANqQ/NKVXh0l2NWk/s200/czas_kultury_darwin.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5420773998100415442" /&gt;&lt;/a&gt; Blokiem tekstów pt. "[r]EWOLUCJA"  poznański &lt;a href="http://www.czaskultury.pl/"&gt;Czas Kultury&lt;/a&gt; dołączył do dość nielicznego w Polsce grona świętujących Rok Darwinowski (dwusetna rocznica urodzin, sto pięćdziesiąta rocznica pierwszego wydania "O powstawaniu gatunków"). To chlubny wyjątek na mapie magazynów kulturalnych, a jednocześnie wyraźny symptom. Darwinizm wciąż jest na humanistycznym cenzurowanym, nawet jeśli tu czy tam postuluje się przełamanie bariery między naukami przyrodniczymi i humanistycznymi. Czy udało się ten impas "[r]ewolucyjnym" tekstom zniwelować? Odnoszę wrażenie, że nie. Jest tak co najmniej z dwóch powodów.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Powód 1:&lt;/span&gt; Ci autorzy numeru, którzy zauważają potrzebę podjęcia kolejnej (po spencerowskiej, prowadzącej na manowce społecznego darwinizmu) próby humanistycznej recepcji ewolucjonizmu, nie zdecydowali się na ten krok. Może z wyjątkiem Agnieszki Gajewskiej (&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Feminizm spotyka Charlesa Darwina&lt;/span&gt;), która podkreśla za Elizabeth Grosz funkcjonalność teorii ewolucji dla refleksji feministycznej ("Teoria Darwina może feminizmowi dostarczyć narzędzi do zrozumienia nie tylko mizoginicznych czasów, w których żył, ale także relacji podporządkowania między rasami i płciami, jak i dominacji ludzi nad przyrodą").  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobrą okazję na otwarcie szerszej dyskusji stracił Mariusz Weiss, autor tekstu pt. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Ewolucja i etyka&lt;/span&gt;, ograniczając się w zasadzie do wynotowania kilku aksjologicznych problemów związanych z darwinowskim zwrotem w naukach przyrodniczych. W tym znaczeniu autor pisze o &lt;blockquote&gt;(1) realnej różnicy między dobrem a złem, (2) koniecznych kwalifikacjach dla podmiotowości moralnej, (3) zakresie istot, którym podmiotowość moralna przysługuje; inaczej mówiąc, chodzi o pytanie, czy podmiotami moralnymi są wyłącznie ludzie.&lt;/blockquote&gt; Z pozycji zewnętrznego referenta Weiss przedstawia "fragmentaryczny i szkicowy przegląd" stanowisk niektórych z teoretyków zaangażowanych w "zagadnienia podnoszone w etyce ewolucyjnej". "Przegląd" ten konkluduje wnioskiem: "filozofia moralności nadal ma wiele do przemyślenia". &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Okazję na popularyzację myślenia Darwinem stracił też Krzysztof Łastowski. Blisko połowa wprowadzającego w tematykę numeru artykułu &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Dwa wieki teorii ewolucji&lt;/span&gt; dotyczy teorii przyrodniczych poprzedzających wydanie "O powstawaniu gatunków", a więc – z dzisiejszej perspektywy – błędnych. Sama koncepcja ewolucji drogą doboru naturalnego przedstawiona jest przez Łastowskiego kuriozalnym językiem. &lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;W danych warunkach środowiska – pisze Profesor – utrzymuje się ta frakcja gatunku, która maksymalizuje kryterium adaptacji do warunków środowiskowych, panujących na obszarze, na którym ów gatunek występuje.&lt;/blockquote&gt; &lt;br /&gt;W kolejnych akapitach (&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Główne idee dzieła Darwina&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Recpecja Darwinowskiej myśli ewolucyjnej&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Dokonania Darwina a współczesna nauka i filozofia&lt;/span&gt; - generalnie struktura artykułu sprawia wrażenie notatek przygotowanych pod kątem niezbyt porywających zajęć ze studentami) autor mierzy się z heroicznym zadaniem adekwatnej koncentracji wpływu darwinizmu na kulturę w kilkupunktowych konspektach. Sztuka ta oczywiście nie powiodła się, a "Czas Kultury" pomieścił najgorsze wprowadzenie do teorii ewolucji jakie kiedykolwiek chyba czytałem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na tle &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Dwóch wieków teorii ewolucji&lt;/span&gt; pozytywnie odbijają się artykuły Bartosza Gałązki (&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Małpa na pustyni, czyli po co dziś czytać  Darwina?&lt;/span&gt;) i Gwidona Famułki (&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Innego końca ewolucji nie będzie&lt;/span&gt;). Pierwszy z nich to ciekawe omówienie wstępu Januarego Weinera do nowego krytycznego wydania "O powstawaniu gatunków" ("Żyjemy (...), wypadałoby za Weinerem zakrzyknąć, w Darwinowskim świecie. Nie sposób jednak przemilczeć tego, iż świadomość tę zyskujemy zaprawioną solidną porcją dziegciu – więcej niż obawą, że skazujemy się tym samym na dobrowolne osamotnienie".) Drugi ciekawie i zwięźle przedkłada sprawę (rzekomego) zatrzymania się ewolucji &lt;span style="font-style:italic;"&gt;homo sapiens&lt;/span&gt;.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Powód 2:&lt;/span&gt; Spora część tekstów z "[r]ewolucyjnego" bloku "Czasu Kultury" ma z darwinizmem związek co najwyżej luźny. Wartość antropologicznego ujęcia "ewolucji" nośników muzyki, podjętego w &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Śmierci płyty kompaktowej i ewolucji świata społęcznego&lt;/span&gt; przez Krzysztofa Abriszewskiego, jest być może spora (nie znam się na tym), niemniej z teorią ewolucji na drodze doboru naturalnego łączy je tylko to, że w obu narracjach bez terminu "ewolucja" nie sposób się obejść. Natomiast fakt, że słowo to występuje w różnych sensach i kontekstach, jest powodem wszystkich dalszych nieporozumień. Podobnie zwodniczy i (bo) quasi-darwinowski charakter ma artykuł Gabrieli Świtek (&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Gatunki, typy, formy, style. O morfologii i anatomii porównawczej w historii architektury&lt;/span&gt;). Pomysł na mariaż "naturalizmu" z "kulturalizmem" wydaje się interesujący. Problem w tym, że darwinizm i anatomia porównawcza to nie koniecznie to samo. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Małgorzata Radkiewicz (&lt;span style="font-style:italic;"&gt;"Anioły i owady" wiktoriańskiej Anglii&lt;/span&gt;) interesująco omawia &lt;a href="http://www.filmweb.pl/f3875/Anio%C5%82y+i+Owady,1995"&gt;film Philipa Haasa&lt;/a&gt; na podstawie &lt;a href="http://www.proszynski.pl/Anioly_i_owady-p-1444-1900-.html"&gt;opowiadań Antonii Susan Byatt&lt;/a&gt;. "Konstrukcja filmowych postaci odpowiada literackiej klasyfikacji bohaterów ze względu na ich poglądy oraz znajomość nauk przyrodniczych(...)", co, jak się zdaje, zadecydowało o taksonomicznej decyzji redakcji klasyfikacji tekstu Radkiewicz w rodzinie (rzędzie, gatunku) "[r]ewolucja". &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To, co z pewnością zostanie z podjętego przez "Czas Kultury" trudu humanizacji ewolucjonizmu, to projekt Reinera Marii Matysiaka pt. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Referendum: O legalizację wspólnego potomstwa ludzi i ssaków naczelnych. O powstanie wspólnoty reprodukcyjnej&lt;/span&gt; – artystyczny projekt o wyraźnie darwinowskich konturach; prowokacja do myślenia różnic gatunkowych, technologicznego przyspieszenia dokonującego się w oparciu o ewolucjonistyczny zwrot oraz "nowej etyki ludzkości". Nareszcie mogę napisać: gorąco polecam ogląd prac fotograficznych i lekturę "informacji o projekcie referendum".&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7477928973357379688-2191697328470129775?l=niesamymtofu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niesamymtofu.blogspot.com/feeds/2191697328470129775/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7477928973357379688&amp;postID=2191697328470129775' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7477928973357379688/posts/default/2191697328470129775'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7477928973357379688/posts/default/2191697328470129775'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niesamymtofu.blogspot.com/2009/12/czas-darwina.html' title='Czas Darwina'/><author><name>igor strapko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14083469287038651722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_3bSmgQzImms/STlOvfRJHUI/AAAAAAAALps/NFzs75Fn3uU/S220/P7130291.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_3bSmgQzImms/Szp1OxRzA9I/AAAAAAAANqQ/NKVXh0l2NWk/s72-c/czas_kultury_darwin.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7477928973357379688.post-5305311285997555718</id><published>2009-07-11T17:37:00.004+02:00</published><updated>2009-07-11T17:53:45.743+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ewolucjonizm'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='publicystyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='etyka'/><title type='text'>Bzdet tygodnia, czyli Nowicki w formie</title><content type='html'>Maciej Nowicki w sztosie, kolejny raz dowodzi niekompetencji w temacie, w którym kocha się wypowiadać. Socjobiologia ten temat się zwie. W felietonie pt. &lt;a href="http://"&gt;"Republika szympansów"&lt;/a&gt; peroruje jak leci:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Przez długi czas w naszym postrzeganiu świata zwierzęcego dominowała wizja a la Dawkins: ewolucja w żaden sposób nie mogła doprowadzić do powstania moralności, ponieważ premiuje jedynie złe, samolubne i agresywne jednostki. Dziś coraz lepiej rozumiemy, że ludzka moralność nie wzięła się znikąd, że nasza zdolność do rozróżniania dobra i zła ma w ogromnym stopniu zwierzęce korzenie.&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Wizja "a la Dawkins"?!? Wizja "a la Nowicki nie rozumiejący co czyta" raczej. Gdzie i kiedy Ryszard Wielki podaje do wierzenia podobne kociopoły? "Ewolucja w żaden sposób nie mogła doprowadzić do powstania moralności, ponieważ premiuje jedynie złe, samolubne i agresywne jednostki". Może Nowicki natknie się kiedyś na pojęcie &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Altruizm_odwzajemniony"&gt;altruzimu odwzajemnionego&lt;/a&gt;, może uda mu się je pożenić z egozimem "samolubnych i agresywnych (sic!) jednostek". Tymczasem płodzi bzdety nad bzdetami i osłabia i tak już mocno nadszarpaną reputację "Europy" jako dobrego przekaźnika idei.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7477928973357379688-5305311285997555718?l=niesamymtofu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niesamymtofu.blogspot.com/feeds/5305311285997555718/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7477928973357379688&amp;postID=5305311285997555718' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7477928973357379688/posts/default/5305311285997555718'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7477928973357379688/posts/default/5305311285997555718'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niesamymtofu.blogspot.com/2009/07/bzdet-tygodnia-czyli-nowicki-w-formie.html' title='Bzdet tygodnia, czyli Nowicki w formie'/><author><name>igor strapko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14083469287038651722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_3bSmgQzImms/STlOvfRJHUI/AAAAAAAALps/NFzs75Fn3uU/S220/P7130291.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7477928973357379688.post-8294766598477570436</id><published>2009-05-18T22:25:00.010+02:00</published><updated>2009-05-19T08:52:17.620+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='publicystyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filozofia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='etyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prawa zwierząt'/><title type='text'>Zabij swój racjonalizm</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_3bSmgQzImms/ShHxF0ospTI/AAAAAAAAMgY/motdZ6EwMfo/s1600-h/peter_singer.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 195px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_3bSmgQzImms/ShHxF0ospTI/AAAAAAAAMgY/motdZ6EwMfo/s200/peter_singer.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5337312115741730098" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Po pierwsze - wyjaśnienie blogera. Wszystkich swoich kilkunastu czytelników i czytelniczki bardzo przepraszam, że blog mój wytracił na prędkości. Stało się, bo podpisujący się pod tutejszymi występami zwyczajowo trzymie sto siedemnaście małp za ogony na raz, przez co raz za razem ta czy inna mu się wymsknie i buja się po bożym świecie samopas. Ostatnimi czasy uprawiam rozmyślunek raczy poza netem, bardziej w ramach miejscowego klubu Krytyki Politycznej niż w jakichś innych ramach, choć nie jest też tak że w innych zdecydowanie nie. I nie jest tak, że blogowania zaniechałem, że mi się odwidziało. Wręcz przeciwnie, o czym, mam nadzieję, zaświadczą nadchodzące tygodnie. To, czego potrzebuję jak kania dżdżu to nieco wiency konsekwencji. Konsekwencji! Konsekwencji! Konsekwencji! - czyli że przechodzę do "po drugie".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo po drugie - dzisiejszy występ jest o zbrodni myślenia konsekwentnego. Zbrodnię tą w felietonie w ostatniej Jewropie wytropił w myśleniu &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Peter_Singer"&gt;Petera Singera&lt;/a&gt; mój ulubiony jewropejski felietonista (a przy tym szef całej Jewropy, więc czapy z głów!) Maciej Nowicki (autor, którego dwie notki niżej miałem już okazję docenić za jakość twórczości). W notce pt. &lt;a href="http://www.dziennik.pl/dziennik/europa/article380724/Zabij_swoja_matke.html"&gt;"Zabij swoją matkę"&lt;/a&gt; jedzie Singera, aż wióry lecą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Autorowi "Wyzwolenia zwierząt" dostało się przede wszystkim za zoofilię. Oto Nowicki gada w pociągu z Żiżkiem, który kilka ciętych słów poświęca australijskiemu filozofowi: &lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;(...) Peter Singer twierdził, że nie ma nic złego w zoofilii - pod warunkiem że do niczego zwierzęcia się nie zmusza. Skoro on tak naprawdę uważa, niech to sfotografuje i da na okładkę jakiegoś poprawnego politycznie lewackiego pisma.&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Tak właśnie miał nawinąć Żiżek Nowickiemu w pociągu relacji Warszawa - Kraków i na tej nawijce zbudowana jest dalsza część felietonu: niechybnie nie zjadanie zwierząt to pierwszy krok na równi pochyłej do zdziczenia obyczajów i stanu kompletnej barbarii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No cóż, Singer najwyraźniej sam sobie strzelił gola wychylając się z tematem, który poruszony z miejsca miesza z błotem swego poruszyciela. Nie ma przy tym znaczenia, czy to co Żiżek lekką ręką (czy raczej ciężką łapą) twierdzi (a mianowicie, że Singer coś tam twierdzi) jest czy nie jest prawdą. Singer faktycznie spieprzył robotę już przez to tylko, że temat zoofilii był poruszył. Nie ważne czy ukradł, czy jemu ukradli, ważne że jest zamieszany w brzydką sprawę. A skoro jest zamieszany, to można już jechać po nim bez trzymanki. Zwłaszcza, że to się dość dobrze składa: Singer ze swoim "Wyzwoleniem zwierząt" wychylił się bardzo niegrzecznie. Z prostych i powszechnie przyjmowanych założeń aksjologicznych wywiódł bez szwanku dla poprawności wnioskowania, że jedzenie mięsa i nabiału nie jest piękne ani dobre. To z pewnością zabolało niejednego Nowickiego i Żiżka, dlatego kwestia "Singerowskiej" zoofilii pomogła im odzyskać fason. "Facet od weganizmu" jest jednocześnie "facetem od zoofilii", zatem wszystko jest już jasne i nie ma o czym gadać. Singer może i coś tam kiedyś teoretycznie wygrywał, ale ostatecznie strzelił sobie samobója, dzięki czemu mecz Nowiccy i Żiżkowie wygrali w cuglach, bez konieczności gry główką. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy ta diagnoza mentalnej kondycji Żiżka/Nowickiego w sporze z Singerem jest prawdziwa? Nie wiem. Wiem że może być prawdziwa. Dodatkowo przypuszczam, że prawdopodobieństwo jej prawdziwości nie jest małe. Dlatego niech sobie tu stoi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz w kwestii zoofilskich sympatii Singera słów kilka, gdyż albowiem pora najwyższa rozładować ten granat, który straszy filozofem (do Żiżka/Nowickiego dodajmy &lt;a href="http://www.animal-liberation.pl/index.php?d=624"&gt;Garego Francione&lt;/a&gt;, zwierzęcego abolicjonistę od lat będącego w sporze z Singerem, który także żongluje zoofilią jako argumentem, i cóż że poniżej pasa), a jest, wedle mej nieskromnej opinii, niewypałem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W 2001 roku Peter &lt;a href="http://www.utilitarian.net/singer/by/2001----.htm"&gt;Singer popełnił recenzję&lt;/a&gt; książki pt. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Dearest Pet&lt;/span&gt;  Midasa Dekkersa. Rzecz, jak wynika z omówienia Singera, dotyczy zoofilii jako zjawiska historycznego, towarzyszącego kulturze człowieka od dawien dawna, na wieki przed chrześcijaństwem i bynajmniej nie wygasłego w wyniku jego powstania. (Singer przywołuje badania &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Alfred_Kinsey"&gt;Alfreda Kinsey&lt;/a&gt;'a z 1940 roku, które wykazały, że 8% mężczyzn oraz 3,5% kobiet ma kontakty seksualne ze zwierzętami.) Mimo silnej presji utrzymywania ścisłego tabu wokół zoofilskich kontaktów seksualnych człowieka stanowią one dość spory odsetek. Czy Singer pisze o tym, by promować, namawiać, upowszechniać? Bynajmniej. To, co według niego interesujące, wykłada się następująco:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;The existence of sexual contact between humans and animals, and the potency of the taboo against it, displays the ambivalence of our relationship with animals. On the one hand, especially in the Judeo-Christian tradition — less so in the East — we have always seen ourselves as distinct from animals, and imagined that a wide, unbridgeable gulf separates us from them. Humans alone are made in the image of God. Only human beings have an immortal soul. In Genesis, God gives humans dominion over the animals. In the Renaissance idea of the Great Chain of Being, humans are halfway between the beasts and the angels. We are spiritual beings as well as physical beings. For Kant, humans have an inherent dignity that makes them ends in themselves, whereas animals are mere means to our ends. Today the language of human rights — rights that we attribute to all human beings but deny to all nonhuman animals — maintains this separation.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;On the other hand there are many ways in which we cannot help behaving just as animals do — or mammals, anyway — and sex is one of the most obvious ones. We copulate, as they do. They have penises and vaginas, as we do, and the fact that the vagina of a calf can be sexually satisfying to a man shows how similar these organs are. The taboo on sex with animals may, as I have already suggested, have originated as part of a broader rejection of non-reproductive sex. But the vehemence with which this prohibition continues to be held, its persistence while other non-reproductive sexual acts have become acceptable, suggests that there is another powerful force at work: our desire to differentiate ourselves, erotically and in every other way, from animals.&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Dalej Singer czyni kilka uwag na temat konieczności kryminalizacji takich form zoofilii, które powodują okrucieństwo wobec zwierząt. Przywołuje w tym kontekście pogląd Otto Soyki, autora &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Beyond the Boundary of Morals&lt;/span&gt;:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Never widely known, and now entirely forgotten, it was a polemic directed against the prohibition of "unnatural" sex like bestiality, homosexuality, fetishism and other non-reproductive acts. Soyka saw these prohibitions as futile and misguided attempts to limit the inexhaustible variety of human sexual desire. Only bestiality, he argued, should be illegal, and even then, only in so far as it shows cruelty towards an animal. Soyka's suggestion indicates one good reason why some of the acts described in Dekkers book are clearly wrong, and should remain crimes.&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;No i wreszcie to, za co chyba Singer zbiera razy od swoich (Francione) i od obcych (Żiżek): "But sex with animals does not always involve cruelty". Pewnie to właśnie zdanie pozwoliło Żiżkowi twierdzić o tym, co Singer twierdzi na temat etycznego statusu zoofilii. Niechybnie według Najpopularniejszego Popularyzatora (i Fana) Lacana logiczną konsekwencją zdań "zoofilia skutkująca okrucieństwem wobec zwierzęcia jest złem" oraz "nie każda zoofilia powoduje cierpienie zwierzęcia" jest twierdzenie "nie ma nic złego w zoofilii - pod warunkiem że do niczego zwierzęcia się nie zmusza". I taka jest chyba fundamentalna różnica między frankofilską i anglosaską szkołą wnioskowania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O domniemanym usprawiedliwianiu przez siebie zoofilii &lt;a href="http://www.utilitarian.net/singer/interviews-debates/20010209.htm"&gt;Singer mówił w jednym z wywiadów&lt;/a&gt; następująco:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;I wasn’t really expressing an opinion on whether human sexual contact is right or wrong, although I did point out that where such contact involves cruelty or suffering to the animals, it certainly ought to be as it is, a criminal offence, but I raised the question as to whether it ought to be a criminal offence when there is no suffering or coercion on the animal.&lt;/blockquote&gt; &lt;br /&gt;Wychodzi na to, że kiedy Singer stawia pytania, Żiżek słyszy odpowiedzi. Ja mam na odwyrtkę: coraz częściej jest tak, że gdy Żiżek coś twierdzi, mnie ogarniają wątpliwości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobra, stop zoofilii! I Żiżku dajmy już spokój, wróćmy do Nowickiego. &lt;br /&gt;Według niego Singer "twierdził że przekonanie o wyższości człowieka nad wszystkimi zwierzętami to mit - choćby dlatego, że niektóre zwierzęta są bardziej rozumne od noworodków czy upośledzonych umysłowo". &lt;br /&gt;Czy Nowicki chce powiedzieć, że według Singera wyższość człowieka nad innymi zwierzętami nie znajduje potwierdzenia w faktach, jest nieprawdą? No to ja chętnie się wywiem, skąd Nowicki czerpie informacje na temat tego typu twierdzeń Singera. Z dostępnych mi źródeł wynika bowiem coś dokładnie przeciwnego. Na przykład:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Twierdzenie, że życie istot świadomych siebie, zdolnych do abstrakcyjnego myślenia i planowania przyszłości, do skomplikowanych aktów porozumiewania się ma większą wartość niż życie istot nie mających tych zdolności, wcale nie jest arbitralne. (P. Singer, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Wyzwolenie zwierząt&lt;/span&gt;, przeł. A. Alichniewicz i A. Szczęsna, wyd. PIW, Warszawa 2004, s. 40)&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Ale może Nowicki chce powiedzieć, tylko tyle, że według Singera chodzą po tym świecie nie-ludzkie zwierzaki, które są inteligentniejsze od niejednego człowieka. Jeśli tylko to chce powiedzieć, to czy dlatego, że się z tym stwierdzeniem nie zgadza? &lt;br /&gt;A może jest jeszcze inaczej i Nowicki chce powiedzieć jedno (wg Singera wyższość człowieka nad nie-ludzkimi zwierzętami to mit) i drugie (wg Singera istnieją nie-ludzkie istoty inteligentniejsze od ludzkich istot) w taki sposób, że jedno z drugim się miesza i sprawa tego, co Singer rzeczywiście twierdzi a czego nie twierdzi, wyjątkowo się gmatwa, przy czym jedno wiadomo na pewno: on  musi być krejzi! (Singer, nie Nowicki, wiadomka.) To też możliwe. Możliwe też jest, że felietonista po prostu nie rozumie, co Singer twierdzi; nie odróżnia Singerowskich twierdzeń od własnych na ich temat fantazji. Ta ostatnia możebność wydaje mi się najmniej prawdopodobna. Skoro Nowicki rozumie Żiżka to z Singerem nie powinien mieć najmniejszych zmartwień, bo Singer nie tylko pisze, ale i myśli po angielsku, czyt. rozumnie, racjonalnie i konsekwentnie do zrzygania. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i ta konsekwencja, ta rozumność bez umiaru, to zasadniczy problem Nowickiego z Singerem. W związku z rozpoznaniem symptomów przedawkowania racjonalnej refleksyjności w pismach Singera, Nowicki ma dla australijskiego kolegi kilka ważkich uwag:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Singer chce nas ocalić przed cierpieniem, widząc w nim największe zło. W gruncie rzeczy kieruje nim litość. Tyle że nie rozumie jednego: to, co wczoraj wydawało się nam niepojęte, jutro wyda się normalne. Tak działa nasz mózg: nie służy on do tego, by poprowadzić każdy argument do samego końca. Służy do tego, by ocalić nas przed światem. &lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem, czy autor "Etyki praktycznej" (gdyby tylko miał okazję) zrozumiałby mądrość płynącą z połajanki Szefa "Europy". "Mózg nie służy by poprowadzić każdy argument do samego końca"?. Ja kombinuję tak: z tego, że coś z czegoś wynika, jeszcze nic nie wynika (za to - jak wynika z lektury felietonu Nowickiego - cokolwiek wynikać może z czegokolwiek, na przykład z niezrozumienia tekstu wynikać może radykalny, bo po całości poprowadzony, zarzut wobec filozofa). O to chodzi? Czy to się nazywa oświecony konserwatyzm? "Niby wiemy, niby rozumiemy, ale się wzdrygamy przed`konsekwencjami konsekwentnego używania rozumu"? Czy to dlatego od czasu do czasu używamy go na pół gwizdka bez baczenia na koszty zwolnienia? Zaprawdę, powiadam Macieju Nowickiemu: te koszta nie są bez znaczenia, bo gdy rozum śpi budzą się demony, a kiedy śpi pół rozumu, fabrykują się kociopoły:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Porównywano go do Hitlera, Bormanna i doktora Mengele - te argumenty były oczywiście na wyrost&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;Tak. Te tak. Zdecydowanie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7477928973357379688-8294766598477570436?l=niesamymtofu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niesamymtofu.blogspot.com/feeds/8294766598477570436/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7477928973357379688&amp;postID=8294766598477570436' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7477928973357379688/posts/default/8294766598477570436'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7477928973357379688/posts/default/8294766598477570436'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niesamymtofu.blogspot.com/2009/05/zabij-swoj-racjonalizm.html' title='Zabij swój racjonalizm'/><author><name>igor strapko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14083469287038651722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_3bSmgQzImms/STlOvfRJHUI/AAAAAAAALps/NFzs75Fn3uU/S220/P7130291.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_3bSmgQzImms/ShHxF0ospTI/AAAAAAAAMgY/motdZ6EwMfo/s72-c/peter_singer.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7477928973357379688.post-1642831792038451385</id><published>2009-04-26T12:24:00.006+02:00</published><updated>2009-04-26T13:12:58.104+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='religia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ateizm'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Dawkins konieczny, Bóg urojony</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_3bSmgQzImms/SfQ5YOsABII/AAAAAAAAMLQ/_Tyl3h3omrE/s1600-h/bog_urojony.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 114px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_3bSmgQzImms/SfQ5YOsABII/AAAAAAAAMLQ/_Tyl3h3omrE/s200/bog_urojony.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5328947347508429954" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;link rel="File-List" href="file:///C:/DOCUME%7E1/strapoki/USTAWI%7E1/Temp/msoclip1/01/clip_filelist.xml"&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:worddocument&gt;   &lt;w:view&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:hyphenationzone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:donotoptimizeforbrowser/&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;style&gt; &lt;!--  /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal 	{mso-style-parent:""; 	margin:0cm; 	margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:12.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";} span.bbtext 	{mso-style-name:bbtext;} @page Section1 	{size:595.3pt 841.9pt; 	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; 	mso-header-margin:35.4pt; 	mso-footer-margin:35.4pt; 	mso-paper-source:0;} div.Section1 	{page:Section1;} --&gt; &lt;/style&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:80%;"&gt;Jakiś czas temu jedna z lewicowych www.redakcji zamówiła mój występ na temat "Boga urojonego". Tekst nie został jednak wykorzystany; nie wiem, czy ze względu na obsuwę czasową, z jaką go wysłałem, czy z jakichś innych względów, redakcja nie zdecydowała się odpowiedzieć na zapytanie. Tekst wklejam zatem tutaj (wszędzie dobrze, ale w tofu najlepiej).&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;Ponoć nie ma w dzisiejszej Polsce dobrej ziemi na uprawianie ateizmu, a Polacy ssą wiarę w Boga z mlekiem matki. Takie jest naturalne prawo i szczęśliwe fatum tej ziemi. Ponoć próby zaszczepienia na zdrowej tkance narodu chorej wiary w niewiarę nie mają prawa się powieść, dopóki dwa plus dwa jest cztery, co &lt;a href="http://www.dziennik.pl/dziennik/europa/article285977/Sukces_Boga_nad_Wisla_czy_kleska_jego_wrogow_.html"&gt;podał do wierzenia Robert Krasowski&lt;/a&gt;. „Ateizm – pisał niedawno w „Europie” - modna do niedawna wiara, że poza przyrodą nie ma nic, że każdy z nas zwiędnie kiedyś jak liść, a sensu tego procesu nie warto nawet dociekać, w Polsce się nie przyjęła.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiara w niewiarę wniwecz się obróciła, gdy padły trzy „bastiony sprzeciwu wobec religii”: antyreligijne szyderstwo Oświecenia, mimikra nauki pozującej na nowy świecki Absolut („rozum naukowy okazał się niezdolny do konkurencji z religią i filozofią”), no i ten trzeci, to jest: przekonanie, że religia jest „przeszkodą w naprawie politycznej świata”. Szczęśliwie przeszedł dobry Polak suchą nogą przez odmęty dziewiętnastowiecznych zabobonów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jednak antyreligijny pamflet Dawkinsa sprzedaje się w Polsce więcej niż dobrze (jeżeli, w świetle badań czytelnictwa, można powiedzieć że jakiekolwiek książki sprzedaje się tutaj dobrze). Ponad 50000 egzemplarzy pękło, tytuł od daty wydania polskiej edycji nieustannie w czubie notowań bestsellerów. Co się zatem nie zgadza? Wszystko się zgadza. Mem ateizmu zmienia oblicze tej ziemi, tymczasem Partia Boga na tę zmianę reakcyjnie reaguje. Nic nowego pod słońcem. Zmienia się tylko globalny kontekst sporu, zwiększając szansę na przewartościowanie wszystkich wartości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Bóg urojony” to sporej miary dawka propagandy i ideologii, jak nic – książka polityczna. Pełne pasji wołanie o kontynuację projektu oświecenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, Dawkins jest XIX-wieczny. Tak, jest prowokacyjny, bywa niemiły. Teologom i innym dobrze wychowanym i wykształconym obrońcom Partii Boga nie przynosi pokoju ekumenii pełnej szacunku do Niepoznawalnego, ale miecz konfrontacji światopoglądowej spójności i nową propozycję bilansowania kosztów i zysków pozostawania pod wpływem gruntowanej religijnie, dość powszechnie panującej nam episteme.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pytanie wstępne: po co to komu? Po co jest „Bóg urojony”? Po cholerę ładować energię i zawiązywać nadzieję na ferment wokół, zdawałoby się, dawno wybrzmiałego sporu (któremu ton nadał onegdaj – dziewiętnastowieczny jeszcze bardziej niż sam Dawkins wcielony – Feuerbach)? Po co jątrzyć, atakować, ostrzyć sekularystyczne dzidy? Jaki będzie koszt tej dziewiętnastowiecznie naiwnej nadaktywności ateuszy – wyznawców urojenia religijnego – w świecie, który już wie, że bez Boga i bez religii ani rusz (Kołakowski), że nie ma łatwego odwrotu od metafizyki w dziecięcość scjentystycznej ideologii (Habermas)? Gdzie Rzym, a gdzie Krym, czyli gdzie współczesna myśl (post)humanistyczna, a gdzie ateo-troglodyci, przyjmujący na wiarę wyznanie Gagarina, że mianowicie: „Boga niet”?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dawkins jest ważny, bo ważny jest przedmiot starego-nowego sporu; o oblicze Ziemi oraz o status jej metafizycznych okolic. Ważna jest społeczna krytyka instytucji religii, jakiej Dawkins dokonuje w „Bogu urojonym”. Co stwierdziłem, spróbuję uzasadnić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W dobie intelektualnego dopieszczania irracjonalizmu rozmaitych, najczęściej religijnych i postsekularnych proweniencji, wołanie Dawkinsa o przywrócenie odpowiedniej rangi rozumowi nie jest sprawą społecznie indyferentną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Autor „Samolubnego genu” bije na alarm, bo jako człowiek nauki czuje na plecach oddech odwrotu od społecznych zdobyczy Zachodu. Głębiej: od atmosfery intelektualnej, która w ogóle umożliwiła wyjście człowieka ze stanu niewoli naturalnego zdeterminowania, otwierając drogę ku międzyludzkim relacjom fundowanym na imperatywie podmiotowego samostanowienia każdego uczestnika gry w życie społeczne. Bez przemocy osobników alfa, bez niechcianych dzieci, międzyplemiennych i narodowych wojen, bez królów, bez panów, bez poddanych, bez wykluczonych. Bez bogów. Z rozumem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Religia atakowana jest przez Dawkinsa przede wszystkim jako instytucja osadzona na celebrze bez-(albo, jak chcą Uczeni w Dobrych Księgach, poza- bądź ponad-)rozumu. Bóg przekracza ludzką rozumność – to być może jedna z najtrafniejszych charakterystyk analizowanego przez Dawkinsa artefaktu. Z wynoszenia pod niebiosa idei, której&lt;br /&gt;istotą jest niepojętość, płyną poważne konsekwencje społeczne. Nie chodzi nawet o to, że w walce o zachowanie powagi Tajemnicy instytucje religijne dopuszczały się (i nadal dopuszczają) aktów przemocy na heretykach, rozbrajających jej majestat (albo zdradzających Tajemnicę dla innego jej wariantu w ramach religijnego porządku). Idzie raczej o trwałe piętno, wdrukowywane w mentalne uposażenie indoktrynowanych podmiotów przez instytucje religijne. Religia dowartościowuje bez-krytyczność (bez-krytycyzm), wiarę „na słowo” (idea silnie zakorzeniona w rozteologizowanej filozofii dialogu spod znaku Bubera, Rosenzweiga czy Ebnera), dla której jakakolwiek próba racjonalnej kontroli może okazać się zabójcza. Tym samym religia jest siłą powodującą spowolnienie, wyhamowywanie dziejowej emancypacji człowieka wobec świata jego własnych naturalnych uwarunkowań. Religia spowalnia ruch ku coraz pełniejszemu poznaniu rzeczywistości naturalnej, to jest: tego wszystkiego, co podpada pod procedury naukowej roboty. Walka przeciw walce z niewiedzą, z mentalnymi czy technicznymi ograniczeniami, jest – przekonuje Dawkins – nieusuwalną częścią religijnej roboty. Dawniej po prostu strącała głowy wywrotowców ubogacone niewyparzonymi jęzorami. Dziś dyskretnie ogranicza się do zaszczepiania ludzi przeciw nie dającemu się łatwo kontrolować wirusowi ciekawości świata, tego świata. Adoracja Niepoznawalnego, Tajemnicy, po stronie społecznych kosztów odbija się potencjalną stratą przyrostu wartościowej wiedzy o świecie. Religia uczy: „cnotą jest trwanie w niewiedzy” (s. 180).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Instrumentarium służące utrwalaniu biopolitycznej kontroli, znajdujące się w dyspozycji religijnych instytucji, jest bogate. Dawkins zwraca uwagę na kilka narzędzi tego typu. Jednym z nich jest tradycyjny – i dlatego nieustająco silny – szacunek okazywany religii i wierze religijnej w dyskursach publicznych. Szacunek zdobyty pośrednio, jedynie dziedziczony, tłumaczony długowiecznością instytucji, której dotyczy. Warto zwrócić na ten drobiazg uwagę, bowiem Dawkins z „Boga urojonego” obrywa często z tytułu obrazoburstwa. Powszechnie uznawany szacunek wobec religii i wiary religijnej tylko z tego powodu, że trwają, w sposób wyjątkowo skuteczny wyhamowuje krytyczną refleksję wokół nich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szacunek wobec religii oznacza faktycznie przyzwolenie na jej dalszą tabuizację. Bo jak gadać o religii, skoro pewnych rzeczy – tak czy inaczej uzasadnianych wątpliwości – po prostu nie przystoi mówić publicznie pod szantażem urazy czyichś religijnych uczuć? Dlaczego jest tak, że „w naszym społeczeństwie powszechnie (również przez niewierzących) akceptowany jest pogląd, iż przekonania religijne to domena szczególnie drażliwa, więc należy je chronić grubym murem wymuszonego szacunku; że przysługuje im nadzwyczajny immunitet niewystępujący w żadnej innej sferze życia społecznego”? (s. 46) Dawkins przywołuje uwagę H.L. Menckena: „Powinniśmy szanować poglądy religijne naszych bliźnich, ale tylko w takim sensie i do takiego stopnia, do jakiego szanujemy czyjeś przekonanie, że jego żona jest piękną kobietą, a dzieci są bardzo mądre”. Kiedy więc dzieci przyjaciół zaczynają palić, gwałcić i rabować – szacunek wobec przyjacielskich uczuć musi zejść na dalszy plan aksjologicznej ważności. W innym wypadku uczucia służyć będą za knebel. Religia nie jest świętą krową i, jak każdemu przejawowi społecznego stanowienia człowieka na Ziemi, przysługuje jej prawo do nieskrępowanej i uczciwej, racjonalnej krytyki. Nie da się jej jednak prowadzić z nerwowym oddechem biskupa, rabina czy imama – oraz wszystkich tych, co za prawdę biorą każde ich słowo – za plecami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ów „wymuszony szacunek” podlega reprodukcji w prosty sposób. Jest to jeden z licznych efektów indoktrynacji religijnej, jakiej systematycznie poddawane są dzieci ludzi, którzy jako dzieci poddawani byli indoktrynacji religijnej. Jezus prosił: „pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie”, więc pozwalają, a władza bożej administracji utrwala się z pokolenia na pokolenie. „On umarł, abyś mógł żyć” – treści tego typu zdobiły przed wielkanocnymi świętami tysiące gazetek ściennych w tysiącach szkół. Dawkins doszukuje się w tym przekazie subtelnej formy sadomasochistycznej psychomanipulacji. Wie o tym pedagog, wie i jezuita: dziecko w młodszym wieku szkolnym obdarzone jest niezwykle bujną wyobraźnią, której zainfekowanie złymi memami na trwale wpisuje się w funkcje psychiczne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ofiara krzyża, krew baranka, plucie i biczowanie, nasze grzechy, Jego męka, szatan, piekło, wieczny ogień i raj, wieczna chwała i majestat – bez względu na hermeneutyczne wolty teologów od prawa do lewa, relatywizujących dosłowność biblijnych obrazów, katechezy dla dzieci przekazują proste i wymowne treści kupowane jeden do jednego przez nieświadomą sytuacji małoletnią klientelę. Nawet jeśli indoktrynacja nie zaowocuje głęboką religijnością (a w większości przypadków nie zaowocuje), to o trwałość przekazu i reprodukcję duchowej władzy opartej na wdrukowaniu ideologicznego programu można być spokojnym. (Swoją drogą, zadziwiająca jest popularność personalizmu jako filozoficznej wykładni społecznej nauki katolicyzmu; personalizmu, który wywyższa podmiotowość drugiego człowieka. Gdzie troska o podmiotowość dziecka, gdy nieukształtowane mentalnie dzieci modeluje się wedle uznania instytucji?)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podobnie silny sprzeciw budzi w Dawkinsie nieświadomie powielany językowy zwyczaj etykietowania dzieci za pomocą wiary wyznawanej przez ich rodziców. „Jak jakikolwiek przyzwoity człowiek może myśleć, że to uczciwe etykietować czteroletnie dzieci poprzez kosmologiczne i teologiczne poglądy ich rodziców?” Przecież z miejsca rozpoznajemy niestosowność takiego, szczęśliwie fikcyjnego, podpisu pod zdjęciem z wizerunkami dzieci: „Shadbreed (keynesista, lat cztery), Musharaff (monetarysta, lat cztery) i Adele (marksistka, wiek – cztery lata)” (s. 451), tymczasem etykietę typu „katolickie dzieci” przełykamy zwyczajowo bez bólu. „Nie wahajcie się wpadać we wściekłość, ile razy coś takiego usłyszycie. Żadne małe dziecko nie jest chrześcijaninem czy muzułmaninem – co najwyżej jest dzieckiem chrześcijańskich lub muzułmańskich rodziców”. (s. 454)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od etykietowania dzieci już tylko pół kroku do dzielenia i konfliktowania, stygmatyzowania i wykluczania odmienności. „Religia dzieli – to nie ulega żadnej wątpliwości i to zarazem jeden z najpoważniejszych zarzutów wobec wszelkich systemów religijnych”. (s. 351) „Nawet gdyby religia nie czyniła żadnych innych szkód, to jej niczym nie uzasadniona, bezsensowna skłonność do wzmacniania podziałów – świadomie kultywowana afirmacja naturalnej ludzkiej tendencji do faworyzowania własnej grupy i odrzucania obcych – wystarczyłoby, by uznać ją za ważny oręż zła na Ziemi”. (s. 255-256)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(Trzeba przyznać, że znacznie więcej taktu miał Daniel Dennett w „Odczarowaniu”, w którym niemalże prosi „cywilizowanie” religijnych czytelników o wzięcie na siebie części odpowiedzialności za ekscesy przemocy w wykonaniu ich fundamentalistycznych braci w wierze.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Bóg urojony” nie jest wybitnym wydarzeniem intelektualnym. To raczej mocne uderzenie w stół. Dawkins – nie wiadomo czemu religijni oponenci robią mu z tego tytułu zarzut – nie odkrywa nowych kart w starym sporze, nie udowadnia nie-istnienia Boga. Za to – w obliczu zagrożenia autonomii nauki przez religijną władzę – mocno angażuje się w obronie ateizmu. Broni go w staroświeckim stylu – poprzez frontalną krytykę podstaw, na których zbudowała swoją siłę religia. Mocno i wyraźnie artykułuje jej słabości i związane z nią wątpliwości. Być może – w pasji ateistycznego misjonarza (który jednak nie pozwala na określanie się mianem fundamentalisty a rebours; istnieją warunki, pod którymi Dawkins jest skłonny odrzucić swój twardy darwinizm; nie istnieją warunki analogicznej operacji odrzucenia dla fundamentalistycznego muzułmanina czy chrześcijanina – tu skrywa się różnica między pasją a fundamentalizmem) – porusza się po kwestiach silnie wiążących ludzkie emocje z gracją słonia w składzie porcelany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ważność „Boga urojonego” to ważność szeroko czytanej, dyskutowanej, komentowanej, krytykowanej publicystyki. Ta książka uruchomiła całą serię zdarzeń i inicjatyw społecznych, stanowiących próbę rewaloryzacji ateizmu w kulturze Zachodu. Ateizmu, który nigdy na dobrą sprawę nie miał swoich pięciu minut na demokratycznie zarządzanym forum wymiany idei. Ateizm, czy raczej: stojący za ateizmem naturalizm, nie jest tymczasem ideą okaleczoną, obraną z Tajemnicy, jest pełnokrwistym projektem światopoglądowym ze sporym potencjałem emancypacyjnym. Z ducha naturalizmu wypływa przecież utylitarystyczna wizja dobrej ziemi dla spełnionych istot (nie tylko) ludzkich, cieszących się wystarczająco wysoką jakością życia, w którym minimalizuje się ból i cierpienie na rzecz radości i szczęścia. Możliwie dla wszystkich, nie dla skwapliwie (według religijnego czy jakiegokolwiek innego szowinistyczego kryterium) wybranych. Cieszących się dobrym życiem tu i teraz – nie: gdzie indziej i co prawda dopiero po śmierci, ale za to na wieki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Richard Dawkins, Bóg urojony, przeł. P.J. Szwajcer, Wydawnictwo CIS, Warszawa 2007&lt;br /&gt;Michel Onfray, Traktat ateologiczny, przeł. M. Kwaterko, Wydawnictw PIW, Warszawa 2008&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7477928973357379688-1642831792038451385?l=niesamymtofu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niesamymtofu.blogspot.com/feeds/1642831792038451385/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7477928973357379688&amp;postID=1642831792038451385' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7477928973357379688/posts/default/1642831792038451385'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7477928973357379688/posts/default/1642831792038451385'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niesamymtofu.blogspot.com/2009/04/dawkins-konieczny-bog-urojony.html' title='Dawkins konieczny, Bóg urojony'/><author><name>igor strapko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14083469287038651722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_3bSmgQzImms/STlOvfRJHUI/AAAAAAAALps/NFzs75Fn3uU/S220/P7130291.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_3bSmgQzImms/SfQ5YOsABII/AAAAAAAAMLQ/_Tyl3h3omrE/s72-c/bog_urojony.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7477928973357379688.post-8291015275615952650</id><published>2009-03-24T01:19:00.005+01:00</published><updated>2009-03-24T21:34:11.943+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='publicystyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ateizm'/><title type='text'>Chude tofu na czas kryzysu</title><content type='html'>Nie_Samo_Tofu w kryzysie, cierpi na niemotę. Wygląda, jakbym od &lt;a href="http://modnebzdury.blogspot.com/2009/02/bibka-karola.html"&gt;Bibki Karola&lt;/a&gt; nie trzeźwiał, a to nie tak. Bo i owszem, czyta się to i owo, a jednak nic na tyle istotnego, co miałoby przymuszać do  piśmienniczej reakcji. Tym niemniej raz po raz zadziwia mnie taka czy owaka treść drukowana. Przykładowo ostatniego &lt;a href="http://www.dziennik.pl/dziennik/europa/article345344/Homunkulus_i_odcieta_reka.html"&gt;jewropejskiego felietonu Macieja Nowickiego&lt;/a&gt; podsuma:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Krytyka religii sprowadza się zazwyczaj do stwierdzenia, że Bóg jest urojeniem - a więc nie istnieje. Takie dowody nie mają żadnego sensu (jeżeli Boga nie ma, dzieje się tak z jakiegoś innego powodu). Wszystko wskazuje na to, że nasze ciało jest w ogromnym stopniu urojeniem naszego mózgu, fantomem podobnym do fantomu odciętej kończyny. Ale to przecież wcale nie znaczy, że nie istniejemy.&lt;/blockquote&gt;Pal sześć sam felieton (średniawka po całości), ale wyżej cytowany ustęp (którego dwuznaczność wybrzmiewa mi tu jak ta lala) poraża. Kto to puścił do druku, chłopaki? Przecież "Europa" to niczego sobie pożyteczna i estetyczna jest (była?) instytucja. Skąd taki babol nagle?  Może weźmiecie mnie, chłopaki, na redaktora, gdyż albowiem poszukuję wciąż pracy, a Wy roboty redakcyjnej potrzebujecie jak kania dżdżu!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pracy w Jewropie prawdopodobnie nie dostanę, ale za to na bazie ustępu łatwo wypisać se usprawiedliwienie z ponad miesięcznej tofu_absencji. Bo skoro takie rzeczy zadają do czytania, to niech się nie dziwią, że nie ma przemyśliwania. Przemyśliwać można jedynie kwestie z tzw. sensem w środku, tymczasem "takie dowody nie mają żadnego sensu".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(Doooobra, koniec żartów! Wracam za moment, będzie o nauce i lewicy, czyli Sprawach Pierwszych, za jednym zamachem. Czekajcie znaku, tofużercy!)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7477928973357379688-8291015275615952650?l=niesamymtofu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niesamymtofu.blogspot.com/feeds/8291015275615952650/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7477928973357379688&amp;postID=8291015275615952650' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7477928973357379688/posts/default/8291015275615952650'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7477928973357379688/posts/default/8291015275615952650'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niesamymtofu.blogspot.com/2009/03/chude-tofu-na-czas-kryzysu.html' title='Chude tofu na czas kryzysu'/><author><name>igor strapko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14083469287038651722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_3bSmgQzImms/STlOvfRJHUI/AAAAAAAALps/NFzs75Fn3uU/S220/P7130291.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7477928973357379688.post-5442896536682310719</id><published>2009-02-12T12:50:00.015+01:00</published><updated>2009-02-12T19:36:56.469+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ewolucjonizm'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ateizm'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Karol - kreacjonistom</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_3bSmgQzImms/SZRoGkn2M6I/AAAAAAAAL-A/6CrI003m5aY/s1600-h/rybka.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 74px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_3bSmgQzImms/SZRoGkn2M6I/AAAAAAAAL-A/6CrI003m5aY/s200/rybka.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5301977123441226658" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jeśli dziś 12 lutego to mamy Darwin Day! Świąteczny nastrój od samego rana. Z córką, która byczy się "chorując" na stan podgorączkowy, zjedliśmy świąteczne śniadanie (parówy sojowe na gorąco z razowcem i - opcjonalnie - musztardą), po śniadaniu toast wznieśliśmy, ona napojem typu herbata na zimno, ja winem czerwonym z dość niskiej półki (co miało symbolizować przywiązanie do teorii o pochodzeniu wyższych gatunków win od gatunków niższych). Zamiast tortu - gorzka czekolada. Gorzka czekolada, jak wiadomo jej zwolennikom (w tym słodyczożernym weganom), nie jest w sumie taka gorzka jak by się wydawało przed skosztowaniem pierwszej w życiu kostki. I to, rzecz jasna, także ma znaczenie symboliczne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, proszę Czytelnika, od rana rodzinnie  celebrujemy Najbardziej Niedocenione Święto Roku. Celebrę przeciągam z rodzinnego sioła na bloga. Tutaj zaś pragnę złożyć wszystkim czytelnikom i nie czytelnikom, zwolennikom ewolucjonizmu i ich oponentom, życzenia miłego dnia, Dnia Darwina. Dla ostatniej z wymienionych w poprzednim zdaniu podgrupy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;homo sapiens&lt;/span&gt; mam też okazjonalny prezencik: kilka niczego sobie dowcipnych fakcików, wyjętych z biografii Karola Darwina, po którą - także celebrystycznie - sięgnąłem z półki (Karol Darwin, Dzieła wybrane, tom VIII, Warszawa 1960). Fakciki te mogą posłużyć - po poddaniu ich odpowiedniej obróbce ideologiczno-ekwilibrystycznej - jako budulec dla argumentów znoszących teorię wyłożoną w "O powstawaniu gatunków". Nie wiem, czy się uda, ale kto nie próbuje ten nie daje rady. W każdym razie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;voila&lt;/span&gt;, oto słabe punkty w życiorysie Największego Destruktora Wielkiej Opowieści!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Muszę się &lt;/span&gt;(...) &lt;span style="font-style: italic;"&gt;przyznać - &lt;/span&gt;z musu przyznaje się Darwin -&lt;span style="font-style: italic;"&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;iż jako mały chłopiec byłem bardzo skłonny do komponowania różnych zmyślonych historii, i to zawsze dla wywołania sensacji.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; (s. 4) Ha! Czego chcieć więcej! Przecież to prawie to samo, co powiedzieć: "przyznaję, że z lubością łgam przez całe swoje życie i nic, co wymyśliłem, nie trzyma się faktograficznej kupy!" Darwin leży już i kwiczy, wystarczy sprawnym ruchem buta dobić (chyba, że, mając na uwadze ogrom oddarwinowskiej podłości i sromoty, uznajemy konieczność odbycia przezeń pokuty, zadanej pod postacią powolnego i długotrwałego konania).  Przecież każden psychol czy tam pedagog wie, że czym skorupka za młodu i tak dalej. "Dla wywołania sensacji" plótł mały Karolek kociopoły rodzicom! Stary już Karol "zmyślonymi historiami" bulwersował naiwny i dobroduszny świat również jedynie "dla wywołania sensacji"! Egocentryk i skandalista, zakompleksiony fantasta i zbereźnik. Czego trzeba więcej, by zrozumieć ponuro żartobliwy charakter tej niby-naukowej teorii?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ojciec powiedział mi raz, ku mojemu głębokiemu upokorzeniu: "nic cię nie obchodzi poza strzelaniem, psami i łapaniem szczurów, wstyd przynosisz sobie i całej rodzinie". &lt;/span&gt;(s. 7) Wstyd! Wstyd! Wstyd! Nie trzeba Freuda, Lacana ni Żiżka, coby wejrzeć w psychopatologiczny fundament twórczości Darwina. Czy jego upodobanie do wymyślania idiotyzmów (którego kompensacyjna funkcja jest jasna jak Najwyższa Jasnota) nie wiąże się bezpośrednio z poczuciem upokorzenia ze strony ojca? Może nie, ale może a i owszem, warto sprawdzić tę hipotezę za pomocą interdyscyplinarnego instrumentarium będącego na wyposażeniu każdego postmodernistycznego warsztatu krytyczno-kliniczno-historycznego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. Fantasta? Oczywiście. Łgarz? W rzeczy samej. Neurotyk? Nie inaczej. Do tego rozpustnik i rozrzutnik!&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Jakkolwiek mój pobyt w Cambridge miał (...) jaśniejsze strony, czas ten był dla mnie na nieszczęście zmarnowany, a nawet gorzej niż zmarnowany. Moja pasja strzelecka i myśliwska, a gdy tego czasem zabrakło - zamiłowanie do konnych wycieczek, pchnęły mnie w grono sportowców, w którym było sporo hulaszczej i ograniczonej młodzieży. Często wieczorem jadaliśmy razem obiad (...); niekiedy piliśmy za dużo, podśpiewywaliśmy wesoło, graliśmy w karty. Wiem, że powinienem się wstydzić tak spędzanych dni i wieczorów; ponieważ jednak niektórzy z moich przyjaciół byli bardzo sympatyczni i nastrój był nieraz bardzo miły, wspominam te czasy z wielką przyjemnością. (s. 27)&lt;/blockquote&gt;No właśnie: wie, że powinien się wstydzić, ale się nie wstydzi, a wręcz przeciwnie! Bezwstydnik i ladaco, bez dwóch zdań. Zwracam uwagę na dwa detale. Detal 1: Darwin - fantasta i neurotyk - popada "w grono sportowców". Niby nic, a jednak. Czy nie wtedy - w czas fascynacji sprawnością fizyczną, której wzorem skacząca niedościgle małpa - zagnieżdża się w karolej głowie ów podstępny i zwodniczy wirus, który po latach przeistoczy się w "O pochodzeniu człowieka"?   Detal 2: Darwin i jego szemrana kompania obiady zwykli jadać wieczorem. Czy może coś dobrego pochodzić od podobnych abnegatów?&lt;br /&gt;Och, gdybyż w czas studiów, miast sprzeniewierzania ojcowizny, skupił się młody Darwin na uczciwej i sumiennej nauce, może zaniechałby niebezpiecznej zabawy dziecka zapałkami,  wprowadzającej chaos w odwieczny porządek? A tak mamy bigos i klops, i ktoś tę małpę musi zjeść!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4. Najlepsze... ups, pardon... oczywiście najgorsze dopiero przed nami! Oto bezwstydnie przyznaje się Darwin: w czas studenckiej demoralizacji &lt;span style="font-style: italic;"&gt;wynajmowałem chłopców z chóru, aby śpiewali u mnie w pokoju&lt;/span&gt;. Śpiewali? Ciekawym, po co Darwinu śpiewanie "chłopców", skoro już w kolejnym zdaniu Autobiografii czytamy: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;jestem tak całkowicie pozbawiony słuchu, że nie umiem poznać dysonansu ani też poprawnie i do taktu coś zanucić; jest dla mnie tajemnicą, w jaki sposób muzyka mogła mi sprawiać tyle przyjemności&lt;/span&gt;. (s. 28) Tajemnicą jest dla niego?!? Bezwstydny sodomita! Zabawia się z bezbronnym czytelnikiem snując sugestie i fantazje! Ucho drewniane przyjmuje w domu "chłopców z chóru". Po cóż, pytam się? Po cóż? Biedni chłopcy, biedny ojciec, co na własnej piersi uhodował taką potworność, biedny świat, co z potwornością oną - z bezeceństwami przez jej grzeszne fantazje stworzonymi - po dziś dzień musi się zmagać!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;5. W kolejnym akapicie czytamy o zatruciu Darwina jadem chrząszcza, którego trzymał - z braku wolnych rąk, pozajmowanych niewoleniem kolejnych nieszczęsnych żyjątek - w ustach; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;wtedy&lt;/span&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;wytrysnął on niezwykle ostrą ciecz, która tak piekła mnie w język, że musiałem go wypluć&lt;/span&gt;. (s. 28) Po pierwsze: kto normalny traci czas na zbieranie po chaszczach chrząszczy czy innego paskudztwa? O czym może świadczyć tego typu zboczenie? Po wtóre: "ostra ciecz", co piekła Karola w język - czy to nie ten sam roztwór, który truje ludzkie umysły darwinowską wydzieliną? Infekcja trwa i przenosi się poprzez pokolenia. Bojaźń, trwoga i drżenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;6. Fantastyczna teoria Darwina pochodzi z niepospolitej nienawiści jej autora do Boga. Dowód na nią znajdujemy również w Autobiografii. To Darwin, nie Dawkins, pierwszy uderzył w podstawę Królestwa Bożego na Ziemi, postulując diaboliczne majstrowanie w niewinnych główkach dzieci. Jest napisane: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie&lt;/span&gt;. Tylko Darwin li Dawkins wcielony może stawać na drodze dzielącej niewinne od Niewinnego!&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Nie możemy też przeoczyć możliwości ciągłego wszczepiania wiary w Boga w umysły dzieci, co wywiera tak silny i prawdopodobnie dziedziczny wpływ na ich mózg niezupełnie jeszcze rozwinięty, że tak samo trudno im odrzucić wiarę w Boga, jak małpie trudno jest pozbyć się instynktownego strachu i nienawiści do węża. (s. 47)&lt;/blockquote&gt;Istnie szatańska przebiegłość! Diabelski spryt! Bóg - Dziecko / Małpa - Wąż, żadne słowo nie jest tu przypadkowe, każde ma głęboko duchowy, metaforyczny sens. O nie, Darwin nie jest pospolitym głuptasem! Jego robota knuta jest przebiegle i - mając na względzie przaśną przeciętność jego intelektualnego uposażenia - nie od niego samego pochodzi. Fantasta, hulaka, kłamca, sodomita, łapacz szczurów, wyznawca małpiego rodzaju - czarci zaprzedaniec, bez dwóch zdań! Cóż za naiwność hrabiego Stanhope, któren to miał ponoć zapytać Darwina:  &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dlaczego nie porzuci pan tych geologicznych i zoologicznych hocków-klocków i nie zwróci się pan do wiedzy tajemnej? &lt;/span&gt;(s. 58) Otóż właśnie poprzez owe "hocki klocki" zbój ten, Darwin, cały był zwrócony ku wiedzy tajemnej, ponurej i złej! Ten szatan w angielskiej skórze nie powiedział w całym swym życiu słowa Prawdy, ni sylaby nawet, z której słowo takie można by było skumpletować! A ilu baranów polazło za tą owcą czarną a podłą, któż to zliczy?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;7.  &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Sprawia mi trudność jasne i ścisłe wyrażanie się&lt;/span&gt;. (s. 74) Łgarstwo! To nie trudność! To metoda przebiegłego szczura, węża, małpiszona! To środek do wniwecz obracania wszystkiego, co da się wniwecz obrócić! A jeżeli nie, to tym gorzej dla Darwina. Znaczy, że nie wyraża się jasno i ściśle, skąd tedy mamy wiedzieć, o co się jemu rozchodziło z całym tym, pożal się Boże, doborem naturalnym?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;8. Stary Darwin skarży się na &lt;span style="font-style: italic;"&gt;godny pożałowania zanik wyższego odczucia estetycznego&lt;/span&gt;. (s. 75) Nie mam już czasu wyjaśniać, jak to się mieć może do całokształtu "dzieła" tego fantasty, neurotyka i szatanisty. I o czym takie coś w ogóle zaświadcza. Bardzo proszę samemu dorobić temu cytatu odpowiednie uszy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Koniec prezentów, mam nadzieję, że coś z powyższej listy przyda się do szerzenia zbożnego dzieła. Za resztę przepraszam. Powodzenia!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7477928973357379688-5442896536682310719?l=niesamymtofu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niesamymtofu.blogspot.com/feeds/5442896536682310719/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7477928973357379688&amp;postID=5442896536682310719' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7477928973357379688/posts/default/5442896536682310719'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7477928973357379688/posts/default/5442896536682310719'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niesamymtofu.blogspot.com/2009/02/karol-kreacjonistom.html' title='Karol - kreacjonistom'/><author><name>igor strapko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14083469287038651722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_3bSmgQzImms/STlOvfRJHUI/AAAAAAAALps/NFzs75Fn3uU/S220/P7130291.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_3bSmgQzImms/SZRoGkn2M6I/AAAAAAAAL-A/6CrI003m5aY/s72-c/rybka.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7477928973357379688.post-9186731114666031953</id><published>2009-02-04T08:08:00.004+01:00</published><updated>2009-02-04T10:37:49.784+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Agonizm, idioto!</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_3bSmgQzImms/SYlh5w4VMJI/AAAAAAAAL9o/yOMHSBwYt8k/s1600-h/mouffe_okladka.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 147px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_3bSmgQzImms/SYlh5w4VMJI/AAAAAAAAL9o/yOMHSBwYt8k/s200/mouffe_okladka.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5298874081579708562" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Nie wiadomo do końca, co lewicowego przewodzi Paktofonika (zwłaszcza, że chłopaki są totalnie indyferentni politycznie, co sprawdziłem na własne ucho na kaliskim spotkaniu z bohaterami i autorem książki), za to kolejny (chronologicznie wcześniejszy) &lt;a href="http://www.krytykapolityczna.pl/Przewodniki-Krytyki-Politycznej/Politycznosc-Przewodnik-Krytyki-Politycznej/menu-id-104.html"&gt;"Przewodnik Krytyki Politycznej" autorstwa Chantal Mouffe pt. "Polityczność"&lt;/a&gt; w przekładzie Joanny Erbel przewodzi dość jasne idee, transmituje wyraźny przekaz, choć i jego lewicowość jest w pewnych partiach tekstu nie dość oczywista. Ale od początku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mouffe jest jedną z twarzy lewicowej apologii politycznego konfliktu, który - w mniemaniu jego stronników - ma moc reanimacji demokracji, wypłukiwanej efektywnie przez dominujący dziś (także w Polsce w wykonaniu PO) model uprawiania polityki. Cechuje się on zacieraniem różnic ideologicznych - zacieraniem klasycznego podziału na lewicę i prawicę - oraz ustanawianiem na tym miejscu władzy technokratyczno-eksperckich rządów. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Polityka zawsze ma swój "stronniczy" wymiar - ludzie nie będą się interesować polityką, jeśli zabraknie możliwości wyboru między partiami oferującymi rzeczywiste alternatywy. Właśnie tego brakuje we współczesnym uwielbieniu dla demokratycznej "bezstronności". &lt;/span&gt;(s. 44)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Symptomem (a być może także i warunkiem możliwości) odideologicznienia i utechnokratycznienia władzy jest wytrącenie elementu emocjonalności z fundującego ją dyskursu. Tymczasem &lt;span style="font-style: italic;"&gt;dobrze funkcjonująca demokracja wymaga ścierania się prawomocnych, demokratycznych stanowisk politycznych. Na tym właśnie ma polegać konfrontacja między lewicą a prawicą. Powinna ona być źródłem zbiorowych form identyfikacji zdolnych mobilizować polityczne namiętności.&lt;/span&gt; (s. 45) Nie ma demokracji bez konfliktu, a tego ostatniego bez zaangażowania emocji na potrzeby intersubiektywnej wymiany fundujących postawy społeczne idei. I dlatego jaśnie nam panująca "polityka miłości" jest efektywnym narzędziem cynicznego rozporządzania zdobytą władzą, ale jednocześnie, w szerszym kontekście, destabilizuje projekt demokratyczny, fundujący władzę. Dlaczego destabilizuje? Bo zaciera różnice ideowe uwewnętrznione w podmiotach ją (władzę) stanowiących. A zacierając te różnice obiera politykę z emocji. A obierając ją z emocji - odbiera jej społeczną atrakcyjność. A odbierając atrakcyjność - ogranicza, a nie poszerza, siłę mandatu do sprawowania władzy w imieniu suwerena.&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Skoro między partiami nie ma fundamentalnej różnicy, będą starały się sprzedać swoje produkty za pomocą zmyślonego marketingu i agencji reklamowych. Skutkiem będzie rosnące rozczarowanie polityką i drastyczny spadek uczestnictwa w wyborach. Jak długo potrwa, zanim obywatele zupełnie stracą wiarę w proces demokratyczny? (s. 79)&lt;/blockquote&gt;Niepokojona i niepokojąca tą perspektywą Mouffe woła o konflikt, spolaryzowanie stanowisk, o powrót ideologii i odwołanie technologii z urzędu Pierwszego Projektanta Praktyki Władania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomysł na to, jak ów konflikt bezpiecznie acz efektywnie przywrócić na łono polityki, jest zasadniczym tematem pomarańczowej książeczki. Bezpiecznie - znaczy bez popadania w nagą przemoc (za jaką obstawał mocno inspirujący Mouffe i jej polskiego wydawcę Carl Schmitt).&lt;br /&gt;Pomysł ten jest względnie prosty i czytelny (dzięki czemu pomarańczowa książeczka jest książeczką właśnie, nie zaś opasłym tomiszczem):&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Jeśli chcemy pogodzić nieredukowalną trwałość antagonistycznego wymiaru konfliktu z jednej strony, z możliwością jego "poskromienia" z drugiej, musimy wprowadzić tzreci typ relacji, który proponuję nazwać "agonizmem". Podczas gdy antagonizm jest typem relacji my/oni, charakteryzującej się tym, że strony są wrogami, którzy nie dzielą punktów odniesienia, agonizm jest relacją my/oni, w której z kolei strony, będąc świadome niemożliwości zaistnienia racjonalnego rozwiązania dzielącego je konfliktu, uznają jednocześnie prawomocność swoich przeciwników. Są dla siebie "przeciwnikami", a nie wrogami. Oznacza to również, że mimo konfliktu strony postrzegają siebie jako przynależne do tego samego zrzeszenia politycznego, jako dzielące to samo uniwersum symboliczne. (s. 35)&lt;/blockquote&gt;Antagonistyczne rozróżnienie my/oni kreuje wrogów (i wrogość), agniczne rozróżnienie my/oni kreuje zaś przeciwników. Przeciwnik to ktoś, z kim nie sposób zgodzić się co do pomysłów na projektowanie wspólnego świata (bo różnice ideologiczne, jakie nas różnią, nie mają rozumnych podstaw; angażując emocje wzmacniają irracjonalną nogę polityki), ale z kim można (a zatem trzeba) dogadać się co do warunków, w jakich prowadzi się spór o tego świata kształt. A skoro można się z nim dogadać, znaczy to, że uznaje się jego podmiotowość. Uznanie podmiotowości oponenta różnicuje wroga i przeciwnika (mam wrażenie, że inspirujący Mouffe Schmitt miał na ten temat zupełnie inny pomysł, ale niech ta). Czy można jeszcze coś ważnego w tej materii powiedzieć? &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Można powiedzieć, że zadaniem demokracji jest właśnie przekształcanie relacji antagonistycznych w agoniczne. &lt;/span&gt;(s. 36)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem Mouffe rozprawia się z teoretykami, którzy nie dostrzegają antagonistycznego jądra demokratycznego stanowienia porządku, albo dostrzegając je pracują na rzecz jego destrukcji, bezwiednie pracując tym samym na rzecz destrukcji samej demokracji. Dostaje się głównie Giddensowi za "trzecią drogę" i Beckowi za "subpolitykę", także Hardtowi/Negriemu za "Imperium" i &lt;span style="font-style: italic;"&gt;multitude&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze dalej idzie o moralność jako narzędzie uprawiania polityki. Dokładniej: o zastąpienie rejestru ideologii rejestrem moralności w uprawianiu politycznej debaty. To, według Mouffe, obok strategii zacierania różnic ideowych i zastępowania ich dyskursem eksperckim, najpoważniejsze niebezpieczeństwo dla demokracji. O co chodzi? Mówiąc krótko, chodzi o wszelkiej miary "ludzi honoru" i "małych ludzi", "cywilizacje życia" i "osie zła", o moralne stygmatyzowanie oponentów (i sygnowanych przez nich projektów politycznych), wydatnie przyczyniające się do wypychania ich poza nawias debaty publicznej.&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Gdy polityka jest odgrywana w rejestrze moralności, antagonizm nie może przybrać agonicznej postaci. Właśnie gdy przeciwnicy są definiowani nie na gruncie politycznym, lecz moralnym, nie mogą być postrzegani jako "przeciwnicy", ale tylko jako "wrogowie". "Źli oni" nie nadają się do agonicznej debaty i muszą zostać wytępieni. (s. 92)&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;Takie rozpoznanie jest w Polsce dość świeżej daty, dokonało się w czasach świetności tzw. IV RP i w jego wyniku do głosu doszły rozmaite perspektywy interpretacyjne, które trą się dziś aż miło, przełamując hegemonię ideologiczną gospodarczego neoliberalizmu i jego kulturowej nadbudowy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnia część tekstu Mouffe dotyczy przełożenia idei agonizmu na politykę globalną. Autorka rozpoznaje &lt;span style="font-style: italic;"&gt;postpolityczny charakter perspektywy kosmopolitycznej&lt;/span&gt; i poddaje ją krytyce:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Wdrożenie kosmopolitycznego porządku, niezależnie od tego w jakiej występuje on postaci, zakończy się nałożeniem na cały świat jednego, liberalno-demokratycznego modelu. W istocie oznacza to poddanie większej liczby ludzi pod kontrolę Zachodu, podpierając się stwierdzeniem, że ten model jest najlepiej przystosowany do wdrożenia praw człowieka i uniwersalnych wartości. I (...) spowoduje to pojawienie się silnego oporu i niebezpiecznych antagonizmów. (s. 121)&lt;/blockquote&gt;Nie bardzo wiadomo z lektury, skąd wiedza autorki na temat kosmopolitycznego determinizmu, zmierzającego jednokierunkowo w okowy "jednego, liberalno-demokratycznego modelu". Nie wiadomo też za bardzo, co złego jest w powszechności emancypacyjnych procesów, zmierzających do "wdrożenia praw człowieka i uniwersalnych wartości". Najwyraźniej w słowach Mouffe po raz kolejny dochodzi do głosu pewna forma etnocentryzmu i faworyzowania różnorodności kulturowej względem szczęśliwie przysługujących nam (wciąż jeszcze tylko) regionalnie podstawowych praw. Być może moje wątpliwości nie znajdują pokrycia w poglądach Mouffe, problem na tym polega, że nie mogą być one uznane za bezpodstawne na mocy lektury "Polityczności", zbyt wiele łatwo wyrażanych sądów i opinii krytycznych względem uniwersalistycznej strategii kosmopolityzmu, zbyt powierzchowne potraktowanie lansowanego przez autorkę modelu alternatywnego. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Należy &lt;/span&gt;(...) &lt;span style="font-style: italic;"&gt;koniecznie zrezygnować z iluzji zjednoczonego świata i działać w kierunku ustanowienia wielobiegunowego porządku światowego&lt;/span&gt;. (s. 134).  Ale konkretnie o co chodzi? Czy "iluzja zjednoczonego świata" obejmuje, zdaniem Mouffe, globalnie powszechne szkolnictwo, emancypację podmiotów różnego typu szowinizmów? Świeckość prawa stanowi element takiej iluzji? A prawa zwierząt? Czy przysługiwać mogą (o ile kiedyś zostaną wywalczone) jedynie europejskim krowom i świniom? Czy "wielobiegunowy porządek światowy" to pomysł na "szacunek dla różnic kulturowych" nawet wtedy, gdy pewne elementy tych kultur - w imię uniwersalnych wartości - na żaden szacunek nie zasługują? Jest pewien ustęp &lt;a href="http://cis.pl/web_images/bu.pdf"&gt;"Boga urojonego"&lt;/a&gt;, któren pasuje mi tu jak nic innego:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;nieustannie stykamy się (...) [ze] skłonnością do fascynacji odmiennością etnicznych wierzeń i obyczajów, a ta obejmuje również usprawiedliwienie popełnianych w ich imieniu zbrodni. Postawa wielu skądinąd światłych i dobrych liberałów bywa w tym momencie iście schizofreniczna. Z jednej strony nie można przecież akceptować cierpienia i przemocy, z drugiej zaś postmodernistyczne i relatywistyczne przekonania nakazują szacunek dla innych kultur nie mniejszy niż dla własnej. Zabieg kliteroktomii jest, co nie ulega najmniejszej wątpliwości, potwornie bolesny i sprawia, że kobieta przestaje odczuwać przyjemność seksualną (w zasadzie głównie o to w nim chodzi). Myślę, że z połowa oświeconych, przyzwoitych ludzi o liberalnych poglądach chciałaby zakazania tego procederu. Druga połowa jednakże, z "szacunku"  dla obcych kultur uważa, że nie powinniśmy się wtrącać, kiedy "oni" chcą okaleczać "swoje" dziewczęta. Problem jednak w tym, że zapominamy, iż te "ich" dziewczęta są w rzeczywistości "swoimi" dziewczętami, których własnych pragnień nie powinniśmy ignorować. (Richard Dawkins, Bóg urojony, Przeł. P. J. Szwajcer, Wyd. CiS, Warszawa 2007, s. 439)&lt;/blockquote&gt;To, to, to właśnie! Mouffe nie kupuje racji za obroną liberalnej demokracji, praw człowieka, uniwersalnych wartości, jakie wysuwają rzecznicy ich transmisji hen, w szeroki świat. Chodzi przecież o to, że nie dlatego demokracja liberalna czy prawa człowieka są fajne, bo są nasze, ale dlatego, że stanową w kupie zbiór narzędzi niwelujących z życia społecznego teoretyczne podstawy dla rozmaitych paskudztw tego świata, typu przemoc fizyczna, dyskryminacja, szowinizm, gwałt, nędza, niewolnictwo. Każdy głos podważający sensowność globalizacji i uniwersalizacji ideowych zdobyczy liberalnego Zachodu, choćby najbardziej subtelny (a głos Mouffe nie należy raczej do takich, bo trudno o subtelność kiedy swój koncept przedstawia się po przysłowiowych łebkach), ciąży ku relatywistycznemu pomysłowi na równofajność wszystkich bez wyjątku koncepcji życia społecznego. Nie wiem czy to jest specjalnie lewicowe. Jeśli tak, to mam w tym miejscu ewidentny lewicowy brak.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7477928973357379688-9186731114666031953?l=niesamymtofu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niesamymtofu.blogspot.com/feeds/9186731114666031953/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7477928973357379688&amp;postID=9186731114666031953' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7477928973357379688/posts/default/9186731114666031953'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7477928973357379688/posts/default/9186731114666031953'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niesamymtofu.blogspot.com/2009/02/agonizm-idioto.html' title='Agonizm, idioto!'/><author><name>igor strapko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14083469287038651722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_3bSmgQzImms/STlOvfRJHUI/AAAAAAAALps/NFzs75Fn3uU/S220/P7130291.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_3bSmgQzImms/SYlh5w4VMJI/AAAAAAAAL9o/yOMHSBwYt8k/s72-c/mouffe_okladka.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7477928973357379688.post-2866167108397071947</id><published>2009-02-03T11:32:00.006+01:00</published><updated>2009-02-03T16:29:36.327+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ewolucjonizm'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Wąskie gardło "Fenotypu Rozszerzonego"</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_3bSmgQzImms/SYgwvCvwlVI/AAAAAAAAL9Q/DonrSJD1Otw/s1600-h/dawkins.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 126px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_3bSmgQzImms/SYgwvCvwlVI/AAAAAAAAL9Q/DonrSJD1Otw/s200/dawkins.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5298538546350560594" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Możecie nie przeczytać żadnej innej mojej książki, ale tę przeczytajcie koniecznie&lt;/span&gt; - taki nakaz przywołuje do lektury &lt;a href="http://www.proszynski.pl/Fenotyp_rozszerzony__Dalekosiezny_gen-p-29666-2000-.html"&gt;"Fenotypu rozszerzonego" Richarda Dawkinsa&lt;/a&gt; na tylnej okładce wymienionego przed paroma słowami tomu. A że jam Ci dawkinsiarz skończony nie trzeba mnie było do lektury ciągnąć wołami. I ta okoliczność, że rzecz skierowana jest w głównej mierze do Dawkinsa &lt;span style="font-style: italic;"&gt;kolegów po fachu&lt;/span&gt;, nie tylko mnie nie zniechęciła, ale wręcz dodatkowo zmobilizowała, podgrzewając niezdrowo ambicję. No bo że co? Że niby ja nie wyciągnę z lekturki oczekiwanego pożytku poznawczego? Jeśli nie ja, to kto?&lt;br /&gt;No i dałem się wpuścić w lekturę beznadziejną. Niech będą dzięki Bogu Urojonemu, że traf szczęśliwy nie podsunął mi "Fenotypu rozszerzonego" jako pierwszej książki Dawkinsa, którą byłem przeczytałem! Za nic w świecie nie dałbym sobie wmówić naonczas, że "Samolubny gen" czy "Rozplatając tęczę" to rzeczy warte uwagi! Dajcie Wy spokój, jakem ja się umęczył pod oksfordzkim biologiem w jego (bynajmniej nie popularno-) naukowym wcieleniu. Zbyt dużą część objętości tekstu dyskutuje z podobnymi sobie specami od chromosomów Y świergotka łąkowego i innych bezeceństw; dyskutuje z nimi na takim poziomie specjalistycznej rozkminy, że zdolność czytania ze zrozumieniem człowieka nie z tej sekty, choćby się on starał i skupiał na potęgę, musi popaść w ruinę wcześniej czy później. W moim przypadku zazwyczaj było to niestety wcześniej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla wynagrodzenia trudów lektury upartego jak osioł czytelnika, co czyta wytrwale, choć już dawno nic nie rozumie,  kilka ostatnich rozdziałów książki przynosi wreszcie jako taki poznawczy pożytek. Tam właśnie Dawkins serwuje w wersji "laik &lt;span style="font-style: italic;"&gt;friendly&lt;/span&gt;" swoją teorię tytułowego fenotypu rozszerzonego. W skrócie idzie temu Dawkinsu o to, że fenotypowe konsekwencje genotypowych oddziaływań sięgają/mogą sięgać daleko dalej niż do granic ciała osobnika, któren stanowi "obudowę" (albo też, jak industral-poetycko rzecz ujmuje Autor, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;maszynę do propagacji replikatorów&lt;/span&gt;) tego właśnie genotypu.  Innymi słowy, genotyp nie tylko może "wymuszać" kolor oczu, umaszczenia czy inne cechy fenotypowe własnego organizmu, może też determinować pewne zachowania organizmu, których efektem jest reorganizacja środowiska życia (czego dobrym przykładem bóbr i jego tamy), a nawet efektywnie wpływać na cechy fenotypowe tudzież behawior innych organizmów. Przykładów na takie poszerzenie pola walki o wyższą wartość replikacji podaje Dawkins kilka, a każden ciekawszy od pozostałych.  Taka, dajmy na to, przywra, pasożytująca na ślimaku i wymuszająca dla własnego replikacyjnego interesu (wbrew analogicznemu interesowi ślimaka) zwiększenie grubości ślimaczej muszli. Albo kiełże zarażone larwami kolcogłowa, które zachowują się nie tak, jak nakazywałby interes nosiciela, ale wręcz przeciwnie, czyli wbrew swoim interesom na rzecz interesów pasożyta. Albo samce myszy (a może szczura? już nie pamiętam, sorry), które za pomocą odpowiednich feromonów działają na ciężarne samice w sposób doprowadzający je do poronienia. Albo, wreszcie, wirus grypy, który - całkiem być może - wymusza na mnie kichanie celem własnego propagowania się. No, sporo jest tego do prześledzenia, zaś konkluzja całej rzeczy może wyglądać następująco:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Geny wpływają na białka, które z kolei wpływają na X, które wpływa na Y, które wpływa na Z, które... wpływa na interesującą nas cehcę fenotypową. Ale w tradycyjnej genetyce X, Y i Z muszą być zamknięte wewnątrz ciała osobnika. Rozszezrona genetyka dostrzega arbitralność tej decyzji i podąża za X, Y, Z także wtedy, kiedy ich wpływy przechodzą z jednego ciała do drugiego. (s. 292)&lt;/blockquote&gt;Dawkins wieści zatem niezły misz-masz, totalny mix związków zależności między sumą istniejących genotypów a sumą efektów fenotypowych w postaci ciał i zachowań wszelkiej maści żywych organizmów. Według tradycyjnej genetyki ten związek jest dużo prostszy i ogranicza się do relacji wynikania między genotypem X a fenotypem X. Dawkins dostrzega tu arbitralność i, przekraczając ją, konstruuje niezwykle skomplikowaną siatkę relacji między genami a ciałami/zachowaniami. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Myślę &lt;/span&gt;- pisze - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;że niemal każda cecha fenotypowa nosi ślady kompromisu między oddziaływaniem replikatorów wewnętrznych i zewnętrznych&lt;/span&gt;. (s. 310)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Broniąc &lt;/span&gt;(...) &lt;span style="font-style: italic;"&gt;doktryny rozszerzonego fenotypu replikatora, starałem się podważyć zaufanie czytelnika do poglądu traktującego organizm jako jednostkę odnoszącą korzyści z powstawania przystosowań&lt;/span&gt;. (s. 311) I w drugą manię: mam wrażenie, że sama koncepcja fenotypu rozszerzonego była możliwa do wyartykułowania jedynie dzięki odrzuceniu tej perspektywy, w której to organizm/osobnik jest pierwszorzędnym beneficjentem doboru naturalnego. Jak tu i ówdzie wiadomo, Dawkins zwalcza staroświecki pogląd na prymarne ewolucyjnie znaczenie osobnika jeszcze bardziej zaciekle, niż Pana Boga. W każdym razie, moje osobiste zaufanie do ewolucyjnego "osobnikowizmu" skutecznie zostało podważone już podczas robienia "Samolubnego genu", a z "Fenotypu rozszerzonego" wyniosłem wyobrażenie o dalekich konsekwencjach genocentrycznego przewrotu na gruncie biologii ewolucyjnej. I dlatego lektura tej książki to, mimo wszystko, jednak dobry interesik był. Choć wersja popularnonaukowa naprawdę mogłaby się zamknąć w jednej piątej objętości całości.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7477928973357379688-2866167108397071947?l=niesamymtofu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niesamymtofu.blogspot.com/feeds/2866167108397071947/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7477928973357379688&amp;postID=2866167108397071947' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7477928973357379688/posts/default/2866167108397071947'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7477928973357379688/posts/default/2866167108397071947'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niesamymtofu.blogspot.com/2009/02/waskie-gardo-fenotypu-rozszerzonego.html' title='Wąskie gardło &quot;Fenotypu Rozszerzonego&quot;'/><author><name>igor strapko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14083469287038651722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_3bSmgQzImms/STlOvfRJHUI/AAAAAAAALps/NFzs75Fn3uU/S220/P7130291.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_3bSmgQzImms/SYgwvCvwlVI/AAAAAAAAL9Q/DonrSJD1Otw/s72-c/dawkins.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7477928973357379688.post-8170391886722791674</id><published>2009-01-26T11:46:00.009+01:00</published><updated>2009-01-26T13:45:36.937+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='publicystyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='religia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ateizm'/><title type='text'>Niedialogiczne autobusy i samoznośna nieomylność</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_3bSmgQzImms/SX2kPV01hNI/AAAAAAAAL60/Xl0F2c9QgFA/s1600-h/_45350460_bus_pa.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 154px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_3bSmgQzImms/SX2kPV01hNI/AAAAAAAAL60/Xl0F2c9QgFA/s200/_45350460_bus_pa.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5295569320321320146" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;"Dziennik" piórem Artura Ciechanowicza i "Wyborcza" Kingą Dunin - pewnie w ramach przygotowań do celebry Dnia Darwina - umówiły się na łykend w kwestii promocji ateizmu. Choć, tradycyjnie biegli w uczonej sztuce dialektycznej spekulacji, przedstawiciele obozu Urojonego Przeciwnika na takie coś jak "promocja ateizmu" zwyczajowo reagują wytknięciem języka. Tak też, jak w "Dzienniku" czytam, Unia Ateistów i Wolnomyślicieli Katalonii, organizator lokalnej kampanii &lt;a href="http://richarddawkins.net/article,3494,Atheists-launch-bus-ad-campaign,Ariane-Sherine"&gt;Atheist Bus&lt;/a&gt;, poślizgnęła się na wytkniętym języku niejakiej Marii Casellas:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Ateiści nawet nie zdają sobie sprawy, jaką przysługę nam oddają, wydając pieniądze na swoje kampanie. Dzięki nim ci wszyscy zagonieni ludzie, którzy przemieszczają się między pracą a domem, przypominają sobie, że istnieje też coś poza tym. Zaczynają myśleć o Bogu - dodaje.  &lt;/blockquote&gt;Nieważne, niech będzie że promo ateizmu przy pomocy jakiejś ponowoczesnej wersji cudownego przemienienia stało się promo religijności. W każdym razie dwa największe polskie dzienniki w swoich łykendowych wydaniach pomieściły teksty na wraży temat. W "Dzienniku" tekst na temat wyżej wzmiankowanej/zlinkowanej akcji angielskich ateuszy (pod bogobojnym patronatem Richarda Dawkinsa) oraz ich coraz liczniejszych kontynentalnych naśladowców. Poza cytowaną już panią Marią warto zwrócić uwagę na wypowiedź innego reprezentanta obozu UP na temat analogicznej inicjatywy - nie doszłej niestety do skutku - w Genui:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Gianfranco Calabrese, który w archidiecezji odpowiada za ewangelizację, pytany o przedsięwzięcie wzruszył ramionami. - Są metody, które promują dialog, inne karmią nietolerancję. Ta kampania do niczego nie doprowadzi, ponieważ chęć otwartej konfrontacji to zawsze przejaw nietolerancji - powiedział jednej z włoskich agencji prasowych.&lt;/blockquote&gt;Ależ ksiądz jest pesymista, tym lepiej przecież dla Projektu "Bóg Istnieje"!  Niech ksiądz weźmie przykład z Pani Marii z Barcelony, niech przełoży swój defetyzm na jej optymizm! Przecież im groźniej ryczą ateiści, im bardziej zaczepne, prowokacyjne, bezczelne, obraźliwe są ich występy na Wszystkich Autobusach Świata, tym mocniej winien się jednoczyć wokół spraw podstawowych Kościół, nie tak? I taka uwaga: ateobusy nie mają, jak mi się wydaje, "promować dialog", jeno ateizm, bezbożność. (W tym też sensie jest to zdecydowanie przejaw "chęci otwartej konfrontacji". Tak to już jest z ateuszami i innymi masonami; nic ich nie bawi równie mocno, jak otwartość i sposobność konfrontowania różnych racyj.) Rozumiem, że z pewnej perspektywy samo to jest już grzechem śmiertelnym, dużo gorszym niż nietolerancja (od której UP poprzez dzieje skutecznie uchowuje swój lud). Ale, raz jeszcze, namawiam Pana Calabrese i wszystkich innych wstrząśniętych ale nie zmieszanych i dlatego święcie oburzonych: przyjmijcie godnie światopoglądowy pluralizm ulicy, są rzeczy gorsze na tym świecie niż publiczne wyrażanie zdania na jakikolwiek temat, w każdym razie jeśli wyrażanie to nie pociąga za sobą używania mowy nienawiści.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na uwagę zasługuje, że papierowy tekst Ciechanowicza ukazał się pod tytułem "Święta wojna autobusowa". Tytuł tego samego tekstu w necie jest już dużo bardziej wyrazisty i ewangeliczny (w dosłownym sensie niesienia dobrej nowiny). Wojna autobusowa jest zakończona a jej &lt;a href="http://www.dziennik.pl/swiat/article302679/Sromotna_kleska_ateistow.html"&gt;werdykt więcej niż oczywisty&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na mniej więcej ten sam temat, czyli komentując ateobusową prowokację mentalną, &lt;a href="http://wyborcza.pl/1,81388,6191194,Szczescie_bezboznikow.html"&gt;Kinga Dunin w "Wysokich Obcasach"&lt;/a&gt;. Do napisania felietonu, jak sama pisze, natchnął ją komentarz kolejnego, tym razem rodzimego, urzędnika UP:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Z protekcjonalnym uśmieszkiem stwierdził, że ateiści są żałośni, ponieważ nic nie tworzą, reprezentują tylko pustkę. Święta prawda! Może nie tak zupełnie nic, ale w interesującym księdza obszarze rzeczywiście nic. Bogatej mitologii religijnej, której kulturowych i literackich walorów nie sposób odmówić, przeciwstawiają a-teizm. A-teizm. Ten przedrostek, mimo tego, co się tutaj często mówi, nie oznacza jakiegoś szczególnie negatywnego stosunku do Boga ani chęci zwalczania go, to nie anty-teizm. A-teizm oznacza brak zainteresowania z powodów oczywistych - żeby się czymś interesować, przedmiot tego zainteresowania musi istnieć w taki sposób, żeby mógł się zaczepić o niego nasz umysł. Bóg niepoznawalny jest równie nieinteresujący jak ten nieistniejący, to tylko dziura na nasze projekcje.&lt;/blockquote&gt;Pani Dunin prowokuje pierwszoklasowo. Niemniej okołoreligijną prowokacją tygodnia i tak ogłaszam dekret BXVI, który na mocy własnej nieomylności zakwestionował nieomylność JPII, przywracając na łono KK kilku czołowych lefebrystów i stojącą za nimi niczego sobie sporą sekcinę. I tak, po raz kolejny w dziejach, najtęższe głowy reprezentujące zaświaty na tym padole, niezbicie dowiodły istnienia Najdoskonalszego Istnienia. Dowód ten znany jest czytelnikom "nie samym tofu..." od czasu nachylenia się nad ankietą "Europy" w sprawie wiary, a w niej nad głosem profesora Baumana. Leci on (argument, nie głos) mniej więcej tak: im coś jest bardziej absurdalne, tym bardziej godne wiary, amen. Dzięki Bogu za  Tertuliana, on wszystko wyjaśnia.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7477928973357379688-8170391886722791674?l=niesamymtofu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niesamymtofu.blogspot.com/feeds/8170391886722791674/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7477928973357379688&amp;postID=8170391886722791674' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7477928973357379688/posts/default/8170391886722791674'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7477928973357379688/posts/default/8170391886722791674'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niesamymtofu.blogspot.com/2009/01/niedialogiczne-autobusy-i-samoznona.html' title='Niedialogiczne autobusy i samoznośna nieomylność'/><author><name>igor strapko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14083469287038651722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_3bSmgQzImms/STlOvfRJHUI/AAAAAAAALps/NFzs75Fn3uU/S220/P7130291.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_3bSmgQzImms/SX2kPV01hNI/AAAAAAAAL60/Xl0F2c9QgFA/s72-c/_45350460_bus_pa.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7477928973357379688.post-8778403798473171931</id><published>2009-01-16T09:45:00.032+01:00</published><updated>2012-01-29T19:40:13.418+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='publicystyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filozofia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='etyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prawa zwierząt'/><title type='text'>"Krytyka Polityczna" chce wyzwalać zwierzęta, ale się boi</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_3bSmgQzImms/SXR5Hl1O8bI/AAAAAAAALtI/yhGD4GEZ3tg/s1600-h/KP15_d.jpg"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5292988633388609970" src="http://3.bp.blogspot.com/_3bSmgQzImms/SXR5Hl1O8bI/AAAAAAAALtI/yhGD4GEZ3tg/s200/KP15_d.jpg" style="cursor: pointer; float: left; height: 200px; margin: 0pt 10px 10px 0pt; width: 142px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Kolejny występ zgodnie z deklaracją na temat zwierzęcego bloku tekstów w 15. numerze "Krytyki Politycznej". Blok ma tytuł "nie-ludzka polityka" i nie do końca jest "zwierzęcy". Jego tematem właściwym są wszelkiego typu podmioty lub wszelkie takie obiekty, o których można myśleć jako o podmiotach.  Z tej perspektywy rozważają autorzy numeru relacje typu człowiek-zwierzę, człowiek-przyroda, człowiek-maszyna, człowiek-ludzki płód (płód, czyli jeszcze-nie-człowiek). (Do tego wszystkiego Przemysław Czapliński dorzuca esej o "mięsności" Brach-Czajny i "Lubiewie" Witkowskiego, ale szczerze mówiąc nie mam pomysłu jak to się ma do tematu bloku. Może po prostu nie było lepszego miejsca w bieżącym numerze na ten kawałek.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Całość ma interesujące interludium wizualne: &lt;a href="http://the-artists.org/artist/Sanja_Ivekovic.html"&gt;Sanja Iveković &lt;/a&gt;prezentuje pracę "Oblicza języka", która składa się z par zdjęć, przedstawiających kobiety ze śladami dokonywanej na nich przemocy oraz samice różnych gatunków. Pary zdjęć łączą wspólne tytuły-opisy. Są to po prostu nazwy gatunkowe prezentowanych zwierząt, które - tak się jakoś kulturowo złożyło - w świecie międzyludzkich relacji służą również jako narzędzia do poniżania. Gęś, koza, krowa, kwoka, suka, kobyła. Artystka wydobywa na powierzchnie mechanizm głęboko zakonspirowany w katakumbach naszej kultury: żeby posiąść zdolność "niewinnego" stosowania przemocy wobec innego, należy go w pierwszym rzędzie odczłowieczyć. Człowiek - o czym wie każde dziecko wychowane na szacunku do pięcioksiągu (przy czym szacunek nie oznacza oczywiście znajomości) - jest najwyższą doskonałością ziemską. Wszystkie inne plugastwa plasują się po-niżej poziomu ludzkiego, na wzór samego Boga skleconego, majestatu. Poniżanie nie-ludzkich zwierząt to chleb codzienny &lt;span style="font-style: italic;"&gt;homo sapiens&lt;/span&gt;, to stara tradycja jest i stara filozofia. Imiona zwierząt doskonale zatem nadają się na usprawiedliwianie dokonywanej na innych przemocy, nie tylko kobiet: "polskie świnie", "niemieckie świnie", "żydowskie świnie", "gejowskie świnie". Tych świń jest w potocznym języku cała masa. Ciekawe, na ile ich status istot na trwale za-stygmatyzowanych ma rodowód biblijny, na ile zaś bierze się z utrwalonej praktyki traktowania tych zwierząt w ramach pospolitej gospodarki żywieniowej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zwierzęco-polityczne czytanie zaczyna się zaś od &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Kinga_Dunin"&gt;Kingi Dunin&lt;/a&gt;, która w tekście pt. "Czy empatia jest lewicowa?" na tytularne pytanie odpowiada że si. Państwo czytacie oczywiście polityczne konsekwencje takiego rozstrzygnięcia, nawet bez konieczności zaglądania do tekstu; jeśli empatia jest lewicowa, to prawica nie wie, co to empatia. Co to empatia (i altruizm - w tekście Dunin pojawia się także to pojęcie) nie wie też (neo)liberalny leseferyzm. Skoro etologia prawicy obrana jest z empatii, to w czym odnajduje ona swoje biologiczne podstawy? W "nienawiści i stadności"!&lt;br /&gt;"Na tych emocjach buduje swoją siłę konserwatywna prawica. Natomiast liberałowie z gamy dostępnych nam odczuć wybierają indywidualny egoizm".&lt;span style="font-style: italic;"&gt; &lt;/span&gt;(s. 62)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_3bSmgQzImms/SXBd01hJmSI/AAAAAAAALtA/B1LxhsnS2zY/s1600-h/pietrzykowski.jpg"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5291832724461033762" src="http://3.bp.blogspot.com/_3bSmgQzImms/SXBd01hJmSI/AAAAAAAALtA/B1LxhsnS2zY/s200/pietrzykowski.jpg" style="cursor: pointer; float: left; height: 195px; margin: 0pt 10px 10px 0pt; width: 150px;" /&gt;&lt;/a&gt;No cóż, manifestacja fajności genetycznego uposażenia lewicy i niefajności wad wrodzonych u politycznych oponentów robi wrażenie, wrażenie skandalu biologiczno-politycznego. Obawa jednak zachodzi, że wbrew najlepszym chęciom lewicy (w tym, a może zwłaszcza środowiska "Krytyki Politycznej") ani ona taka empatyczna, jak się jej wydaje (zwłaszcza w interesującej mnie tutaj sferze relacji ludzko-nieludzkich), ani prawica taka niewrażliwa. Przykłady na nieprawdziwość nieempatyczności prawicy: (1) zaangażowanie redakcji "Dziennika" w zagadnienia związane z ochroną środowiska, (2) niżej obgadany numer "Znaku", (3) happening Lecha Kaczyńskiego z wypuszczeniem wigilijnego karpia na wolność (choć z drugiej mani nie mam pewności, czy to nie zwykła kalka obłudnej szopki z darowaniem życia dziękczynnemu indykowi przez prezydenta U.S. Mam nadzieję, że Kaczyński był cokolwiek szczery), (4) w poprzednim występie wzmiankowana książeczka Tomasza Pietrzykowskiego &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Spór o prawa zwierząt, &lt;/span&gt;Katowice 2007, która za motto ma cytat z Isaaka B. Singera: "Wobec zwierząt wszyscy ludzie są nazistami, a świat niekończącą się Treblinką", a we wstępie której przeczytać możemy między innymi:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Rzetelny opis faktów, rzeczywistych sposobów traktowania zwierząt w codziennej praktyce przez wykorzystujące je gałęzie przemysłu wystarcza do tego, aby uświadomić sobie, że sprawa "wyzwolenia" zwierząt nie jest jedynie wydumanym pseudoproblemem odwracającym uwagę od naprawdę poważnych kwestii społecznych, ale elementarnym wyzwaniem moralnym, z jakim zmierzyć się musi każdy uczciwy i traktujący serio deklarowane przez siebie wartości człowiek, którego milczenie i brak zainteresowania stanowią w praktyce zgodę (jeśli nie współudział) na podtrzymywanie owej "niekończącej się Treblinki". (s. 13-14)&lt;/blockquote&gt;Albo zatem Pietrzykowski nie wie, że jest lewakiem, albo też empatia nie jest lewicowa, a najwyżej lewica bywa (okej, prawda, że znacznie częściej niż prawica) empatyczna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla naturalistycznego porządku tego bloga chciałbym dodatkowo przypomnieć, że empatia, stadność, altruizm, egoizm to nie metafizyczne maczety, którymi można machać w ramach walki politycznej, ale pojęcia z korpusu nauk przyrodniczych. A jeśli się jednakowoż uprawia nimi ideologię, to warto mieć na uwadze ich obosieczność. Ani egoizm nie jest taki straszny, jak się metafizycznym moralistom wydaje, ani empatia tak śnieżnobiała i przez stwórcę nadana. Wszystko to adaptacje i gonienie za replikacją.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.tokarczuk.wydawnictwoliterackie.pl/"&gt;Olga Tokarczuk&lt;/a&gt; jest autorką pomieszczonych w następnej kolejności "Masek zwierząt". Tekst zaczyna się od akapitu nawołującego do absolutyzacji zwierzęcego cierpienia:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Cierpienie człowieka łatwiej jest mi znieść niż cierpienie zwierzęcia. Człowiek ma swój własny, rozbudowany, rozgłoszony wszem i wobec ontologiczny status, co czyni go gatunkiem uprzywilejowanym. Ma kulturę i religię, żeby go w cierpieniu wspierały. Ma swoje racjonalizacje i sublimacje. Ma Boga, który go w końcu zbawi. Ludzkie cierpienie ma sens. Dla zwierzęcia nie ma ani pociechy ani ulgi, bo nie czeka go żadne zbawienie. Nie ma też sensu. Ciało zwierzęcia nie należy do niego. Duszy nie ma. Cierpienie zwierzęcia jest absolutne, totalne.  (s. 63)&lt;/blockquote&gt;W akapicie tym dokonuje się tym samym ostre szarpnięcie cuglami społecznej refleksyjności. Dotychczas bowiem ruch zbudowany na gruncie etyki wyzwolenia zwierząt ma spory kłopot w upowszechnianiu tezy o równoważności ludzkiego i zwierzęcego cierpienia (choć istnieje na ten temat mocna i z dnia na dzień wzmacniająca się wiedza naukowa) . Tymczasem Tokarczuk radykalnie, o 180 stopni, odwraca sytuację i głosi wyższość zwierząt w sztuce odczuwania bólu i cierpienia. Teza tyleż ciekawa, co kontrowersyjna. Zgoda, że zwierzęta kiedy cierpią to (najprawdopodobniej) cierpią bardziej, bo (najprawdopodobniej) nie znają przyczyn swego bólu. Nic tak wydatnie nie wzmacnia cierpienia, jak strach płynący z niewiedzy i bezsilności, która z tej niewiedzy wprost wynika. (Przy okazji przypomnę zainteresowanym, że o strachu jako składniku zwierzęcego cierpienia fajnie pisał Wajrak w omówionym niżej "Znaku".) Ale kształt, jaki sprawie nadaje Tokarczuk, jest niepokojący z tych samych względów, z jakich problem miałem wcześniej z Kingą Dunin: absolutyzacja cierpienia zwierząt może prowadzić do sprowadzania całej sprawy na metafizyczne manowce. Pisarka sprawę zwierzęcego cierpienia ubiera na starcie w mityczną postać. Nie mam pewności, czy taktycznie to najszczęśliwszy pomysł. Z drugiej strony rozumiem też, że Olga Tokarczuk może mieć w poważaniu rozważania strategiczne, nie po to jest się pisarką, by rozpisywać plany bitew.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Następnie następuje kilka akapitów tytułem wprowadzenia w historię pomysłów na status zwierzęcia na przestrzeni dziejów, od "przedsokratejskiej Grecji" poprzez św. Tomasza, Kartezjusza, Kanta, Benthama. Potem Tokarczuk na dłużej zatrzymuje się przy Peterze Singerze - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;najbardziej radykalnym współczesnym etyku&lt;/span&gt; znanym &lt;span style="font-style: italic;"&gt;z olśniewająco logicznych łańcuchów argumentów na rzecz praw zwierząt&lt;/span&gt; (s. 65) - głównie po to by, konstatując jego mocno racjonalistyczny wgląd w kwestię stosunków człowiek-zwierzę, skonfrontować go z prozwierzęcą literaturą &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/John_Maxwell_Coetzee"&gt;Johna Maxwella Coetzee'go&lt;/a&gt;, z "Żywotami zwierząt". Kiedy Singer w celu zmiany paradygmatu zaleca wytrwałą, analityczną pracę rozumu, Coetzee postuluje robotę na poziomie emocji i dokonanie całościowej zmiany światopoglądowej poprzez coś, co określa mianem "wglądu".&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Costello [fikcyjna bohaterka "Żywotów zwierząt" - reb.] zdaje się należeć do ludzi, którzy zobaczyli, uświadomili sobie, czy może lepiej byłoby powiedzieć  u j r z e l i  jakąś podstawową, przerażającą naturę świata, bo słowo "ujrzeć" zakłada jednorazowość, pojedynczość aktu percepcji. To, że jej nie dostrzegamy na co dzień, że nam umyka, że nie zastygamy w grozie, jest zdumiewające. Czy tak silnie działają mechanizmy obronne - te wszystkie potoczne, pragmatyczne argumenty, ale i także te, które znajdujemy na  przykład w pismach Kartezjusza i Tomasza z Akwinu? Czy to może zwykła ludzka obawa przed wstrząsem, nawyk percepcyjnego lenistwa, brak refleksji, komfort ignorancji?  Wystarcza nam po prostu to, że świat jest  d a n y, że jest, jaki jest. Lecz nasza percepcyjna bierność ma znaczenie moralne, ponieważ utrwala zło. Nie chcąc ujrzeć, stajemy się współuczestnikami zła i współwinnymi. Wysiłek moralny jest więc w istocie wysiłkiem poznawczym - musimy  u j r z e ć  w nowy, bolesny sposób. (s. 68-70)&lt;/blockquote&gt;Wreszcie, obok Singera i Coetzee'go - Costello, Tokarczuk wskazuje na Jane Goodall jako postać symbolizującą trzeci wariant drogi do zamiany antyzwierzęcego paradygmatu współczesności na prozwierzęcy w przyszłości.&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Singer podąża szerokim traktem - to droga dla wszystkich. Wszyscy mamy zdolność refleksji i umiemy posługiwać się rozumem. Jego rozumowanie można przeprowadzić tak, żeby stało się dostępne dla ludzi różnych kultur i w różnym wieku. Wyobrażam sobie też wersję dla dzieci, które mają w szkole zajęcia z etyki [zwłaszcza że jest już dostępna po polsku odpowiednia literatura, w której to roli występuje pierwszy rozdział pierwszego tomu "Wycieczek filozoficznych" Stephena Lawa - reb.].&lt;br /&gt;Droga Costello jest węższa, czego ona sama jest całkowicie świadoma. Dlaczego to, co dla jednych wydaje się odrażające i straszne, innych zupełnie nie porusza? Może jesteśmy psychicznie inaczej skonstruowani, może przeżywamy świat na różnych poziomach, może nasza wrażliwość jest wrodzona i nie da się wytrenować. Może w końcu nie każdy ma zdolność do empatii i wielu ludzi po prostu nie rozumie, o czym mówi ta starsza i w końcu nieistniejąca pisarka.&lt;br /&gt;I wreszcie Jane Goodall - to wąziutka ścieżka zarezerwowana dla tych, którzy mają wrażliwość, zmysły, rozum i uczciwość, żeby przeniknąć uprzedzenia i iluzje. Spojrzeć przez te dziwne maski [maski zwierząt - reb.] i ujrzeć tam inne, niepojęte i bliskie nam istoty, jakimi są zwierzęta. (s. 76)&lt;/blockquote&gt;Tak się kończy esej Tokarczuk, a zakończenie to być może ma pewną wartość poznawczą, choć nie jestem co do tego przekonany. Jeżeli jednak ma, to taką, że wyjaśnia, dlaczego to Peter Singer a nie kto inny (nie kto inny z listy Tokarczuk w każdym razie) patronuje ruchowi wyzwolenia zwierząt. Bez względu bowiem na to, jakie każden z nas ma uposażenie mentalne, cel ruchu jest polityczny i rewolucyjny. A politykę uprawiać należy poprzez oranie beretów możliwie szerokim nalotem dywanowym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sławomir Masłoń publikuje tekst pt. "Rozum i jego antypody: Coetzee, Singer i prawa zwierząt". Czyli, z grubsza, na ten sam temat co poprzedniczka. Szkoda, że redakcja dopuściła do takiego dubla, choć tekst Masłonia (autora przygotowywanego przez KP &lt;a href="http://www.krytykapolityczna.pl/Przewodniki-Krytyki-Politycznej/Coetzee-Przewodnik-Krytyki-Politycznej/menu-id-110.html"&gt;Przewodnika nt. Coetzee'go&lt;/a&gt;) cokolwiek bardziej niż u Tokarczuk odrywa się od tytularnych nazwisk i stanowisk, kombinując refleksyjnie po swojemu. Kombinacje te są formalnie momentami ciężkostrawne, a i merytorycznie bywają irytujące. Oto jak Masłoń definiuje &lt;span style="font-style: italic;"&gt;sedno problemu z Ruchem Wyzwolenia Zwierząt&lt;/span&gt;:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Wbrew temu, co twierdzi Singer, że jest to ruch polityczny, a wegetarianizm i weganizm to metody bojkotu najwyższej w dzisiejszych czasach władzy, czyli rynku, jest to ideologia status quo, która dążąc do zmiany naszych zwyczajów żywieniowych, pragnie, by wszystko inne zostało po staremu. (...) Zwierzęta są traktowane jak rzeczy przede wszystkim nie dlatego, że ludzie mają głupie (nieracjonalne)  zwyczaje, lecz dlatego, że są własnością prywatną (a pamiętamy, że jest ona święta), zaś najwyższą formą racjonalności kapitalizmu jest zysk. (...) Dlatego nie przypadkiem u Singera to właśnie  k o n s u m p c j a  (zmiana jadłospisu) zastępuje politykę - mamy tu do czynienia z ruchem, który z góry podporządkował się rozumowi rynku, którego konsumpcja jest sednem i najświętszym obowiązkiem, bo "nie ma innej alternatywy". (s. 85-86)&lt;/blockquote&gt;(Z cytaty wyciąłem przydługi fragment, mający stanowić w założeniu przykład na błądzenie Singera jako skrytokapitalistycznego reakcjonisty. Przykład dotyczył słabości argumentu za powszechnym wegetarianizmem z głodu na świecie, wynikającego z marnotrawienia roślinnych zasobów żywnościowych na produkcję mniej wydajnego energetycznie per saldo mięsa i nabiału. Sam zarzut wobec tego argumentu wydaje się być trafny, natomiast co to ma do rzeczy względem &lt;span style="font-style: italic;"&gt;sedna problemu z Ruchem Wyzwolenia Zwierząt &lt;/span&gt;nie bardzo rozumiem.)&lt;br /&gt;A zatem, twierdzi Masłoń, ruch wyzwolenia zwierząt nie jest ruchem politycznym, ponieważ nie uderza w podstawy panującego reżimu gospodarczego. Jest ruchem &lt;span style="font-style: italic;"&gt;ideologii status quo&lt;/span&gt;. Zamiast znosić kapitalizm, dąży do zmiany wewnątrz systemu. Dlatego, jak się pisło, nie jest to ruch polityczny.&lt;br /&gt;Cisną się liczne zarzuty.&lt;br /&gt;1. Odnotowuję powyższe wnioskowanie jako groteskowy przykład na nietrafność intuicji Kingi Dunin w kwestii empatyczności lewicy. Dla Masłonia problem nie tkwi w niepotrzebnie (ale z zyskiem, i dlatego) reprodukowanym cierpieniu milionów zwierząt. Jego problem to forsowanie ideologii. Ma śmiałość oceniać ruch wyzwolenia zwierząt jako ruch obrony &lt;span style="font-style: italic;"&gt;status quo&lt;/span&gt; i negować jego funkcję polityczną właśnie dlatego, że nie mieści się on w ramach przyjętego przez  Masłonia ideologicznego obramowania. Gdzie jest ta, ponoć typowo lewacka, empatia w Masłoniowym kombinowaniu? Nie ma jej za grosz.&lt;br /&gt;2. Masłoń, który po całości osądza ruch &lt;span style="font-style: italic;"&gt;pro-animals  &lt;/span&gt;jako "niepolityczny" bo nie antykapitalistyczny, wydaje się zupełnie nie rozumieć, ba!, nawet nie znać czegoś, o czym peroruje. Bo ruch wyzwolenia zwierząt to nie tylko i (dziś już nawet) nie przede wszystkim Singerowska "biblia pro-animalsiarza". To oddolny ruch oporu, walczący właśnie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;wbrew &lt;/span&gt;(a nie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;w myśl&lt;/span&gt;) rynkowej zasadzie, uznającej zwierzęta za własność. Dlatego właśnie ruch ten - którego najbardziej znanym radykalnym ramieniem jest siatka lokalnych grup &lt;span style="font-style: italic;"&gt;direct action: &lt;a href="http://www.animalliberationfront.com/"&gt;Animal Liberation Front&lt;/a&gt; -&lt;/span&gt; nazywa się ruchem &lt;span style="font-style: italic;"&gt;wyzwolenia &lt;/span&gt;zwierząt, nie zaś ruchem ich &lt;span style="font-style: italic;"&gt;wykradania&lt;/span&gt;.  Jak pisze &lt;a href="http://www.drstevebest.org/Essays/TheNewAbolitionism.htm"&gt;tutaj &lt;/a&gt;Steven Best,&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Animal liberation is the culmination of a vast                  historical learning process whereby human beings gradually realize                  that arguments justifying hierarchy, inequality, and discrimination                  of any kind are arbitrary, baseless, and fallacious. Moral progress                  occurs in the process of demystifying and deconstructing all myths - from ancient patriarchy and the divine right of kings to Social                  Darwinism and speciesism - that attempt to legitimate the domination                  of one group over another. Moral progress advances through the                  dynamic of replacing hierarchical visions with egalitarian visions                  and developing a broader and more inclusive ethical community.                  Having recognized the illogical and unjustifiable rationales used                  to oppress blacks, women, and other disadvantaged groups, society                  is beginning to grasp that speciesism is another unsubstantiated                  form of oppression and discrimination.  &lt;/blockquote&gt;No właśnie, czy ruch abolicjonistyczny nie jest z założenia ruchem politycznym? Czy "być politycznym" znaczy po prostu "być antykapitalistycznym"? Jakie status quo zachować chce ruch &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Animal Liberation&lt;/span&gt;, skoro od fundamentów jest to ruch rewolucyjny, zmieniający (starający się zmieniać) stosunki społeczne na globalną skalę? Masłoń nie rozumie, że cele ruchu prozwierzęcego są po prostu odrębne względem celów szeroko rozumianej lewicy. Ruch wyzwolenia zwierząt nie traktuje zniesienia kapitalizmu jako własnej ziemi obiecanej. Ruch wyzwolenia zwierząt - proszę to sobie spróbować wyobrazić - dąży do wyzwolenia zwierząt, niczego innego, a spór z kapitalizmem rozpatruje (może rozpatrywać) jako mniej lub bardziej skuteczne narzędzie abolicjonistycznej rozpierduchy, albo nawet jako warunek możliwości tej ostatniej. Z perspektywy prozwierzęcego abolicjonisty Masłoń, który nie dąży do wyzwolenia zwierząt, a jedynie do zniesienia własności jest nie tylko niebezpiecznym utopistą, ale okazać się może jedynie apolitycznym apologetą status quo.&lt;br /&gt;Masłoń osądza Singera jako ideologiczne koło zamachowe kapitalistycznej strategii: przecież Singer namawia do konsumowania! Konsumowania inaczej, ale jednak konsumowania! Reżim zaciera ręce, a Masłoń drwi z Singera, że dał się wciągnąć w promocję kapitału, że zamienił politykę na "zmianę jadłospisu". Ta drwina najwyraźniej sugeruje, że według Masłonia istnieje życie poza konsumpcją. Skoro tak, to nawet lepiej. Niech konsekwentnie postępuje tą drogą, a być może udowodni światu, że nie tylko nie trzeba zjadać świń, ale marchwi takoż, jestem za!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Że temat, na który pisze, zna Masłoń słabo i najpewniej nie przeczytał nawet istotniejszych tekstów opublikowanych po polsku, wychodzi na jaw także tu:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Prawa zwierząt nie są, ściśle rzecz biorąc, prawami zwierząt, ponieważ ich źródłem nie mogą być zwierzęta. Prawo nie jest czymś, co obiektywnie istnieje, lecz powstaje przez domaganie się go, a zatem skoro to ludzie domagają się praw dla zwierząt, są to właściwie prawa człowieka, nie zwierząt. (s. 87)&lt;/blockquote&gt;Truizm dotyczący nieobiektywnego charakteru prawa nie przeczy w żadnym razie możliwości posiadania praw przez zwierzęta. Co więcej, umowność jako fundament instytucji prawa gwarantuje zwierzętom ich posiadanie. Umówiliśmy się bowiem co do tego, że podstawowym warunkiem możliwości ustanowienia podmiotu prawa jest posiadanie przezeń interesów. Ostatecznie to ich łamanie jest przedmiotem zainteresowania instytucji prawa.&lt;br /&gt;Co do niemożności domagania się przez zwierzęta własnych praw, to bez dokonywania szczególnych odkryć zauważę, że również niemowlęta i osoby psychicznie chore nie potrafią się domagać praw dla siebie, co, mam nadzieję, w oczach Masłonia nie przesądza o niczym szczególnym. Problematyka związana z ideą praw zwierząt omawiana jest szeroko w 18. zeszycie "Etyki" z 1980 roku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Następna w kolejce do czytania stanęła Agata Czarnecka z tekstem pt. "Pornowegetarianizm". Tej autorce empatii akurat odmówić nie sposób. Empatii, ni zdolności analitycznych. Na pytanie, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;co to znaczy jeść mięso? &lt;/span&gt;odpowiada tak oto:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Seria niedostrzegalnych (czy raczej: nie dostrzeganych) decyzji poprzedzających zamówienie potrawki z królika, flaków czy steku obejmuje: pomysł na to, że to mi dobrze zrobi; decyzję, że argument, iż coś mi dobrze zrobi, uprawnia mnie do podjęcia działań na rzecz pozyskania tego czegoś; rozróżnienie gatunków (nawet człowiek-kanibal, jedząc innego człowieka, doskonale wie, co robi, i wiedza ta dodaje smaku potrawie, podobno samej z siebie raczej mdłej); ustawienie swojego gatunku wyżej i uzurpację władzy nad życiem i śmiercią innych gatunków; decyzję, żeby władzy tej użyć; decyzję, że ktoś to powinien zrobić za mnie, abym nie widział/a szeregu krwawych konsekwencji mojej własnej krwiożerczości; przyznanie władzy nad życiem zwierzęcia temu, kto bierze odpowiedzialność za jego śmierć. (s. 90)&lt;/blockquote&gt;Czarnecka cokolwiek bałamuci czytelnika, kiedy konstruuje klasyfikację wegetarian, wyszczególnia "wegetarian przeciwko chlewniom" (rozumiem, że chodzi o protest przeciw wielkim "fabrykom zwierząt", bo jeśli nie o to, to nie wiem o co, ale mniejsza z tym) i pisze o nich, co następuje: "wegetarianie tego typu zwykle nie mają nic przeciwko dziczyźnie lub rybom niehodowlanym" (s. 92). Krew się w człowieku burzy, kiedy czyta takie historie. &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Wegetarianizm"&gt;Wegetarianizm według wiki&lt;/a&gt; to "rodzaj diety charakteryzujący się wyłączeniem z posiłków produktów pochodzenia mięsnego i ew. jaj lub nabiału z pobudek moralnych, etycznych bądź zdrowotnych". I może tego się trzymajmy, naprawdę. Bo za chwilę okaże się, że wszyscy bez wyjątku od dawna jesteśmy wegetarianami, tylko o tym nie wiedzieliśmy.&lt;br /&gt;Poza powyższym kwiatem nie jest źle, w każdym razie nie sposób nie zgodzić się z tezą artykułu:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Popularne postawy wegetariańskie najczęściej rozpoznają jedną z dwóch form władzy - stanowią wyraz protestu albo wobec kaźni, skazywania zwierząt na śmierć, albo wobec przemysłu hodowlanego, skazywania zwierząt na przygotowane dla nich życie. Weganizm lub radykalne formy wegetarianizmu (jedzenie jajek wyłącznie z oznaczeniem "0", spożywanie wyrobów z mleka koziego lub owczego), zastosowane na szeroką skalę, wymagać będą radykalnej przemiany systemów żywienia i wraz z nimi całej gospodarki - bez tego mogłyby okazać się zgubne z punktu widzenia postępów sprawiedliwości społecznej. Niemniej jednak być może są jedyną szansą dekonstrukcji obu wektorów władzy nad zwierzętami, władzy nad śmiercią i władzy nad ich życiem. (s. 94)&lt;/blockquote&gt;W ostatniej części pracy autorka przenosi projekt wegetariańskiego bojkotu konsumenckiego na problem "przemysłu pornograficznego", który - tak jak przemysł mięsny i mleczarski - "prawie zawsze jest potężną machiną władzy i przemocy". Temat na oddzielne opracowanie, nie zaś na trójakapitowy ustęp, którego być może główną funkcją jest uzasadnienie dla mocnego estetycznie tytułu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejny tekst: &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Donna_Haraway"&gt;Donna Haraway&lt;/a&gt;, "Zwierzęta laboratoryjne i ich ludzie". Czyta się to okropnie, jak wszystkie teksty amerykanów kopiujących francuską manierę w uprawianiu humanistyki. Po krótce: rzecz jest o wiwisekcji. Autorka stara się ustanowić nowy wzór relacji między ludźmi a zwierzętami laboratoryjnymi. Wedle tego wzoru zwierzęta traktowane mają być jako "pracujące podmioty" (s. 112). Laboranci nie wykorzystują wówczas zwierząt, ale ich "używają" i z nimi "pracują". Kategoria pracy, dowodzi Haraway, pozwala w nowy sposób spojrzeć na problem zadawania bólu, cierpienia i śmierci zwierzętom laboratoryjnym.&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Podejrzewam, że większą szansę zbudowania odpowiedzialności za inne zwierzęta i wobec nich daje pogłębienie kategorii pracy niż kategorii praw, z ich nieodzownym uwikłaniem w podobieństwo, analogię, rachunek i honorowe członkostwo w rozszerzonej abstrakcji Człowieka. (...) Branie zwierząt poważnie jako pracowników (...) jest prawdopodobnie czymś nowym i może pozwoli nam zatrzymać maszyny do zabijania. (s. 105)&lt;/blockquote&gt;Kłopot polega na tym, że autorka zdaje się nie szukać drogi do powstrzymania "maszyn do zabijania". Szuka odpowiedzi na dużo mniej ambitne pytanie: "w jaki sposób wielogatunkowe praktyki pracy laboratoryjnej mogą być mniej zabójcze, mniej bolesne i bardziej nasycone wolnością dla wszystkich pracowników?" (s. 109) Szuka, szuka, i według mnie niczego sensownego nie odkrywa. Za to, zwyczajem większości mięsożernych humanistów troszczących się o interesy zwierząt bardziej, niż wegetarianie, podważa sens odrzucenia mięsa/nabiału z diety:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Jakkolwiek byśmy próbowali się odciąć od tego faktu, nie istnieje sposób życia, który nie pociągałby za sobą śmierci kogoś - nie tylko "czegoś". Weganie nie są od tego dalsi niż ktokolwiek inny, a ich wysiłek nastawiony na unikanie jedzenia lub ubierania się w produkty zwierzęce sprowadziłby większość zwierząt domowych do pozycji muzealnie chronionego dziedzictwa albo skazałby je na gatunkową i indywidualną zagładę. (s. 112)&lt;/blockquote&gt;A zatem: mało że prokapitalistyczny, utrzymujący status quo, to do tego działający wbrew interesom zwierząt! Jedzenie zwierząt jako forma troski o ich "gatunkowe i indywidualne" przetrwanie - to kocham! (W kolejnym zdaniu po cytowanych autorka dodaje: "Nie przeczę, że wegetarianizm, weganizm i sprzeciw wobec eksperymentów na czujących zwierzętach mogą być przekonującymi stanowiskami w obrębie feminizmu. Nie zgadzam się jednak, aby stanowiły feministyczny Dogmat". Rozumiem że  spójność feministycznej tożsamości jest dla Haraway stawką znacznie wyższą, niż wgląd w jakość życia czujących istot.)&lt;br /&gt;Następnie Krytyka podaje fragmenty książki &lt;a href="http://www.agamben.pl/"&gt;Giorgio Agambena&lt;/a&gt; pt. "Otwarte" w tłumaczeniu Agaty Groszek. Książkę pewnie zrobię w całości (przygotowuje ją do wydania Universitas) i naonczas na jej temat wystąpię, więc tutaj, tak dla smaka, jednen krótki cyt:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Tylko dlatego, że coś takiego jak życie zwierzęce zostało wydzielone wewnątrz człowieka, że dystans i bliskość zwierzęcia zostały zmierzone i rozpoznane przede wszystkim w tym, co najbardziej intymne i własne, można przeciwstawić człowieka innym żywym istotom i jednocześnie stworzyć złożoną - i nie zawsze budującą - ekonomię relacji między ludźmi a zwierzętami.&lt;br /&gt;(...) pytanie, w jaki sposób - wewnątrz człowieka - człowiek został oddzielony od nieczłowieka a zwierzę od tego, co ludzkie, jest bardziej palącym zadaniem niż zajmowanie stanowiska w wielkich debatach o rzekomych wartościach i prawach człowieka. (s. 125-126)&lt;/blockquote&gt;&lt;a href="http://bendyk.blog.polityka.pl/?p=580"&gt;Edwin Bendyk&lt;/a&gt; w tekście pt. "Człowiek - tytan" pisze o poszerzaniu pola podmiotowości w obie strony, to jest w stronę przed-ludzkich zwierzęcości oraz post-ludzkich maszyn. Pisze o tym, bo pisać o tym trzeba, skoro "wydajność nowoczesnego, liberalnego dyskursu biopolitycznego, opartego na naukowo uzasadnionych normach określających status osoby i przysługujący jej zakres podmiotowości, załamuje się" (s. 140) I słusznie się załamuje.  Dlatego "czas postawić pytanie o możliwość projektu politycznego, który umożliwiałby artykulację interesów nie tylko ludzi, lecz także podmiotów mających w dyskursie nowoczesnym status &lt;span style="font-style: italic;"&gt;obiektów milczących&lt;/span&gt;" (s. 148). To jest pytanie z którym zmaga się Bruno Latour, rozwijając "projekt Polityk Natury, który polegałby na odnowieniu koncepcji demokracji przez jej otwarcie na artykulację innych, nie-ludzkich interesów" (s. 148).&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Rozszerzenie kolektywu społecznego na nie-ludzkie obiekty nie ma polegać na tym, by zwierzęta, ludzie i roboty siedli przy jednym stole. Ma polegać na odnowieniu idei demokracji przedstawicielskiej, czyli umożliwieniu artykulacji interesów uczestników kolektywu przez reprezentantów zdolnych przedstawić historie swoich interesariuszy. (s. 148)&lt;/blockquote&gt;Jestem bardzo ciekaw, jak ten plan uzasadniany jest teoretycznie w &lt;a href="http://sklep.krytykapolityczna.pl/sklep/catalog/product_info.php?cPath=35&amp;amp;products_id=134"&gt;książce Latoura&lt;/a&gt;, do której wydania szykuje się Krytyka Polityczna.&lt;br /&gt;Temat poruszony przez Bendyka rusza następnie Maciej Gdula w tekście "Nie-ludzcy sojusznicy". Nie mam mu nic do zarzucenia, ale i nic szczególnie ważkiego do skomentowania, dlatego kończę, dziękując uprzejmie wszystkim doczytującym do tego miejsca i spadam przekąsić pajdę chleba z pasztetem z selera i pestek dyni, nagrodzonym laurem smarowidła roku 2008.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7477928973357379688-8778403798473171931?l=niesamymtofu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niesamymtofu.blogspot.com/feeds/8778403798473171931/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7477928973357379688&amp;postID=8778403798473171931' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7477928973357379688/posts/default/8778403798473171931'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7477928973357379688/posts/default/8778403798473171931'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niesamymtofu.blogspot.com/2009/01/krytyka-polityczna-chce-wyzwala.html' title='&quot;Krytyka Polityczna&quot; chce wyzwalać zwierzęta, ale się boi'/><author><name>igor strapko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14083469287038651722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_3bSmgQzImms/STlOvfRJHUI/AAAAAAAALps/NFzs75Fn3uU/S220/P7130291.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_3bSmgQzImms/SXR5Hl1O8bI/AAAAAAAALtI/yhGD4GEZ3tg/s72-c/KP15_d.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7477928973357379688.post-5615755830182089140</id><published>2009-01-10T09:13:00.022+01:00</published><updated>2009-01-14T00:38:10.811+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='publicystyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filozofia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='etyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prawa zwierząt'/><title type='text'>Biedny chrześcijanin patrzy na cierpienie zwierząt</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_3bSmgQzImms/SWsVYEDsu3I/AAAAAAAALsA/UsizHKiwGnk/s1600-h/okladka637s.gif"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 137px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_3bSmgQzImms/SWsVYEDsu3I/AAAAAAAALsA/UsizHKiwGnk/s200/okladka637s.gif" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5290345690427079538" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Dawno, dawno temu, w zaprzeszłym stuleciu i systemie, w roku 1980 ukazał się 18 numer "Etyki" w całości poświęcony stosunkom ludzko-zwierzęcym (wśród autorów m.in. &lt;a href="http://www.princeton.edu/%7Epsinger/"&gt;Peter Singer&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Tom_Regan"&gt;Tom Regan&lt;/a&gt;, Ija Lazari-Pawłowska, Jacek Hołówka). Według mej wiedzy od tamtego czasu aż do zupełnego niedawna żaden tytuł piśmienniczy nie poświęcił wrażej kwestii tyle miejsca na swoich łamach. 2008 rok przyniósł za to aż dwa solidne bloki tekstów dotyczących relacji ludzko-zwierzęcych w dwóch różnych (nominalnie, światopoglądowo i politycznie) tytułach. Idzie o czerwcowy "Znak" (&lt;a href="http://www.miesiecznik.znak.com.pl/637/spis.html"&gt;"O cierpieniu zwierząt", nr 637&lt;/a&gt;) oraz 15 numer "Krytki Politycznej" (&lt;a href="http://www.krytykapolityczna.pl/Nr-15-2008-nieludzka-polityka/kp15-spis-rzeczy/menu-id-27.html"&gt;"Nie-ludzka polityka"&lt;/a&gt;). Dziś występ o pierwszym bloku, na dniach o drugim.&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Zwierzęcy "Znak" rozpoczyna historyczny tekst Janusza Tazbira pt. "Ludzie przeciwko zwierzętom", dotyczący &lt;span style="font-style: italic;"&gt;s&lt;/span&gt;posobu traktowania zwierząt w człowieczej historii oraz jego teoretycznych i światopoglądowych podstaw. Profesor, mimo że w "Znaku", nie owija w bawełnę, punktując wpływ judaistycznej i chrześcijańskiej dogmatyki na usprawiedliwianie okrucieństwa wobec "braci mniejszych". &lt;span style="font-style: italic;"&gt;W całej Biblii - &lt;/span&gt;pisze -&lt;span style="font-style: italic;"&gt; z wielkim trudem dałoby się odszukać miejsca, w których zabrania ona, choćby w pośredni sposób, dręczenia zwierząt&lt;/span&gt;. Do tego &lt;span style="font-style: italic;"&gt;chrześcijaństwo, przyznając ludziom duszę (i związany z nią byt pośmiertny), pogłębiło tylko przepaść pomiędzy nimi a zwierzętami. (&lt;/span&gt;s. 18) Niby to żadne nowiny dla kogoś choćby pobieżnie zainteresowanego tematem, a jednak wrażenie robi wielkie fakt opublikowania podobnych treści na kartach katolickiego periodyku. Pewnie, że "Znak" to jednak "Znak" i że na łamach "Niedzieli" czy "Frondy" tego typu liberalnych wynaturzeń nigdy się nie doczekam (to by był dopiero postmodernizm!). Jednakowoż mam wrażenie, że postęp postępuje; że przedefiniowanie relacji ludzko-zwierzęcych to kwestia, która czeka tuż za winklem na dopust w ramy Jaśnie Nam Panującego Dyskursu Publicznego - ramy znacznie szersze niż te pofundowane przez najbardziej nawet rozspekulowane lewackie fink-tanki. (Inna podstawa tej odważnej nadziei:  książeczka "Spór o prawa zwierząt" autorstwa Tomasza Pietrzykowskiego, o którym to autorze można powiedzieć różne rzeczy, ale nie to, żeby miał sympatyzować z jakkolwiek definiowaną lewicą.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wróć do tekstu Tazbira. Poza kilkoma oczywistościami typu wyżej wynotowanych (które jednakowoż wciąż nie są wystarczająco oczywiste i dlatego warto je powtarzać) niesie Ci on wiele interesujących relacji na temat skali zjawiska permanentnej wojny ludzi przeciwko zwierzętom. Dla przykładu akapit na temat głęboko uduchowionego - w każdym razie wynikającego z pewnych rozstrzygnięć duchowej natury - stosunku człowieka do kota jako wcielenia zła wszelkiego:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;W wielu krajach palono koty w środę popielcową oraz w dzień św. Jana, a w święto Wniepowstąpienia zrzucano je z wieży kościelnej (to ostatnie działo się również w Polsce). We Francji worek lub kosz z kotami wieszano nad stosem, który następnie zapalano. To okrutne widowisko, organizowane 24 czerwca (w dzień św. Jana) trwało od czasu rządów Ludwika XI (1461) co najmniej do początków XVIII stulecia. Zaszczycali je swoją obecnością kolejni władcy , zazwyczaj w towarzystwie delfinów. Aby sprawić synkom przyjemność, pozwalali im właśnie rozniecić ogień. Jedno z tych okrutnych, w naszych oczach, widowisk pozostawało w pewnym związku z historią Polski. Mianowicie, 24 czerwca 1573 roku Karol IX, dla uczczenia elekcji Henryka Walezego na tron Rzeczypospolitej, osobiście zapalił stos, na którym spłonęły dwa tuziny kotów oraz lisów. (s. 22-23)&lt;/blockquote&gt;Z takich i tym podobnych historycznych epizodów sklecony jest ten ciekawy esej, rzucając dodatkowe, ściśle historyczne światło na historyczno-filozoficzne analizy relacji ludzko-nieludzkich, jakich znaleźć można wiele już nawet po polsku, a po obcemu tym bardziej. Po cichu liczę, że artykuł Tazbira zamieszczony w "Znaku" to zaczątek/wyjątek z przygotowywanej przez Profesura szerokiej monografii. Byłoby super móc zrobić taką książkę historyczną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobra, Tazbir przeminął, a za nim nastąpiła czarna dziura albo chociaż sporej wielkości, bo z dwóch niekrótkich tekstów składający się, uskok teoretyczno-pisarski. Wacław Hryniewicz (mam wrażenie, że kiedyś gdzieś czytałem ciekawe teksty tego autora)  w "Chrześcijaństwie a świecie przyrody" oraz Wacław Michalczyk w "Świętym Franciszku z Asyżu i stworzeniach" zaserwowali bezbronnemu czytelniku taką dawkę teologiczno-blubrystycznej paplaniny, że nietrudno o niestrawność. Nie, nie, nie w tym rzecz, że teologia, bo i teologia - wyobrażam sobie - może być ciekawa merytorycznie a tym bardziej interesująca formalnie. Panowie przesłali jednak do "Znaku" teksty jak nic przygotowane na jakąś nudną konfę, na której nikt niczego nie słucha, nikt niczego nie chce powiedzieć, na której - poza rytualnym odczytywaniem odczytów - nic się nie dzieje, a najmniej na poziomie idei i ich wymiany. Do tego wszystkiego Hryniewicz zaprzepaszcza dobre wrażenie po lekturze Tazbira, przecząc onym oczywistościom nie dość oczywistym i dlatego wartym powtarzania. Przeczy im i cofa nazbyt dobre mniemanie o redakcji miesięcznika. Wydawało się w trakcie Tazbira, że "Znak" jest w kwestii człowieko-zwierzęcej dojrzały, a po Hryniewiczu wychodzi, że jedynie pluralistyczny, co żadną szczególną zaletą w dobie hegemonii pluralizmu nie jest.&lt;br /&gt;Dobra, dobra, ale o czym mowa? Ano o tym na przykład: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Biblia nie usprawiedliwia bezwzględnej i bezlitosnej postawy człowieka wobec reszty stworzenia&lt;/span&gt;. (s. 31) Jak nie usprawiedliwia, skoro usprawiedliwia? Według Hryniewicza to nie Biblia jest zła dla zwierząt, ale źli są/byli dla tych ostatnich kanoniczni interpretatorzy Dobrej Księgi. No nie wiem, może mam trefny egzemplarz Biblii. Nie zamierzam zresztą kłócić się o fakty. Hryniewiczowi w każdym razie oddaję dobre intencje, którymi wybrukowana jest jego naiwna moim zdaniem i cokolwiek naciągnięta lektura obu Testamentów. Jeszcze chętniej oddaję mu poczucie odpowiedzialności - jako chrześcijanina - za stan rzeczy kształtowanej przez wieki:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Biblijna wiara w stworzenie świata nie może być usprawiedliwieniem bezwzględnego władztwa człowieka nad przyrodą. Biblia nie przekazuje polecenia bezlitosnego opanowania ziemi. Fałszywy okazuje się szeroko rozpowszechniony w świadomości chrześcijańskiej pogląd, że słowa Księgi Rodzaju (1,28) nakładają na człowieka obowiązek nieograniczonego panowania nad ziemią i przyrodą. Tradycyjna teologia zachodzniego chrześcijaństwa głosząca owo &lt;span style="font-style: italic;"&gt;dominium terrae&lt;/span&gt; ponosi co najmniej część współwiny za obecny kryzys ekologiczny. (s. 31)&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;Amen.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po dwóch tekstach słabych zdecydowanie (które, mam wrażenie, za czasów świetności "Znaku" nie miałyby szans się w onym ukazać) jest już tylko lepiej. Barbara Chyrowicz publikuje historię pt "Cierpienie ludzi - cierpienie zwierząt" i historia ta mieści w sobie spory ładunek filozoficznej refleksyjności. Teza: ludzie cierpią i zwierzęta cierpią, ale zwierzęta cierpią mniej. Dlaczego mniej? Bo inaczej istnieją i ich sposób na istnienie impregnuje je na cierpienie właściwe jedynie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;homo sapiens. &lt;/span&gt;Istnienie zwierząt jest zwierzęce, istnienie ludzi - osobowe. Byty osobowe to bez wyjątku byty ludzkie. Nie wiadomo, na czym Autorka osadza swoje przekonanie w tym temacie, ale już (na czymkolwiek) osadzone nie dopuszcza do głosu żadnych wątpliwości:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Ból zadawany zwierzętom przez ludzi nie znajduje usprawiedliwienia, bo w odniesieniu do oprawcy nie znajduje wystarczającej racji, a w odniesieniu do ofiary - żadnej. Nie sądzę jednak, by człowiek nie miał prawa wykorzystywać zwierząt do swoich celów. Zwierzę nie jest przedmiotem, nie jest też osobą. Stanowi wartość nie przez wzgląd na to, że może się człowiekowi do czegoś przydać, lecz z uwagi na to, że istnieje. Istnienie zwierząt różni się jednak od istnienia ludzi. (s. 61)&lt;/blockquote&gt;Pal sześć nie-osobowy status zwierząt (dodatkowo pal dwanaście niespójność wyżej wyrażonego poglądu Autorki z pomieszczonym w dalszej części tekstu stwierdzeniem: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;mamy prawo przypuszczać, że wyższe gatunki zwierząt mają jakąś formę swojego "ja", która łączy ich przeżycia i stanowi podstawę zindywidualizowania)&lt;/span&gt;, coś innego zadziwia w powyższym wnioskowaniu. Człowiek, wynika z niego, ma prawo do wykorzystywania zwierząt do swoich celów mimo, że nie znajduje usprawiedliwienia dla zadawania im bólu. Jak pogodzić jedno z drugim? Czy w obliczu niemożności usprawiedliwienia zadawania cierpienia zwierzętom wystarcza autorce kontrowersyjne (z psychoewolucyjnej perspektywy) uznanie ich bez-osobowości, by moralnie uprawomocnić ból, cierpienie i wyzysk nie-ludzkich nie-osób? Wcale nie jest to tani zarzut, a raczej pytanie o możliwość usprawiedliwienia zastanego porządku relacji człowiek-zwierzęta przy jednoczesnym podważeniu chrześcijańsko-kartezjańskich podstaw teoretycznych tego porządku. I nawet jeśli rzeczywiście nie sposób przyznać zwierzęciu statusu osoby (która to niemożność nie jest przecież przesądzona, a wręcz przeciwnie, obecnie naukowcy jawnie sugerują adekwatność osobowego charakteryzowania zwierząt) to odrzucenie perspektywy uprzedmiotawiającej je siłą rzeczy wymusza etyczną reinterpretację wszelkich relacji międzygatunkowych z człowiekiem jako graczem dominującym.&lt;br /&gt;Chyrowicz nie umie usprawiedliwić zadawania cierpienia zwierzętom. Usprawiedliwia jednak wykorzystywanie zwierząt przez człowieka dla jego pożytku. Jakoś udaje jej się przejść do porządku nad kwestią usprawiedliwienia prawa do wykorzystywania zwierząt, które zazwyczaj wiąże się z nieusprawiedliwionym zadawaniem im cierpienia. Pisze, że zwierzęta istnieją inaczej  od ludzi i, co wynika z dalszej lektury, jest to dla niej okoliczność przesądzająca kwestię etyczności wyzysku zwierząt przez człowieka.&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Każdy człowiek jest jak "biały kruk", jego życie jest jedyne, bezcenne, niepowtarzalne. Każdy z nas ma doświadczenie swojej wyjątkowości, wyrażające się chociażby w stwierdzeniach: "to moje życie", "mam prawo myśleć inaczej", "jestem kimś innym". Zwierzęta są jedynie egzemplarzami gatunku. Jako takie żyją życiem biologicznego gatunku, człowiek natomiast żyje własnym życiem. To dlatego zwierzęta mogą mieć właścicieli, człowiek zaś nie jest niczyją własnością (...). (s. 71)&lt;/blockquote&gt;Mam prawo myśleć inaczej. I myślę inaczej. Myślę, że Autorka - mimo, że stawia moralnie istotne pytania - błądzi po omacku, czerpiąc wiedzę na temat omawianego fragmentu rzeczywistości z filozoficznych rozpraw różnego wieku i autoramentu, nie sięgając natomiast do miarodajnych w tej materii tekstów etologicznych, socjobiologicznych, psychoewolucjonistycznych. A szkoda, bo - dla przykładu - "Przez dziurkę od klucza" &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Jane_Goodall"&gt;Jane Goodall&lt;/a&gt; czyta się i z przyjemnością, i z wielkim pożytkiem poznawczym. Po jej lekturze pewnie znacznie trudniej byłoby Chyrowicz powtórzyć, że "zwierzęta są jedynie egzemplarzami".&lt;br /&gt;A niech tam! Nawet gdyby tak było, to przecież w mocy pozostaje przesłynne tu i ówdzie (czyli między swemi) benthamowskie: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;należy pytać nie o to, czy zwierzęta mogą rozumować, ani czy mogą mówić, lecz czy mogą cierpieć&lt;/span&gt;. No i, koniec końców, o tym miał być to tekst - pod tytułem "Cierpienie ludzi - cierpienie zwierząt" w zeszycie "O cierpieniu zwierząt" - o cierpieniu, nie o mentalnym zróżnicowaniu między gatunkami! Wychodzi, że cała refleksyjna robota autorki i tak rozbija się na klasycznym uprzedzeniu gatunkowym, podstaw którego momentami zdaje się sama dochodzić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Następny w kolejce do uważnej lektury stoi tekst "Las i jego cierpiący mieszkańcy" &lt;a href="http://adamwajrak.blox.pl/html"&gt;Adama Wajraka&lt;/a&gt;. Tekst ciężki od refleksji nad psychicznym cierpieniem zwierząt.&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Ten rodzaj cierpienia jest bardzo często pomijany, gdy mówimy o zwierzętach. Być może dlatego, że wciąż możliwości, jakimi dysponujemy na polu znęcania się fizycznego są tak wielkie, że coś, co moglibyśmy nazwać cierpieniem psychicznym, wydaje się nikłe. Może dzieje się tak dlatego, że odmawiamy zwierzętom jako istotom "niższym" prawa do takich doznań jak cierpienie inne niż fizyczne.&lt;br /&gt;Jestem zresztą przekonany, że zwierzęce cierpienie psychiczne niekoniecznie musi być związane ze śmiercią, kaleczeniem i uszkadzaniem. Może to być też cierpienie wywołane utratą środowiska lub brakiem kontaktu z przedstawicielami swego gatunku. Tak jest, zwierzęta potrafią cierpieć, bo są na przykład samotne. (s. 75)&lt;/blockquote&gt;Niżej Wajrak przedstawia interesujące przykłady na potwierdzenie swojego stanowiska. Pisze m.in. o mieszkającym u niego kruku i jego zachowaniu, które wyraźnie wskazuje na wzrastającą w ptaku potrzebę społeczną. Inna warta wzmianki kwestia w bardzo fajowskim eseju znanego i lubianego (nie przez wszystkich - wiadomo, Wyborcza!) przyrodnika to wołanie o przyrost, upowszechnianie społecznej wiedzy o zwierzętach. Wajrak słusznie peroruje, że wiedza ma moc pomnażania szczęścia (w tym wypadku zwierzęcego, w tym wypadku poprzez minimalizację nieszczęścia) a głupota wręcz odwrotnie.&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;By (...) dostrzec [zwierzęce cierpienie - reb.] potrzeba nie tyle empatii, ile wiedzy o tym, jakie są zwierzęta i jakie jest ich życie. (s. 78)&lt;br /&gt;(...) nawet najwspanialsze przepisy prawne nie będą działać, jeżeli większość społeczeństwa będzie posiadała nikłą wiedzę na temat zwierząt. Im więcej wiemy o jakimś gatunku - jak żyje, jak się rozmnaża, jak opiekuje potomstwem, jak zdobywa pokarm - tym więcej praw jesteśmy mu gotowi przyznać. (s. 79-80)&lt;/blockquote&gt;Coś w tym jest, ale nie wszystko to prawda. O świniach, krowach czy kurach wiemy niemal wszystko, jednak zwierzęta te nie cieszą się żadnymi szczególnymi prawami pośród innych gatunków. Dlaczego? Odpowiedź jest oczywista. Być może to także kwestia wiedzy, wiedzy bynajmniej nie biologicznej. Z dziejów człowieka w każdym razie wynika, że empatii wiedzą zastąpić się jednak bez reszty nie da.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po Wajraku na (gorzki, choć przyrządzony wybornie) deser Michał Olszewski serwuje tekst pt. "Kręta ścieżka mięsożercy". &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Gdyby ktoś zechciał napisać historię cierpienia zwierząt, byłaby to również historia ludzkiej hipokryzji&lt;/span&gt;. Tak się zaczyna ten esej, totalnym Hiczkokiem, tak też się później toczy zupełnie na ostro. Autor - tragiczny, bo refleksyjny mięsożerca - naszkicował na kilkunastu stronach tekstu "zestaw elementarnych wykolejeń logicznych z toczącą się równolegle walką o godność zwierząt". &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dopiero przemieszanie tych dwóch prądów - &lt;/span&gt;usprawiedliwia swój projekt&lt;span style="font-style: italic;"&gt; - może przynieść w miarę kompletny, choć niewątpliwie paranoiczny obraz naszego stosunku do cierpienia "braci mniejszych"&lt;/span&gt; (s. 83.)&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Przyznaliśmy zwierzętom prawo do odczuwania. Od wielu lat, przy okazji świąt Bożego Narodzenia, toczy się walka o godną śmierć karpia, ze wszech miar słuszna, największemu bowiem wrogowi życzyć nie wypada, by dokonywał ostatniego tchnienia, dusząc się w plastikowym worku albo wannie wypełnionej wodą poimieszaną z krwią. Przeciętny obywatel zdaje sobie w znacznie większym niż kiedyś stopniu sprawę z gehenny polskich koni rzeźnych, które do Włoch dojeżdżają z połamanymi nogami, oszalałe ze strachu. Wie, że trzymanie psa na krótkim łańcuchu, bez wody i jedzenia, jest okrucieństwem. Ujawniane przez media przypadki okrutnych zaniedbań wobec zwierząt przyjmowane są niezwykle emocjonalnie, jakby w naszej wrażliwości nastąpiła rzeczywista zmiana.&lt;br /&gt;Znikają widoki zrośnięte ciasno z wiejskim krajobrazem. Unijne reguły sprawiły, że ubój coraz częściej przenosi się z podwórek do rzeźni. Topienie psów i kotów zyskało alternatywę w postaci sterylizacji. Jest coraz bardziej higienicznie, coraz czyściej, coraz mniej cierpienia rozgrywa się na naszych oczach.&lt;br /&gt;W tak wyczyszczonej przestrzeni humanitaryzm splata się z obłudą. Chcemy bowiem redukować cierpienie zwierząt, nie likwidując jego rzeczywistych przyczyn. W języku specjalistów od ochrony środowiska taka metoda nosi nazwę "końca rury". Oczywiście, kwestia, czy świnia zginie w męczarniach czy też błyskawicznie, ma wielkie znaczenie. Karp, który zdycha całymi godzinami w odrobinie wody, cierpi bardziej niż karp umiejętnie uśmiercony młotkiem.&lt;br /&gt;Jednak najważniejsze pytanie brzmi: czy karp w ogóle musi ginąć? (s. 83-84)&lt;/blockquote&gt;Odpowiedź autora, przy wszystkich subtelnych zastrzeżeniach, brzmi: musi. Mus ten bierze się nie z jakkolwiek skonstruowanego teoretycznie usprawiedliwienia (i tu jestem pełen podziwu dla Autora, który dysponuje przecież szerokim wachlarzem mięsożerczych autousprawiedliwień lepiej lub gorzej skleconych. Żadne z nich jak dotąd nie ostaje się co prawda pod ciosami etyczno-animalsiarskiej krytyki, jednak zawsze zostaje możliwość nadrabiania dobrą miną i jeszcze lepszym humorem vide "prawa dla krów, a to ci dobre!"). Funduje go raczej jakaś egzystencjalna niemoc. Olszewski rozumie i przyjmuje racje formułowane przez etykę praw zwierząt, ale nie potrafi wcielić ich w swoje życie. Stąd wyrok wydany na karpia.&lt;br /&gt;Wróć. Wyrok na karpia został wydany nie ze strony niemocy Olszewskiego. Olszewski jest raczej ofiarą własnej refleksyjności w świecie nie nawykłym do refleksyjności. Obyczaj, kultura, kontekst społeczny, tradycja, religia - to wszystko jest przeciwko myśli, idei która dąży do swego wcielenia. Stawką, o jaka toczy się gra, ma być ostatecznie jakość życia, a w dalszej kolejności samo życie czującej istoty. Tymczasem stawką tą, regionalnie i historycznie, jest jedynie gest sprzeciwu, osobiste odcięcie się od praktyki poniżania i zabijania nie-ludzi. Być może to właśnie przyczyna takiego a nie innego wyroku? Wegetarianizm jest wyborem właściwym z etycznego punktu widzenia. Jest jednocześnie wyborem, który z perspektywy jednej pary wegetariańskich (bądź nie) oczu nie zmienia świata ani o jotę. Jak zauważył gdzieś &lt;a href="http://www.gary-francione.com/"&gt;Gary Francione&lt;/a&gt;, w czasie gdy wegetarian przybywa dwukrotnie, światowe spożycie mięsa i nabiału wzrasta czterokrotnie. Efektywność konsumenckiego bojkotu rzeźni jest w praktyce zerowa. W porządku. Szkopuł w tym, że nie usprawiedliwia to moralnie niemoralnego wyboru. I dlatego Olszewski pisze swój tekst.  &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Deklarowanie szacunku do zwierząt i jednoczesna zgoda na ich zabijanie jest zwykłym oszustwem. Śmierć schodzi do podziemia, ale trup pozostaje. &lt;/span&gt;(s. 84)&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Nie kocham zwierząt, lecz nie łudzę się przynajmniej, że ta szczerość pozwala mi uniknąć ślepoty. Wraz z rosnącą świadomością dokonuje się bowiem wokół proces inny - redukujemy swoją wiedzę o niewygodnym dla nas, jako istot współczujących i humanitarnych, łańcuchu zdarzeń, takim oto, że pomiędzy uroczą świnką w chlewie a apetycznym kotletem na talerzu rozpościera się wielka przestrzeń etapów pośrednich, znaczona bólem. Znika świadomość współodpowiedzialności za zabijanie. Cierpienie znika w przestrzeniach zaplanowanych wedle standardów HACCP, rozgrywa się już nie na klepisku i w gnoju, tylko wśród stali kwasoodpornej i sterylnej bieli płytek. Przestaje nas dotykać. Zrzucamy z siebie oczywistą współwinę, choć przecież to my - mięsożercy, amatorzy skórzanych kurtek, futer i dobrych butów - jesteśmy zleceniodawcami. (s. 84-85)&lt;/blockquote&gt;Nie pamiętam, żebym czytał kiedykolwiek tak mocno napisany tekst na temat wyzysku zwierząt skreślony ręką nie-wegetarianina. Samo to, że autor je mięso, ma kapitalne znaczenie dla mnie,  etycznie określonego weganina, nurzającego się w teoriach spod znaku zwierzęcego wyzwolenia z lubością i z satysfakcją nie znajdującego słabych miejsc fundowanego wegańsko światoobrazu. (Wiem, wiem, samo to, że perspektywie oglądu brak słabych punktów, jest jej słabym punktem. Skoro tym samym znalazłem jej słaby punkt mogę jednak ze spokojem wrócić do rzeczy.)  Gdyby wszystko, co i jak napisał Olszewski, napisał, dajmy na to, Peter Singer, podpadało by pod zarzut ideologicznej manipulacji (zarzut rzeczowo słaby, za to nośny publicystycznie) .&lt;br /&gt;Ostatnia rzecz, o której chcę napisać, to propozycja wyjścia z moralnego pata, jaką formułuje Olszewski (nie on pierwszy zresztą). Skoro z jakichś przyczyn nie może/nie chce być wegetarianinem, a jednocześnie nie potrafi pogodzić się z zastanym stanem relacji ludzko-zwierzęcych, próbuje minimalizować cierpienie zwierząt poprzez rezygnację z konsumpcji produktów wielkich farm, tuczarni, rzeźni - tego wszystkiego, co daje się sprowadzić do wspólnego mianownika fabryk zwierząt na mięso/nabiał. Wielkoprzemysłowy chów zwierząt jest w istocie podstawowym problemem etyki wyzwolenia/praw zwierząt. Industrializacja czujących stworzeń to pomysł iście szatański, ponury efekt uboczny rewolucji przemysłowej, jaką przyniosła ze sobą instytucja taśmy produkcyjnej. Krowa w mleczarni czy świnia w chlewni to dla producentów mleka czy szynki narzędzie, wobec którego należy zachowywać się mniej więcej tak, jak producent blachy falistej zachowuje się wobec prasy. Jakie są konsekwencje moralne takiego obrotu spraw? Liczne. I z reguły nie dostrzegane, wobec tego - nie brane pod uwagę w sytuacjach podejmowania konsumenckich wyborów. Kiedy już się jednak wmyśleć w kwestię niechybnie kombinuje się na temat wyjścia z układu zależności.&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;Zgoda na mięsożerstwo nie musi oznaczać akceptacji skandalicznych warunków, w jakich transportowane są przez Europę polskie konie, ani tuczu przemysłowego i miejsc, gdzie świnie spędzają całe swoje życie na metalowych rusztach. Możesz odmówić sobie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;foie gras&lt;/span&gt;, zadać sobie trud i znaleźć pod miastem rolnika, który trzyma zwierzęta w przyzwoitych warunkach. Możesz zabić, wcześniej nie zadając zbędnego cierpienia. (s. 86-87)&lt;/blockquote&gt;Ta strategia może zadziałać, choć moim zdaniem wbrew pozorom dużo łatwiej jest po prostu przejść na wegetarianizm. Dużo łatwiej jest bowiem dochowywać swoich zasad gdy przechodzą niezauważenie w nawyki żywieniowe, niż permanentnie ponawiać śledztwo w sprawie pochodzenia tego oto kawałka mięsa, tego oto jajka, tego mleka.&lt;br /&gt;Tą kwestią mam nadzieję zaniepokoić Michała Olszewskiego, kiedy dotrze do Kalisza z promocją na wiosnę mającej się ukazać książki, poruszającej kwestie zarysowane w omawianym artykule. Spodziewam się wiele po niej samej, po jej lekturze, wreszcie po obiecanej przez Autora wokół niej i z nim dyskusji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Resume. Dwa teksty bez sensu, kilka interesujących, co najmniej dwa bardzo ważne. I sam fakt decyzji wypuszczenia zwierzęcego numeru przez "Znak" rewelacyjny. Dobrze, że temat jest stawiany coraz śmielej i coraz szerzej, co pobudza nadzieję na rzeczywistą zmianę paradygmatu i przełamanie powszechnie akceptowanego uprzedzenia gatunkowego, które po dziś dzień wydatnie gospodaruje na swoich warunkach sferą międzygatunkowych relacji. Pewnie, że nie za tydzień i nie za rok. Ale skoro nawet "Znak"...&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7477928973357379688-5615755830182089140?l=niesamymtofu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niesamymtofu.blogspot.com/feeds/5615755830182089140/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7477928973357379688&amp;postID=5615755830182089140' title='Komentarze (15)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7477928973357379688/posts/default/5615755830182089140'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7477928973357379688/posts/default/5615755830182089140'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niesamymtofu.blogspot.com/2009/01/dawno-dawno-temu-w-zaprzeszym-stuleciu.html' title='Biedny chrześcijanin patrzy na cierpienie zwierząt'/><author><name>igor strapko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14083469287038651722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_3bSmgQzImms/STlOvfRJHUI/AAAAAAAALps/NFzs75Fn3uU/S220/P7130291.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_3bSmgQzImms/SWsVYEDsu3I/AAAAAAAALsA/UsizHKiwGnk/s72-c/okladka637s.gif' height='72' width='72'/><thr:total>15</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7477928973357379688.post-7270804307784237791</id><published>2008-12-30T13:16:00.010+01:00</published><updated>2009-01-14T00:58:01.106+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Instrukcja do zrobienia filmu o Paktofonice</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_3bSmgQzImms/SVodVSCAeLI/AAAAAAAALrs/Fi82dCnNQN8/s1600-h/okladka_paktofonika_d.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 146px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_3bSmgQzImms/SVodVSCAeLI/AAAAAAAALrs/Fi82dCnNQN8/s200/okladka_paktofonika_d.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5285569364127414450" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Je-dy-dy-den, dy-dy-dy-dwa, próba posta, o ka. Występ o scenariuszu do filmu pe te &lt;a href="http://www.krytykapolityczna.pl/Przewodniki-Krytyki-Politycznej/Paktofonika/menu-id-104.html"&gt;"Jesteś Bogiem" autorstwa Macieja Pisuka, wydanego w serii przewodników "Krytyki Politycznej"&lt;/a&gt;. Kupić nie kupiłem, ale pożyczoną przeczytałem; może bez wypieków szła lektura, a jednak dość interesująco.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie jest to temat na sążnistą analizę, niemniej odnotować warto, że (1) scenariusz filmowy to gatunek z przeznaczeniem do realizacji filmu. Scenariusze powinny być sprzedawane w oddzielnych księgarniach dla reżyserów filmowych. Trudno mieć jakiś wyjątkowo wielki ubaw z lektury pomysłu na film. Tym niemniej (2) utwór Pisuka broni się, kiedy działa wyobraźnia. Można sobie wtedy wyobrazić film po swojemu. Ma to ten walor, że fikcyjny obraz ma dużo większe szanse na bycie dobrym, niż jego ewentualna realna realizacja (której scenariuszowi serdecznie życzę). A to oczywiście z tego tylko powodu, że zazwyczaj pomysł góruje nad jego realizacją. Tak czy siak: jeśli już czytać scenariusz to najlepiej z opcją automatycznej projekcji filmu w głowie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mój film był nawet fajny, tylko fabularnie mało o czym. No dobra, jest trzech kolesi, są młodzi, jarają się rymowaniem. Jeden jest już uznany (ale i drugi, Rah, nie wziął się przecież znikąd, o tym w tekście nie ma ni słowa, zresztą postacie są dość płytko w ogóle porysowane, średniawka - powiedziałby ten i ów z Pisuka scen bohaterów), wszyscy mają swoje problemy  związane z życiem w stolicy górnego śląska, w blokach, z dziewczynami, z konsekwencjami miłosnych uniesień w płodne dni, z cwaniakami, którzy nie spuszczają palca z tętna szołbiznesowej koniunktury i mają doskonale wyrobiony instynkt kupowania zdolności małolatów w dołku, by sprzedać je na szczycie. Do tego samobójcza śmierć jednego z nich... no dobra, to jest arcyinteresujący przewód fabularny. Tylko że po pierwsze niewielka w jego stworzeniu zasługa Pisuka (bo to się działo na prawdę, nic pod publikę), a po drugie to w książce - wydanej dla niepoznaki w społecznie zaangażowanym wydawnictwie - czekałem na jakiś społecznie nośny morał. Na apologię tworzenia mimo wszystko, albo na krytykę ssaczych odruchów biznesu, nie zatrzymującego się przed niczym, co śmierdzi potencjalną sieką do zrobienia, mimo okoliczności. No nie wiem, zmylony jestem logo KP na okładce po prostu chyba. Gdyby to wyprodukował jakiś normalny podmiot kapitalistycznej gospodarki bym miał relaks podczas lektury. A ja szukałem interpretacji tej sytuacji na poziomie lewackiej artykulacji i nic wielkiego mi nie wpadło, stąd lekka irytacja na koniec. (Mam wrażenie, że dużo ważniejsza refleksja na temat wydarzenia PFK wypływa z rymów &lt;a href="http://www.pfk.one.pl/recenzje/pokahontaz_receptura_35.htm"&gt;"Receptury" Pokahontaz&lt;/a&gt; niż z tej książeczki.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niemniej doceniam marketingowy kunszt wydawcy: książka narobiła sporo szumu, czyta się o nominacjach tytułu tu i tam. Ma to znaczenie dla marki. Jeszcze przed chwilą zamartwiałem się na spotkaniu ze Szczuką i Żakowskim, czy KP nie zamierza żyrować ideowo SLD, a tymczasem miła niespodzianka: to nie KP jest osiołem, to ona sama u progu gospodarczego kryzysu gracko mknie na grzbiecie legendy z wielkiej płyty. Szacun dla krytycznopolitycznych strategów rozwoju, co think-tank to think-tank!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7477928973357379688-7270804307784237791?l=niesamymtofu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niesamymtofu.blogspot.com/feeds/7270804307784237791/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7477928973357379688&amp;postID=7270804307784237791' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7477928973357379688/posts/default/7270804307784237791'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7477928973357379688/posts/default/7270804307784237791'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niesamymtofu.blogspot.com/2008/12/instrukcja-do-zrobienia-filmu-o.html' title='Instrukcja do zrobienia filmu o Paktofonice'/><author><name>igor strapko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14083469287038651722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_3bSmgQzImms/STlOvfRJHUI/AAAAAAAALps/NFzs75Fn3uU/S220/P7130291.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_3bSmgQzImms/SVodVSCAeLI/AAAAAAAALrs/Fi82dCnNQN8/s72-c/okladka_paktofonika_d.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7477928973357379688.post-7095620029252319399</id><published>2008-12-25T14:12:00.020+01:00</published><updated>2008-12-27T12:35:18.083+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='religia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='filozofia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>O tym jak Dennett odczarowuje religię</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.piw.pl/sklep/images/bmw/dennett.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 157px; height: 250px;" src="http://www.piw.pl/sklep/images/bmw/dennett.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.piw.pl/fragmenty/dennett.htm"&gt;"Odczarowanie"&lt;/a&gt; - tak się tytuli najnowsza książka &lt;a href="http://ase.tufts.edu/cogstud/incbios/dennettd/dennettd.htm"&gt;Daniela Clementa Dennetta&lt;/a&gt;, wydana ostatnio przez &lt;a href="http://www.piw.pl/"&gt;Państwowy Instytut Wydawniczy&lt;/a&gt;. Na inaugurację niniejszego blogotwórstwa obiecałem Państwu, a zwłaszcza sobie samemu, kilka słów na jej temat tuż po lekturze. Jako że jestem od jakiejś chwili "tuż po", tedy piszę, co następuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Odczarowanie" obiecuje wiele, a nawet bardzo wiele. Już podtytuł - "Religia jako zjawisko naturalne" - zdradza szerokie ambicje autora, chcącego wyjaśnić pochodzenie religii z darwinowskiej perspektywy.  Co prawda autor zastrzega się, że książka nie zgłasza pretensji do przedstawienia pełnej, skończonej teorii religii jako adaptacji środowiskowej (a jest raczej zaledwie zaproszeniem do podjęcia interdyscyplinarnej próby zbudowania takiej teorii), niemniej jego wybitnie ewolucjonistyczny fiś pozwalał żywić nadzieję, że do czynienia będziemy mieć z tekstem odmiennym co do strukury, niż głośne manifesty ateistyczne &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/B%C3%B3g_urojony"&gt;Dawkinsa&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/B%C3%B3g_nie_jest_wielki"&gt;Hitschensa&lt;/a&gt; czy &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Traktat_ateologiczny"&gt;Onfraya&lt;/a&gt;. Dennett jest co prawda filozofem, ale za to filozofem wybitnie anglosaskim. Grzebie się w kognitywistyce, filozofii umysłu i w filozofii nauki, takoż w memetyce i -&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:100%;" &gt; not least -&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; w biologii ewolucyjnej. To doskonałe wyposażenie poznawcze po temu, by próbować uknuć teoretyczny zarys podtytularnej "religii jako zjawiska naturalnego".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy dokonało się coś na miarę takiego zarysu? Mam spore wątpliwości. Pada w "Odczarowaniu" kilka interesujących pomysłów, mogących służyć za punkty wyjścia dla teoriotwórczej roboty, ale, mam wrażenie, znacząca część objętości tekstu to kolejny wariant ateistycznej manifestacji. Manifestacji różnej od wyżej zlinkowanych głównie z tego powodu, że nie tak brutalnej, radykalnej i wojującej. Z pewnego punktu widzenia (zastrzegam, że nie z mojego!) można by nawet dopatrywać się w tym krytycznym stonowaniu sporego ładunku światopoglądowej empatii, kulturalnego taktu i dyplomatycznego kunsztu Dennetta, gdyby nie wrażenie, iż jest ono po prostu konsekwencją niekonsekwencji; miał być tekst analityczny, raz po raz wyłazi z niego jednak propagandowa intencja. Jako że jest ona ubrana w kostium twórczości naukowej, to musi trzymać teoretyczny sznyt i nie hulać samopas po czytelniczych emocjach. Oddać jednak trzeba Dennettowi ciągotę do porozumienia ponad nie-znośnymi podziałami światopoglądowymi i  zrozumienie dla stanowiska &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:100%;" &gt;pro-religion&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;. Autor na poważnie chce wejść w debatę z ludźmi religijnymi i dba o to, by ci nie czuli się w jego towarzystwie źle (taki Dawkins na przykład ma to ewidentnie w nosie).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przemycanie propagandy w tekście deklaratywnie analitycznym - to foch pierwszy i najogólniejszy. Fochów szczegółowszych mam jeszcze kilka (jeden z nich znalazł swoją doskonałą (no ba!) artykulację w moim komentarzu do recki z "Odczarowania" na blogu &lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/12/odczarowanie.html"&gt;"Rozplatając tęczę"&lt;/a&gt;), ale nie będę marudził zanadto, bo jeszcze kogo niezdecydowanego do lektury na dobre zniechęcę, a byłoby szkoda (pomimo powyższych uwag , "Odczarowanie" to ciekawa i pożyteczna poznawczo lektura). Jeśli nie zapomnę (a raczej nie, bo co do pewnych spraw jestem pamiętliwy strasznie) to wbiję jeszcze jedną szpilę w Dennetta na koniec tego tekstu, żeby zakończenie nie było  nadto hollywoodzkie.  A teraz niech się dzieją tylko dobre rzeczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak wspomniałem, nie trudno znaleźć w omawianej książce koncepcje (czy raczej pomysły na koncepcje) ciekawe, intrygujące i inspirujące do samodzielnego rozmyślania po zajęciach na temat. Pierwsza z nich jest taka: według Dennetta instytucja religii jest późnym efektem fundamentalnej adaptacji, a mianowicie postawy intencjonalnej. Cechuje ona każdy umysł zwierzęcy, jeżeli traktuje on &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:100%;" &gt;pewne inne elementy świata jako &lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;ul&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;obiekty działające, &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:100%;" &gt;które mają&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:100%;" &gt;ograniczone &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;przekonania &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:100%;" &gt;o świecie&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:100%;" &gt;specyficzne pragnienia oraz&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:100%;" &gt;wystarczający zdrowy rozsądek, by zachowywać się &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;racjonalnie &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:100%;" &gt;na te przekonania i pragnienia. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;(s. 144)&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Tak scharakteryzowana postawa intencjonalna ma dość oczywiste wyjaśnienie biologiczne&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:100%;" &gt;:&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:100%;" &gt;Każda istota, która się porusza, musi mieć coś w rodzaju umysłu, co trzyma ją z dala od rzeczy dla niej niebezpiecznych i pomaga znajdować dobre rzeczy&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:100%;" &gt;; nawet skromny małż, nieskłonny do ruszania się z miejsca, wykazuje jedną z ważnych cech umysłu - unika niebezpieczeństwa, wycofując do skorupy swą pokarmową "nogę", ilekroć coś go zaalarmuje. &lt;/span&gt; &lt;span style="font-style: italic;font-size:100%;" &gt;Reaguje tak na każdą wibrację lub uderzenie, które zapewne w większości wypadków niczym mu nie grozi, lecz dewizą małża jest &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;lepiej dmuchać na zimne &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:100%;" &gt;(bezwiedne uzasadnienie jego systemu alarmowego). Ruchliwsze zwierzęta rozwinęły metody rozróżniania; w szczególności potrafią one dzielić wykrywane ruchy na nieważne (jak szelest liści lub kołysanie się wodorostów) oraz potencjalnie ważne - "ożywione" lub "biologiczne" ruchy innego &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;obiektu działającego&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:100%;" &gt;, innego zwierzęcia wyposażonego w umysł, które może być drapieżnikiem, zdobyczą, partnerem albo rywalem należącym do tego samego gatunku. Ma to, oczywiście, sens ekonomiczny. Jeśli boisz się każdego ruchu, który wykrywasz, nigdy nie znajdziesz kolacji, a jeśli nie niepokoją cię ruchy niebezpieczne, sam wkrótce staniesz się czyjąś kolacją.  &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;(s. 143)&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Mało, że sami kombinujemy, to dodatkowo - na pewnym odcinku trasy na szczyt ewolucyjnego nieprawdopodobieństwa - zaczęliśmy kombinować, że kombinują też inne obiekty wokół nas.  Samo w sobie nie ma to jeszcze nic wspólnego z narodzinami religii, ale ta adaptacja doprowadza nas (a w każdym razie Dennetta doprowadza) do możebności wyjaśnienia kolejnej zagwozdki: skąd się wzięła instytucja pogrzebu?&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nasza wrodzona potrzeba przybierania postawy intencjonalnej jest tak silna, że mamy poważne trudności z wyłączeniem tej postawy, gdy staje się ona czymś niewłaściwym. Kiedy umiera osoba, którą kochamy, lub choćby tylko dobrze znamy, stajemy przed niełatwym zadaniem kognitywnej aktualizacji: zrewidowania wszystkich naszych nawyków myślowych tak, by odpowiadały światu, w którym nie ma już pewnego systemu intencjonalnego. &lt;/span&gt;(...)&lt;span style="font-style: italic;"&gt; Ból i zamęt myślowy, którego doznajemy po stracie bliskiej osoby, jest w znacznej mierze wywołany częstym, wręcz obsesyjnym uświadamianiem sobie, że nasze nawyki postawy intencjonalnej prześladują nas z mechanicznym uporem automatu. Nie jesteśmy w stanie po prostu &lt;/span&gt;usunąć tego pliku &lt;span style="font-style: italic;"&gt;z rejestrów naszej pamięci, a co więcej, wcale nie chcielibyśmy móc to uczynić. Wiele z takich nawyków utrzymuje się dzięki temu, że uleganie im sprawia nam przyjemność. Rozpamiętujemy je i coś nas do nich ciągnie, niczym ćmę do świecy. &lt;/span&gt;(...)&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt; &lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Istnieje jednak problem zwłok: są one potencjalnym źródłem chorób, co sprawiło, że rozwinął się w nas kompensacyjny mechanizm wrodzonej, mocnej odrazy&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;która trzyma nas z dala od zwłok. Przyciągani przez tęsknotę i odpychani przez odrazę do zwłok ukochanej osoby, popadamy w stan głębokiego niepokoju. Jest rzeczą niemal pewną, że kryzys ten odegrał istotną rolę w pojawianiu się na świecie religii. &lt;/span&gt;(s. 146-147)&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Tak oto, według Dennetta, w wyniku presji ewolucyjnej bardzo dawny człowiek położył podwaliny pod dużo późniejsze systemy religijne. Te ostatnie - rozumiane jako pełnokrwiste instytucje społeczne - mają rodowód memetyczny, jednakowoż ich pojawienie się nie byłoby możliwe gdyby nie konkretne interesy dostosowawcze. Zanim jednak pierwszy pra-urzędnik religijny- cieszący się mandatem wspólnoty pośrednik między tym a Tamtym światem - skupił się na kodyfikacji ram reprezentowanej przez siebie instytucji, wiele się wydarzyło. Dysponując już ideą zaświatów, człowiek zaczął coraz wydajniej nią gospodarować. Cel oczywisty: możliwie pełna realizacja szeroko pojętego interesu poznawczego. Tak Dennett tłumaczy wróżbiarstwo (które poza funkcją kognitywną daje się też wyjaśnić pragmatycznie: jeśli nie dysponujesz możliwością dokonania racjonalnej decyzji w określonych okolicznościach, a na jakiś wybór jesteś skazany, po prostu zwal odpowiedzialność za ów wybór na kogoś innego, najlepiej na kogoś kto z założenia wie więcej i lepiej, najlepiej niech wie wszystko!),  tak wreszcie wyjaśnia ewolucyjny sens mitu:&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Do klejnotów mądrości ludowej całego świata należy myśl, że &lt;/span&gt;niewielka  &lt;span style="font-style: italic;"&gt;wiedza bywa niebezpieczna. Rzadko zauważanym wnioskiem, który można wyprowadzić z tej myśli, jest sąd, że czasem bezpieczniej jest zastąpić niepełną wiedzę jakimś mocnym mitem. &lt;/span&gt;(s. 198)&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Wniosek ów broniony jest w "Odczarowaniu" nośną cytatą z książki&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:100%;" &gt; Ritual and Religion in the Making of Humanity&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Roy_Rappaport"&gt;Roya Rappaporta&lt;/a&gt;:&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;(...) &lt;span style="font-style: italic;"&gt;w świecie, gdzie procesy rządzące jego fizycznymi elementami są w pewnym stopniu nieznane, a w jeszcze większym stopniu nieprzewidywalne, wiedza empiryczna o tych procesach nie może zastąpić wiary w ich mniej lub bardziej tajemną integralność; i być może większą wartość przystosowawczą ma zasłanianie tych procesów welonem nadprzyrodzoności niż narażanie ich na złe rozumienie, które płynęłoby z empirycznie trafnej, lecz niepełnej interpretacji naturalistycznej. &lt;/span&gt;(s. 198)&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Pogrzeb, wróżby, mity - to wszystko elementy czegoś, co Dennett nazywa "religią ludową" i odróżnia od "religii zorganizowanej". Ta pierwsza jest po prostu w znacznej mierze konstruktem nieświadomym ("samo się zrobiło" w oparciu o żelazne i niezbywalne prawa doboru naturalnego). Religia zorganizowana to coś, z czym mamy do czynienia dzisiaj, a więc produkt gęstej rozkminy nad zwiększeniem efektywności działania na granicy dwóch światów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdyby też całe "Odczarowanie" chciało snuć się po takich i tym podobnych torach budowania wyjaśniających (gorzej lub lepiej) hipotez, byłoby przepysznie. Ale, jak się rzekło, lwia część pracy to powielanie tropów znanych choćby z "Boga urojonego" w wersjach soft. I tak czytamy m.in. na temat różnicy między wiarą religijną a wiarą naukową; o zapalniku konfliktów, jaki znajduje się we władaniu współczesnych religii i o niebezpieczeńśtwie tej dyspozycji; o odpowiedzialności systemów światopoglądowych za własne ekstrema; o paradoksie reklamowania wiary religijnej poprzez atletyczne powoływanie się na jej irracjonalność (co w ustach racjonalnych skądinąd osób ma mieć moc dowodu na istnienie zaświatów - punktowałem coś podobnego u profesora Baumana w poczynionym poniżej paszkwilu na "Europę"); o tym, że nic i nikt nie zasługuje na szacunek tylko z tego tytułu, że jest wiekowy czy tradycyjny; o braku wolności dzieci od wszechobecnej indoktrynacji religijnej, czy o potrzebie dokonywania wyborów w oparciu o rzeczywistą, możliwie pełną wiedzę na temat, itd., itp., wiadomo o co cho.  Wszystko to, powtórzę raz jeszcze, podane jest bardzo elegancko i być może ma siłę przekonywania oponentów. Moje "ale" dotyczy jedynie tego, że spodziewałem się opowieści na nieco inny temat (i znowu patrz: podtytuł).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec protest zwolennika pro-zwierzęcej filozofii i etyki co do pewnego szczegółu omawianej narracji. Mam wrażenie, że Dennett jest cokolwiek uprzedzony do środowiska spod znaku &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:100%;" &gt;Animal Liberation&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;. Pisząc na temat "złudzenia fanatyka", które określa mianem "licencji na zabijanie", zauważa co następuje:&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;blockquote&gt;(...) &lt;span style="font-style: italic;"&gt;niektórzy ludzie są po prostu żądni krwi, czy też silnych emocji, i w miarę jak nasze obyczaje stają się coraz bardziej cywilizowane i unikające przemocy, w ludziach tych rośnie chęć znalezienia sprawy, która dostarczy "moralnego" usprawiedliwienia dla ich zawadiactwa; może to być "wyzwolenie" zwierząt laboratoryjnych (w których późniejsze losy aktywiści już niezbyt się angażują), pomszczenie Ruby Ridge za pomocą bomb w Oklahoma City, zabijanie lekarzy, którzy wykonują aborcje, wysyłanie wąglika w listach do "złych" urzędników federalnych, mordowanie niewinnych osób pod przykrywką fatwy, męczeńska śmierć w dżihadzie lub "osadnictwo" (ludzi uzbrojonych po zęby) na Zachodnim Brzegu. &lt;/span&gt;(s. 329)&lt;/blockquote&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Wyżej wymieniony zbiór postaw ludzi wobec innych ludzi/nieludzkich zwierząt wygląda tak, jakby służyć miał umysłowej rozrywce typu "który element nie pasuje do ciągu?" &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;W miarę jak nasze obyczaje stają się coraz bardziej cywilizowane i unikające przemocy&lt;/span&gt; pewna sfera ludzkiego życia nie podlega procesowi cywilizowania i przemoc nie jest w niej redukowana. Mowa, rzecz jasna, o wielkiej gałęzi globalnej gospodarki, która czerpie zyski z produkcji mięsa i nabiału i innych produktów odzwierzęcych. Dennettowi poleciłbym film &lt;a href="http://www.alterkino.org/index.php?subaction=showfull&amp;amp;id=1215583638&amp;amp;archive=&amp;amp;start_from=&amp;amp;ucat=4&amp;amp;op=eko"&gt;"Behind the Mask"&lt;/a&gt;,  przedstawiający ludzi, względem których administracje rządowe zwykły wypowiadać się per "ekoterroryści" (a i Dennett na stronie 381. "Odczarowania" nie powstrzymuje się od przyklejenia im tej krzywdzącej łaty)&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;. Albo też lekturę książki &lt;a href="http://www.vegapol-alf.webpark.pl/"&gt;"Wolność dla zwierząt" Ingrid Newkirk&lt;/a&gt;, opowiadającej o genezie powstania i zasadach działania &lt;a href="http://www.animalliberationfront.com/"&gt;Animal Liberation Front&lt;/a&gt;. Zestawianie działalności ludzi, którzy na mocy zasady obywatelskiego nieposłuszeństwa - bez powodowania czyjejkolwiek śmierci czy szkody fizycznej! - sabotują światopoglądowy i ekonomiczny porządek naszej "coraz bardziej cywilizowanej" współczesności&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; z aktywnością person zbrojnie wymieniających cudze życia na własne idee, jest nieuczciwe. Zwłaszcza w ustach kogoś, kto z zawodu zajmuje się krzewieniem racjonalnego oglądu wszechrzeczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po tej samej linii dowaliłbym się jeszcze do prezentowanego na stronie 209. poglądu, jakoby zwierzęta gospodarskie zyskiwały więcej niż traciły na udomowieniu (zwłaszcza mając w pamięci współczesne losy wysoko wydajnych krowich, świńskich, kurzych i innych "maszyn" do wytwarzania tkanek mięsnych, białkowych i innych produktów masowego spożycia), ale z pewnością jeszcze nie raz znajdę okazję do podobnych rozważań w przyszłości. Tymczasem nie ma sensu robić z narracyjnych drobiazgów sprawy na pół występu.  Raz jeszcze (któren to już?) odnotowując sporą wartość poznawczą całości, kończę niczego sobie świątecznym napisaniem: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Gdy ludzie zaczynają myśleć krytycznie, system, który "działał" przez całe pokolenia, może implodować z dnia na dzień. &lt;/span&gt;(s. 194)&lt;span style="font-style: italic;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Amen.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. &lt;a href="http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,5493/q,Odczarowac.religie"&gt;Niniejszym linkuję wywiad z Dennettem na wraży temat z "Racjonalisty"&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:100%;" &gt; &lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7477928973357379688-7095620029252319399?l=niesamymtofu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niesamymtofu.blogspot.com/feeds/7095620029252319399/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7477928973357379688&amp;postID=7095620029252319399' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7477928973357379688/posts/default/7095620029252319399'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7477928973357379688/posts/default/7095620029252319399'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niesamymtofu.blogspot.com/2008/12/daniel-c-dennett-odczarowuje-religi.html' title='O tym jak Dennett odczarowuje religię'/><author><name>igor strapko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14083469287038651722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_3bSmgQzImms/STlOvfRJHUI/AAAAAAAALps/NFzs75Fn3uU/S220/P7130291.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7477928973357379688.post-814727046698978907</id><published>2008-12-20T22:13:00.010+01:00</published><updated>2008-12-28T14:12:29.960+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='publicystyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='religia'/><title type='text'>"Europa" wierzy, że Naród wierzy w Boga</title><content type='html'>Dzisiejsza "Europa"ugina się od wiary, konkretnie od wiary w wiarę, jeszcze konkretniej od wiary w wiarę Redaktora Krasowskiego w - oczywiście z Góry daną - mądrość Narodu co do spraw ostatecznych. W edytorialu zastanawia się Redaktor tytułem: &lt;a href="http://www.dziennik.pl/dziennik/europa/article285977/Sukces_Boga_nad_Wisla_czy_kleska_jego_wrogow_.html"&gt;"Sukces Boga nad Wisłą czy jedynie klęska jego wrogów?"&lt;/a&gt; Prawda że urocza alternatywa? Nic tylko świętować niezagrożoną niczym podległość myśli od Dobrej Księgi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest tedy sobie, obszerna na pół wydania, ankieta, a na imię jej &lt;a href="http://www.dziennik.pl/dziennik/europa/article285980/Bog_i_rozum.html"&gt;"Bóg i rozum"&lt;/a&gt;. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Pytaliśmy o wiarę liberalnych inteligentów, od konserwatywnych po ostentacyjnie lewicowych, aby zobaczyć, jaka intelektualna tradycja zwyciężyła w niepodległej Polsce. Jak po pół wieku komunizmu i dwóch dekadach - ponoć - tak laicyzującej przynależności do Zachodu, wygląda stosunek polskich elit do religii&lt;/span&gt;. I co się okazuje? &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Okazuje się, że metafizyczny niepokój jest u polskiej inteligencji naturalnym stanem ducha. Ateizm, modna do niedawna wiara, że poza przyrodą nie ma nic, że każdy z nas zwiędnie kiedyś jak liść, a sensu tego procesu nie warto nawet dociekać, w Polsce się nie przyjęła&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;Aha, modna do niedawna wiara, że poza przyrodą nie ma nic. Bierę tę definicję z dobrodziejstwem inwentarza (ostatecznie nic na tym nie tracę) i zapytuję: kiedyż to ona taka modna była? Czy chodzi Redaktorowi o czasy słusznie minione? Nawet jeśli wśród, pożal się boże urojony, nomenklaturowych elit moda na ateizm była w istocie rozpowszechniona, to co to miało wspólnego z myśleniem, z zajmowaniem światopoglądowych stanowisk? A może jednak spróbować przyłożyć w tym miejscu poręczną kategorię konformizmu? Czy konformizm (rozumiany nie po humanistycznemu, a po biologicznemu jako adaptacja, choć nie wiem czy to przystoi w "Europie" takim wulgarnym językiem wywijać) nie wyjaśnia więcej i lepiej?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jeśli chodzi o rzeczywistość społeczną po przełomie '89 to tym mniej rozumiem, co autor chce powiedzieć. Bo po mojemu ateizm, jeżeli już przykładać do tego pełnokrwistego światopoglądu łatę mody, jest modny nie do niedawna, ale raczej: od niedawna coraz bardziej. Okej, nie znajdę na to dowodu w dzisiejszym wydaniu Jewropy. Za to łypiąc okiem na comiesięczne listy popularnonaukowych bestsellerów uwagę przykuwa fakt, że najbardziej zajadły Dawkins pod słońcem nie schodzi z nich od momentu jego polskiego wydania, a jego wielki komercyjny sukces popchnął wydawcę innych książek Dawkinsa - z dawien dawna nie widzianych na rynku - do ich wznawiania. Tylko "Ślepy zegarmistrz" trafił najwyraźniej w Polsce na ślepego wydawcę i wznowienia (ze zgrzebną adnotacją pod nazwiskiem autora: "Autor Boga urojonego" nie widać), za to na allegrzaku ceny za pierwsze wydanie już dawno wystrzeliły w puste transcendentnie niebo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Być może jest tak, że na złość Krasowskiemu cały zapas "Boga urojonego" i innych Dawkinsów wykupują od lat "Miller czy Urban", ale warto też wziąć pod uwagę inną możebność: tzw. nowy ateizm jest ofertą kupowaną i braną zupełnie na poważnie przez lud tej ziemi. Choć rozumiem też, że trudno z kolei pogodzić tę ewentualność z pozostałymi elementami korpusu krasowskiego światoobrazu, w tym zwłaszcza z takim oto kwiatem: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;wypromowane na nową wiarę poznanie naukowe&lt;/span&gt; odniosło &lt;span style="font-style: italic;"&gt;spektakularną porażkę&lt;/span&gt;; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;rozum naukowy okazał się niezdolny do konkurencji z religią i filozofią&lt;/span&gt;. Na wyżynach metafizycznej przechadzki konserwatywny humanizm Krasowskiego stracił najwyraźniej kontakt z rzeczywistością.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale ale, edytorial edytorialem (dziękujemy, Panie Redaktorze!), a tym czasem czeka ankieta. A w niej same sporego kalibru (jak zwykle w Tygodniku Idei) nazwiska. W kolejności pojawiania się na szpaltach: Holland, Śpiewak, Sierakowski, Krzemiński, Huelle, Bielik-Robson, Bauman, Wodziński, Chwin, Król, Łagowski. Zaraz poczepiam się niektórych z nich, tymczasem raz&lt;br /&gt;jeszcze czepnę się nazbyt wcześnie pożegnanego Redaktora. Jemu, proszę ja Was, z głosów w ankiecie wychodzi, że wszyscy oni chórem potwierdzają jego wersję wypadków: polski inteligent to zwierz chronicznie cierpiący na przypadłości religijnej, a przynajmniej metafizycznej natury. Że Chrzanowski, Gowin, Jurek - to wiadomo, ale nie chodzi tylko o oświeconych jednoznacznie wykładającym się objawieniem. Krasowski znajduje ludzi głęboko religijnych także w Sierakowskim, Baumanie czy Łagowskim, a za Bielik-Robson dokonuje interpretacyjnego cudu odkrywając głęboko religijną naturę starego Marksa! Zaczyna człowiek rozumieć, skąd w Redaktorze wyraźne uprzedzenie w stosunku do nauki; najpewniej myli Ci on naukę z humanistyką, nawykłą do uprawiania interpretacyjnych sztuczek. W takim razie zwracam honor, nauka się przeżyła jak przeżytek, na co najdowcipniejszy dowód dał kolega &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Sokal_hoax"&gt;Sokal&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No dobra, jadymy z religią i rozumem w interpretacjach polskich inteligentów szukających dostępu do jaspersowskich wtajemniczeń w siódme niebo. Agnieszka Holland właśnie się waha, lecz &lt;span style="font-style: italic;"&gt;przy tych wszystkich własnych wahaniach od dziecka raził mnie radykalny i agresywny ateizm - przekonanie, że można wiedzieć na pewno&lt;/span&gt;. Albo ja albo pani Reżyser, jedno z nas dwóch na pewno nie kuma, czym jest ateizm. (Zachodzi też możebność trzecia: prawa logiki nie działają na tym poziomie dyskusji, co wyjaśni nam później jeden z zaproszonych ankietowanych.) Gdybym, jako ateista, żywił podobne przekonanie, że mianowicie "można wiedzieć na pewno", też bym się raził. I ten dyskretny urok mieszania porządków językowych w jednym zdaniu (z którego bierze się, mam wrażenie, cała ożywiająca intelektualistyczną wyobraźnię refleksja&lt;br /&gt;teologiczna, z teologią negatywną i dowodem ontologicznym na czele). O czym gadamy, kiedy gadamy o pewności? Chodzi o Prawdę, która jest jedna i ostateczna, czy o życiowe prawdy, które ułatwiają w praktyce tzw. życie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co napisał Paweł Śpiewak to wiem - oczywiście "na pewno" - i bez czytania tego, co napisał, więc podarowałem sobie lekturę jego odpowiedzi. Podobnie zgrzeszyłem przez zaniechanie z oboma szacownymi literatami. Literatury nie czytuję na codzień i średnio mnie obchodzi co mają do powiedzenia od wielkiego święta. No, jeszcze jakby odpowiadał Stasiuk, albo Masłowska, albo Podsiadło... no bo Lem już nic nie powie, szczęśliwie dla Krasowskiego zapewne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobra tam, po Śpiewaku jest Sierakowski. Do niego nic nie mam, wszystko jest gites, jego historia oparta na nie dającej się znieść fascynacji &lt;a href="http://www.krytykapolityczna.pl/Seria-Idee/Swiety-Pawel-Ustanowienie-uniwersalizmu/menu-id-82.html"&gt;Badiou&lt;/a&gt; urzeka i mnie. Za to to, co zrobił ze słowami Sierakowskiego Redaktor, woła o sąd przed trybunałem najjaśniejszego Rozumu. Ale nie ma czasu, musi wystarczyć mój osobisty dekret: rozstrzelać!&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Sławomir Sierakowski przedstawia polskich inteligentów starszych od siebie jako ludzi, którzy nadużywali religii do najrozmaitszych celów, choć sami pozostawali letni. Robi to tylko po to, aby na tle Kołakowskiego, Michnika i młodszych prawicowych "wyznawców sloterdijkowskiego cynizmu" wygłosić własne wyznanie wiary żarliwszej i bardziej autentycznej. &lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;Redaktorowi Krasowskiemu warto przypomnieć, że ankietowani mówią o "Bogu i rozumie", nie o "wierze i rozumie". Czy Krasowski rozróżnia te dwa porządki? Wydaje się że nie rozróżnia, a to świadczy o nim jak najgorzej. Nie dlatego, że nie wypada nie rozróżniać (choć rzeczywiście, intelektualista mógłby uprzejmie rozróżniać, skoro umi rozróżnić nawet byt od bycia), ale dlatego że nieuważnie czyta pismo, którym zawiaduje. Uprzedźmy wypadki, profesor Bauman:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wiara jest pojęciem szerszym od religii, która jest szczególną wiarą, w istnienie Boga. Pojęcie "wiary" odnosi się do wszelkiego z góry udzielonego kredytu zaufania, do pewności, że coś czy ktoś nas nie zawiedzie, że na czymś czy kimś możemy polegać i że coś się stanie, jak się stać musi. &lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;Zgoda? Zgoda. Jak definiuje swoją żarliwą wiarę Sierakowski? A tak:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;wiara to zawsze bronienie pewnych zasad w imię arbitralnie podjętej - a nie rzekomo wywiedzionej z fachowych ustaleń - decyzji o ich słuszności. Bo inaczej znika wymiar etyczny takiej decyzji. Nawrócenie na wiarę jest tożsame z inicjacją polityczną. Nie ma etyki bez wiary i nie ma polityki bez wiary. Wiara w Boga podobnie jak wiara w możliwą lepszą przyszłość pod pewnymi względami jest podobna - jest wiarą w coś, co nie istnieje. Autentyczna wiara nie dotyczy faktów, ale wyraża bezwarunkowe etyczne zobowiązanie. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;Gdzie tu Kołakowski? Gdzie Michnik? Gdzie młodzi prawicowcy? Gdzie Rzym a gdzie Krym i co ma piernik do wiatraka? Jeśli Sierakowski w powyższym wydaniu ma potwierdzać intuicje Krasowskiego co do aktualnego stadium zmetafizyczenia polskiego inteligenta, to, zaprawdę powiadam Wam, wszystko potwierdza to, co z góry i tak od pierwszego dnia stworzenia wiadomo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Następnie zrobiłem sobie Agatę Bielik-Robson. Chyba przestanę ją czytać po tym występie. Nie, żebym się czegoś ciekawego dowiedział o jej preferencjach metafizycznych (czytało się, skoro rozpatruje się zaprzestanie czytania, to się wie co i jak w tym wypadku), chodzi o dorabianie trąby przysłowiowemu misiu. Może to talmudyczne zdolności profesora Śpiewaka prądkują i atakują zdrowe organizmy? I tak, metodologia hermeneutyki obrotowej dorwała u Bielikowej - o czym nadmieniono tutej gdzieś wcześniej - starego Marksa. Poczytajmy zatem panią profesor, kiedy ta czyta nawróconego komunistę:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;nawet u Marksa religia, zwłaszcza ta mesjańska, o jaką mi tutaj chodzi, pojawia się jako ważne źródło inspiracji. Samemu Marksowi pamięta się tylko to, że w "Przyczynku do heglowskiej filozofii prawa" wypowiedział swoją słynną diagnozę: "Religia to opium dla mas", a zapomina się, że jest to zdanie wyjęte z kontekstu, który w całości brzmi tak: "Religijna skarga stanowi wyraz realnego nieszczęścia, jest protestem przeciw niemu. Religia to westchnienie zniewolonego stworzenia, to serce w świecie bez serca, to duch bezdusznej epoki". Jeśli więc religia jest istotnie opium dla mas, to tylko dlatego, że jako jedyna przechowuje w sobie obietnicę wyższego szczęścia&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;Pani profesor pozwoli że dam wiarę (tak, tak, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;ludźmi wierzącymi są naukowcy, a nawet ateiści&lt;/span&gt;, o czym zapewnia świąteczny "Wprost". Tylko czy "Wprost" wie to "na pewno"?)  bardziej swojej pamięci, choć słaba, niźli jej interpretacyjnej ekwilibrystyce, choć mocna. Słabą pamięć wspieram cytatem z ciężkiej książki i sprawdzam, co jest wyjęciem z kontekstu a co weń włożeniem. Bieremy w tym celu akapit z Marksa następujący po cytowanym przez panią profesor (i w innym tłumaczeniu, sorry):&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Prawdziwe szczęście ludu wymaga zniesienia religii jako urojonego szczęścia ludu. Wymagać od kogoś porzucenia złudzeń co do jego sytuacji to znaczy wymagać porzucenia sytuacji, która bez złudzeń obejść się nie może. Krytyka religii jest więc w zarodku krytyką tego padołu płaczu, gdyż religia jest nimbem świętości tego padołu płaczu.&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;Czy ten ustęp nie wyjaśnia lepiej tego, co Marks ma na myśli, mówiąc o "opium ludu"? Moim zdaniem tak, zdecydowanie. Religia według Marksa jest opium dla ludu i znaczy to dokładnie tyle, że lud jest truty opium i nie jest to fajne. I wyjmowanie słów z kontekstu pod pozorem odbudowywania kontekstu zdestruowanego zawczasu nie zmienia nic w "na pewno" wartej wiary opinii, że Marks nie tłumił głęboko skrywanej wiary w wiarę religijną. Amen.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zygmunt Bauman też metafizyczy w najlepsze:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;W przesłanie Ewangelii można wierzyć albo nie. Dowodzenie i logika niewiele mają tu do rzeczy. Ewangelia roi się od kwestii rozumowi uwłaczających - i nie o zmartwychwstanie czy niepokalane poczęcie głównie idzie, ale o sprawy, nad którymi uczeni w piśmie mieli łamać sobie bezskutecznie głowy przez stulecia: jak pogodzić wszechmoc i wszechwiedzę Boga z panoszeniem się zła, Jego dobroć i agape z ludzką niedolą i cierpieniem? Takie "absurdy" dowodzą niesamowystarczalności ludzkiej, a szczególnie niewydolności ludzkiego umysłu (dzieją się rzeczy, jakich ludzki umysł ogarnąć nie może, rzeczy, o jakich filozofom się nie śniło...) - a więc pośrednio dowodzą nie tyle istnienia, co potrzeby, konieczności, nieuniknioności Boga...&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;No tak, absurdy (czemu w cudzysłowie?) dowodzą nie tyle istnienia Boga, co jego nieuniknioności. Przy czym "dowodzenie i logika niewiele mają tu do rzeczy". A ja się mimo to nie zgadzam na takie kardynalne uproszczenia i oddawanie pola sporu za frajer. I pytam: czemu człowiek rozumu wyrzeka się w racjonalnej rozkminie fundamentalnej nie-znośności logicznej maszynerii względem wszelkiego dostępnego rozumowi wnoszenia? (Dennett w "Odczarowaniu" pisze kilka&lt;br /&gt;celnych zdań na temat "atletyzacji wiary religijnej", myślę że przypadek Baumana to dobry przykład na to, jak to ustrojstwo działa. Ale występ na temat Dennetta jeszcze nie teraz.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wreszcie Łagowski, z którego Krasowski wziął sobie akurat tyle, żeby mu się wszystko zgadzało, czyli, że &lt;span style="font-style: italic;"&gt;wychwala pod niebiosa kult maryjny&lt;/span&gt;. A tymczasem:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;W Polsce z pewnością zmniejsza się oddziaływanie światopoglądu religijnego. Osłabienie wpływów religii widać choćby w tym, że nie toczy się dziś o nią żaden ostry spór&lt;/span&gt;, i jest tak mimo tego, że &lt;span style="font-style: italic;"&gt;wszystkie telewizje zarówno prywatne, jak i państwowe są tubami propagandowymi Kościoła i przyjmują stanowisko tej instytucji jako naturalne i niepodlegające zakwestionowaniu. Przy różnych okazjach - jak na przykład rocznica śmierci czy wyboru papieża - organizuje się coś w rodzaju zbiorowego obłędu religijno-moralnego. Z Kościołem liczy się Sejm, władza wojewódzka i - co zdumiewające - także uniwersytet: nie ma już uroczystości&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; akademickich, które nie zaczynałyby się od mszy. Uniwersytety podporządkowały się dobrowolnie autorytetowi Kościoła. Nie jest to skutek egzaltacji uczuciowej, lecz przejaw konformizmu i lęku przed nową władzą. Kościół po prostu przyzwyczaił społeczeństwo do tego, że odgrywa znaczącą rolę, że ma głos decydujący w sprawach, co do których zakładaliśmy jego rozdział od państwa. To podporządkowanie jest jednak sztuczne, powierzchowne i nie angażuje&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; głębszych przekonań&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;No, kurde bela, nic tylko klasyczne nawrócenie! Zgoda, Łagowski też, jak Krasowski, nie zauważa ateistów. Ale ich brak Łagowskiego nie upewnia bynajmniej o wygraniu wojny o postać nieba walkowerem:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Postmodernistyczna mieszanka religijności i politycznego cynizmu doprowadzi do tego, że element cynizmu w tej mieszance z czasem weźmie górę. Być może powtórzy się sytuacja, jaka miała miejsce w poprzednim ustroju, który ja nazywam teokracją ateistyczną. Komunizm nigdy nie został przyjęty jako prawda. Nie był zwalczany argumentami, ponieważ nie zasługiwał na merytoryczną dyskusję. Został podmyty cynizmem - przestrzeń, jaką zostawił po sobie,&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; zajął właśnie cynizm. Wydaje mi się, że również religia nie będzie zwalczana w otwartej dyskusji - choćby dlatego, że najpierw musieliby pojawić się ludzie wierzący na serio, by można było z nimi dyskutować. Pozycja Kościoła nie będzie zwalczana w otwartej walce na argumenty, ale przez naturalną przewagę cynizmu nad udawaną wiarą. &lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;To brzmi cokolwiek inaczej niż zgrzebnie dorobiony autorowi wypowiedzi lead: "Gdy nie ma ludzi wierzących, zwycięża cynizm", prawda? Ale czy "na pewno"?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(Cytowałem Marksa z I tomu Dzieł Marksa i Engelsa, Książka i Wiedza, Warszawa 1960, s. 458. )&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7477928973357379688-814727046698978907?l=niesamymtofu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niesamymtofu.blogspot.com/feeds/814727046698978907/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7477928973357379688&amp;postID=814727046698978907' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7477928973357379688/posts/default/814727046698978907'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7477928973357379688/posts/default/814727046698978907'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niesamymtofu.blogspot.com/2008/12/europa-wierzy-e-nard-wierzy-w-boga.html' title='&quot;Europa&quot; wierzy, że Naród wierzy w Boga'/><author><name>igor strapko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14083469287038651722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_3bSmgQzImms/STlOvfRJHUI/AAAAAAAALps/NFzs75Fn3uU/S220/P7130291.JPG'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7477928973357379688.post-526937270929928784</id><published>2008-12-19T13:31:00.023+01:00</published><updated>2009-03-01T09:08:07.047+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Piosenki o kontroli, nie teoria spiskowa.</title><content type='html'>Słowo się rzekło, choć się jeszcze nie wydało, że się rzekło, bo się jeszcze nie wydało. Wyda się - jak zapewnia Towarzysz Hubertini - lutym nadchodzącego roku zero dziewiątego. Trzymam za słowo, co się rzekło i zrymło i bitem i skreczem i lupem okryło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oto występ na temat płyty zespołu (składu? ansamblu? projektu? Joł! Nie jest łatwo zoriencić się we współczesnej postrokowej i nadal ultrarozrywkowej nomenklaturze młodzieży) Polaroid Android.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tytuł wydawnictwa: Definicje. Bez kitu: nadciąga najważniejsze od lat w Polsce wydarzenie ze świata leżącego na styku kultury i polityki. Radykalnej kultury i radykalnej polityki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polaroid Android to twór hip-hopowy albo quasi-hip-hopowy, nie ma co do tego zgodności. Materiał został poddany przeze mnie badaniu fokusowemu. Znajome ziomy reagowały rozmaicie, od entuzjazmu po lekceważenie. Entuzjazm korelował z zaangażowaniem w odbiór serwowanych słownie opowieści, lekceważenie brało zwykle za podstawę estetycznego focha co do tak zwanego floł. Osobiście hip-hop robi mi, lubię, słucham, szanuję. Miałem wrażenie że się cokolwiek orientuję w tej estetyce, ale być może jest tak, że wcale że nie. Być może - całkiem być może - nie mam ucha i wcale nie wiem co to floł. W każdym razie jeśli rzeczywiście jest tak, że w rymowaniu Huberta nie ma floł, to zupełnie mi to nie przeszkadza. I jest tak pewnie dlatego że: (1) znam, lubię i szanuję rymowicza oraz także sympatyzuję z nim, a także (lub "lub") dlatego że (2) ponad formę przedkładam treść z ewidentnym uszczerbkiem dla osobistych umiejętności odczuwania estetycznych doznań (co jest zupełnie możebne i w tym wypadku, skoro, wiem o tym, mam percepcyjne kłopoty z kolorami oraz ze smakami w sensie kulinarnym).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale nie o moim upośledzeniu miał być to występ, a o piosenkach o kontroli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zanim jednakowoż dorwę się do treści treści, jeszcze słowo na temat treści formy.&lt;br /&gt;Nie wiadomo zatem, czy Polaroid Android to hip-hop i czy Hubert ma floł. Wiadomo za to - za prawdziwość tej wiedzy daję się chlastać - że jeśli, tak jak ja, lubisz syf w muzyce, brud, hałas, to powinieneś docenić wysiłek twórców. Cała kupa dźwięków niepotrzebnych, nieefektywnych z perspektywy ekonomii producenctwa muzyki masowej, powypieranych poza margines popkulturowej normy  mieści się w tym albumie. Są to nuty głęboko osadzone w tradycji punkrockowej, nojsowej i industrailnej rebelii (dęte nuty z traka pt "Mężowie" przywołują&lt;br /&gt;wspomnienie zupełnie genialnych historii z płyty "Joggers and Smoggers" The Ex), są też jednak takie, które drażnią. Drażnią zresztą - bo pytałem Huberta - celowo. Skrecze naiwne, bezgłębne, zbyt wysoko pozgrywane rozpoczynają pierwszy numer pod tytułem "Kocham Wielkiego Brata". Pierwszy przekaz spod progu świadomej rozkminy: weź się zastanów, się wycofaj, nie sprawdzaj tego gówna. Jest zjebane, dyletanckie. Nooby je nasrały. Nawet nie wiedzą jak się robi bitboks. Nawet nie wiedzą jak uruchomić skreczarkę. Chuja się znają.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Następnie następuje przewrót, przekierowanie na stronę liryczną. Strona liryczna otwiera dostęp. Strona liryczna tego albumu jest najsampierwsza względem pozostałych stron. Poza tym jednak, że jest taka, jak wyżej, odgrywa też rolę otwieracza do testowania dalszych dźwięków, następujących kolejno po dźwiękach, które - jak wyżej wspomniano - odstręczają. I tutaj niespodzianka: od 36 sekundy "Wielkiego Brata" (właśnie od tego momentu w dziejach płyty, w którym strona liryczna zapewnia że to "piosenka o kontroli, nie teoria spiskowa") wbija ciężki bit, skrecze już nie parzą. Jest dobrze, brudno i oldskulowo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem jest różnie. Dużo okołohiphopowego eksperymentowania. To się może podobać lub nie. Mi się podoba dość, choć wolę jak jest konkretnie staromodnie. Ale twórczej ekspresji nie potępiam a nawet doceniam. I na tym zakończam pierwszą część występu poświęconą muzyce zespołu Polaroid Adroid.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przechodzę następnie do treści treści. Tutaj jest bosko, tu się czuję spełniony niemal skończenie (z drobnymi odstępstwami od skończoności, o których napiszę poniżej albo nie, jeszcze nie wiem).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Kocham Wielkiego Brata&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;kolejny tajniak on sprawę wywęszy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;by złamać spętać me wkurwienie on będzie pierwszy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;z nosem przy ziemi w służbowym samochodzie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;filmuje aresztuje tych co stoją na drodze&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;ten pociąg jedzie dalej a może nie przejedzie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;mnie coś w tym świecie uwiera i gniecie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;odruch sumienia bez zapatrzenia &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;walczę o siebie o swoje miejsce do istnienia&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;Tak się zaczyna ta płyta. Nie ma za wiele miejsca na łapanie powietrza, kto chce skorzystać musi się przygotować na hardkorową serię gęsto upakowanych zwrotek (&lt;span style="font-style: italic;"&gt;jak działają mechanizmy mało kto jest ciekawy,&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; taką prawdę trudno się przełyka jeszcze trudniej trawi&lt;/span&gt;). Niestety, każda jest na temat. Niestety, nie ma luźniejszych wersów. To nie Eldo, nie Pezet, nie Łona nawet, to jest manifestacja ostrego wkurwienia, które dobrało się do swoich własnych podstaw, wydobyło je zza światów nieuświadomienia. Niestety, poziom strony lirycznej ma wartość krytyczną, krytyczno-polityczną i krytyczno-społeczną. W mieście Wrocławiu, na ulicy Jagiellończyka, od strony podwórza wchodzimy na tajne kumplety z myślenia rozsadniczego, które za cel obiera sobie zastany porządek, urządzony zgrzebnie zupełnie nie po myśli tych, którzy nic nie mają oraz mają coraz mniej.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kiedy forpoczta wciąż jeszcze nieruchomej armii pojawia się ponownie na tym polu walki - zmienionym, ale wciąż tym samym - idzie za &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;głosem nowego "generała Ludda", który zagrzewa teraz do zniszczenia maszyn dozwolonej konsumpcji &lt;/span&gt;(115, 93).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nowy generał i nowa zagrzewka, o to tu chodzi! Że znowu pachnie niewypałem? Całkiem możliwe. Czy jednak samo to wystarcza by ostatecznie wybrać stronę rozumu cynicznego? Zaprawdę powiadam Wam, lepiej hasać między naiwnymi, którzy się samych (fizycznie i mentalnie) oraz bryłę ruszają, niźli osiąść między z dawien dawna osiadłymi na mądrych dupach głowami, które po prostu wiedzą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Forpoczta z powyższa nie jest Huberta, a Deborda. Kto zna jednego i drugiego z miejsca sobie ich poustawia obok siebie. Skojarzenie nasuwa się samo, kiedy się słyszy z głośnika:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;na śniadanie obiad spektakl na kolację&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;kupuję wizję życia jakiego nigdy nie dostanę&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;kupuję bo tylko o kupowaniu tutaj mowa&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;świat handlarzy policjantów dyktatura rynkowa&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;żyję życiem nie swoim a projekcją instytucji&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;to ukryta dyktatura tu nie będzie rewolucji&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;zapatrzony zmęczony pod okiem kamery&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;na kolanach błogosławię supermarkety&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;te wielkie świątynie niedzielnej podniety&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;Niechybnie, staliśmy się - jak dawno temu? - aktorami niekoniecznie chcianego spektaklu. Aktorami i widzami w jednym. ("Dwa w jednym" - formuła nie do przecenienia z marketingowego punktu widzenia!) Nie wszyscy zabiegali o angaż / bilety, ale wszyscy się załapali. A raczej: złapali. Zostali złapani. System jest wewnętrznie domknięty, wyjść z niego, stanąć obok i podjąć próbę kontestacji - to zakrawa na trik nie do wykonania. Kapitalizm zasysa bunt, patroszy z treści i wystawia wydmuszkę na sprzedaż. Zupełnie jak w dowcipie o żydowskim sprzedawcy antysemickich gazet: skoro z każdego sprzedanego egzemplarza do kieszeni trafia mu procent, to koniec końców nie jest to już takie antysemickie. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Rozwój ekonomiczny uwalnia społeczeństwo od naturalnego przymusu bezpośredniej walki o przetrwanie, lecz społeczeństwo nie może się uwolnić od swojego wyzwoliciela&lt;/span&gt;. (40,  47) Na tym polega szkopuł z neoliberalną postacią rzeczy tego świata: nie ma alternatyw dla dominującej doktryny. Reżim trzyma się nieźle a podtrzymuje go w pierwszym rzędzie powszechne przeświadczenie o naturalności mechanizmu stanowiącego ustrój społeczny. Pozostaje odfajkowywać z góry przypisaną (przez kogo?) rolę w tej historii po końcu historii:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;żyję życiem nie swoim na tym polega kontrola&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;jak najdalej od tych pytań marchewka taka słodka&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;i nawet jeśli w świecie coś uwiera i gniecie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;wielki brat dziękuje za rozmowę&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;2. Wygrać bitwę&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trik, za pomocą którego daje się wymknąć poza pozorowaną kontestację w stronę kontestacji realnej udać się nie może niemal na pewno. Margines błędu tej smutnej, kredytowanej cynicznym rozumem pewności, opiera się o wiarę. Wiarę w to, że wciąż jeszcze możemy stać się ludem - suwerenem. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Burżuazja mogła zagarnąć władzę jako klasa rozwoju gospodarczego. Proletariat, aby zdobyć władzę, musi stać się klasą świadomości&lt;/span&gt;. (88, 71)&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;świat jest sprzedany i parszywy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;centymetr po centymetrze&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;zagarniana przestrzeń&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;a ja wierzę w ciebie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;w siebie wierzę w tej wojnie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;o przestrzeń w której człowiek&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;jest człowiekiem jeszcze&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;Nie wszystko stracone póki wierzysz we mnie, ja w Ciebie. Pełznie ta zaraza niereligijnej wiary po całej jewropie jak widmo jakie. I choć w Poznaniu na Szczycie Klimatycznym odnotowaliśmy zatrważający spadek bezpośrednio-demokratycznych nastrojów (i mnie tam nie było też), to wciąż na świecie wydarza się i wyodrębnia historia prawdziwa, zupełnie nie post-. Ona się dzieje i krzepnie. Być może nie jest możliwa radykalna zmiana systemu, być może chodzi tylko o ważącą&lt;br /&gt;społecznie korektę, ale kogo to obchodzi w chwili, kiedy możemy się policzyć i powąchać? &lt;span style="font-style: italic;"&gt;(We are everywhere&lt;/span&gt; jak głosi tytulatura &lt;span style="font-style: italic;"&gt;the first book,&lt;/span&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;to truly capture &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;and embody the exuberant creativity and radical intellect of the protest movements opposing neoliberalism around the world&lt;/span&gt;). W wojnie o człowieka przeciw wypłukującemu treść międzyludzkich relacji systemowi warto być opornym. Muzyka może być zajebistym opornikiem. Wiedziały to chłopaki z &lt;a href="http://home.kpn.nl/ocvdberg/"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Seein' Red&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;, wiedzą to i haj hopowcy z Polaroid Android:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;mikrofon to też broń w wojnie o naszą przestrzeń&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;wszystko co żywe zostało w nas jeszcze&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;to nie jest lekkie łatwe i przyjemne&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;jak słowa które opadają z nieba na wietrze&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;spadają bomby ludzie są na linii&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;nie jesteśmy zależni od publicznej opinii&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;gdy życie bywa ciężkie jak siaty twojej starej&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;w supermarkecie wypełnione towarem&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;świat zdefraudowany jakby świat był towarem&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;towar to gówno pod wielkim sztandarem&lt;/span&gt;*&lt;/blockquote&gt;Tutaj też gada Polaroid Android Debordem, wiednie czy bezwiednie: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Spektakl to etap całkowitego podporządkowania towarom całości życia społecznego. Nie dość, że &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;utowarowienie stało się widoczne, to nie widać już nic poza nim; świat widzialny jest światem towaru. Dyktatorska władza nowoczesnej produkcji gospodarczej &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;rozszerza się i umacnia&lt;/span&gt;. (42, s. 48) &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Spektakl to nieustanna wojna opiumowa o zrównanie dóbr z towarami, a zaspokojenia potrzeb z przetrwaniem, które &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;rozszerza swój zakres na mocy własnych praw. Przetrwanie - jako przedmiot konsumpcji - musi zaś stale się rozszerzać, albowiem w dalszym ciągu wiąże się z &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;niedostatkiem. Nie istnieją żadne zaświaty rozszerzonego przetrwania, żaden punkt, w którym mogłoby ono zakończyć swój rozwój: potrafi wprawdzie wzbogacać &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;nędzę, nie potrafi jej jednak przezwyciężyć.&lt;/span&gt; (44, 49) I stąd ta kurwica w przedświątecznym żantach, teskach i kerfurach. Konsument uprawia metafizykę praktyczną: im więcej zasysa, tym bardziej pragnie, pomnażając własną nędzę. Pułapka bez wyjścia niemalże, bo system, jak wyżej postawiłem, jest niemalże domknięty i buja się mocą ślepego instynkyu samonapędzającego, a jego moc obliczeniowa dawno już przerosła mózgi najtęższych teoretyków najlepszego z reżimów&lt;br /&gt;gospodarczych. Każdy fanatyk ewolucjonizmu wie, że "dobór wie lepiej". Czy nie to samo przydarza nam się na - naturalnie naturalnym! - gruncie neoliberalnej hegemonii? &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Błoga akceptacja tego, co istnieje, może przybrać postać czysto spektakularnego buntu: samo niezaspokojenie stało się bowiem towarem, odkąd &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;ekonomiczna obfitość, rozwijając swoją produkcję, nauczyła się obrabiać tego rodzaju surowiec&lt;/span&gt; (59, 55).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;4. Wolność słowa&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tutaj Hubert uprawia z kolei rozkminę po linii &lt;a href="http://sklep.krytykapolityczna.pl/sklep/catalog/product_info.php?cPath=22_31&amp;amp;products_id=109"&gt;Chantal Mouffe&lt;/a&gt;. Czytał? Nie wiem, nieistotne. Publiczne dożynanie śmiechem lub izolowaniem heretyków ideologicznych, odstępców od neoliberalnego prawa naturalnego, działa bez względu na świadomość działania tego mechanizmu. A dzieje się to tak:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;wolność słowa demokracja&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;wolność słowa demokracja&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;wolność słowa demokracja&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;ja wpisuję się w konwencję&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;dla każdego jeden gliniarz i już jest bezpieczniej&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;mam swój transparent i czuję się świetnie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;mam nawet komu sprzedać swoje brenie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;mogę maszerować wokół ratusza&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;dopóki nie łamię prawa wszyscy mają ubaw&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;mogę mówić co chcę dopóki nikt mnie nie chce słuchać&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;Deprecjonowanie powagi herezji to najpierwszy i zwykle najefektywniejszy sposób eliminowania jej społecznego, politycznego czy ideologicznego znaczenia. Odmawianie racjom wagi nie dlatego, że są po prostu irracjonalne, ale dlatego, że nie przestrzegają Pierwszej Reguły Udziału w Dyskursie Powszechnym: nie rób nic wbrew Naturalnemu Dobru Absolutnemu. W najlepszym wypadku traciłbyś czas, w najgorszym mógłbyś sobie zrobić krzywdę. Ahistoryczne Dobro jest cierpliwe. (Do czasu.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;5. Mężowie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rymuje Wiśnia. Historia na temat wyzysku płciowego i codziennej przemocy patriarchatu. Opowiedziana bardzo mocno i bardzo dosadnie.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;puder a co kryjesz pod spodem ślady&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;zostawił twój mąż mimochodem gdzieś pod spodem po środku&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;między pracą przy kolacji o pełnym żołądku &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;przy absolutnej akceptacji społecznej&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;postawie bezpiecznej&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;przyzwolenie daje sąsiad uczciwy i prawy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;w każdym zarzyganym bloku od wrocławia do warszawy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;w polsce gdzie wódka bogiem wiara w boga nałogiem&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;a niedzielny rosół na wąsach miast duchowej strawy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;on mówi że tak został wychowany&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;może jest po prostu głupi a nie wyrachowany&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;tobie też mówiła twoja mama&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;byś kwadrat przyjemności dobrze wypełniała&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;kuchnia dzieci łóżko kościół&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;bo każda dziewczynka musi być dobrze wychowana&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;ty kochanie bądź jak ryba wyrzucona na plażę&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;umieraj bezgłośnie i rób co ci każe &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;mąż twój ci on jest zaślubiony&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;podaj talerz umyj talerz gdy on leży zmęczony&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;i co z tego że pije bije kiepsko się żyje&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;nie trać czasu na świadomość że może cię szybciej zabije &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;to życie ta społeczna rola żony&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;takich żon jest wiele a świat zarobaczony&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;To jest ważna opowieść także z tego względu, że nazbyt często mam szemraną przyjemność przebywać w towarzystwie modernych dam i ich mężczyzn (lub też na odwrót), perorujących na temat feministycznej histerii. Ich mężowie ich nie biją, oni im gotują, jest równość. Skąd zatem te skrzekliwe baby w mediach? Te niedoruchane rewolucjonistki? Tak to się elegancko alienuje wschodząca jutrznia rdzennie polskiej klasy średniej od bied powszednich na zawsze miejscowej klasy pracującej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(Ciekawe rzeczy dzieją się dodatkowo w tle, w nutach. Zdecydowanie najjaśniejszy punkt eksperymentalnej odsłony Polaroid Android.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;7. wojna z miastem&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sygnał do wymarszu, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;zamiany teorii na praktykę&lt;/span&gt;. Odwojować miasta, niech na powrót staną się nasze. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nazywają nas obywatelami, zbytnia &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;kurtuazja&lt;/span&gt;. Rola obywatela to rola celebrysty przy wyborczej urnie. W międzyczasie mamy spełniać się poprzez konsumowanie i nie pytać o nieistotne kwestie, w tym między innymi: dlaczego zmniejsza się z roku na rok przestrzeń wartościowa społecznie? Od kogo pomysł grodzenia, odgradzania, wyłączania z użyteczności publicznej kolejnych kwartałów przestrzeni? Kto oddał przestrzeń miast we władanie rynkowej propagandy? Gdzie są jeszcze miejsca wolne od reklam? Kto korzysta z domów ze szkła i stali, które wreszcie, po tylu latach utopijnych marzeń, jednak wyrastają w sercach miast? Czyje są miasta? Komu służą? Kto ponosi odpowiedzialność za ich kształt i treść? Nie bardzo wiadomo, do kogo pytania te w ogóle kierować, dlatego&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;idziemy na wojnę wojnę z tym miastem&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;wywrócić wszystko na lewą stronę&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;8. Definicje&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Następuje puenta. Wszystko wcześniej było wołaniem o przedefiniowywanie, o otwieranie umysłów i próbę ustawiania klocków w nowe konfiguracje, w radosnym akcie twórczym, w&lt;br /&gt;perspektywy fundujące zupełnie nowy ogląd wszystkiego co istotne. Inny świat jest możliwy. Ten trak to jeszcze jedno, tym razem zupełnie wprost wyrażone wołanie o podjęcie (niestety, w zastanych warunach dość heroicznej jednak, kurwa) próby samodzielnego, świadomego zrekonstruowania tożsamości w oparciu o kontekst społeczny oraz, a jakże, na odwrót, kontekstu w oparciu o tożsamość.&lt;br /&gt;Cieszę się, że pierwsza płyta Polaroid Android nazywa się tak, jak się nazywa i że ostatni utwór jest utworem ostatnim. Można oczywiście słuchać tego w tak zwane kółko. Ale na wypadek, gdyby ktoś - UWAŻNIE! - zamiarował dokonać odsłuchu jednorazowo, to tylko z tak wyartykułowanym "do widzenia!" Przy okazji to kolejny mocny song w sprawie kontrolnej funkcji biznesu rozrywkowego, tego nigdy dość przypominać młodzieży:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;akt tworzenia to tylko produkcja&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;promocją i sprzedażą zajmie się instytucja&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;ze swoimi oddziałami na całym świecie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;szukajcie a znajdziecie szukajcie a znajdziecie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;na pewno świetnie wywiążą się z zadania&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;powalą konsumentów na kolana&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;podbiją twoje serce armią menadżerów&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;speców od marketingu i zarządzania&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;szkoły skutecznie uczą orientacji&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;w mapach neoliberalnej demokracji&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;nowa tożsamość historia i etyka&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;sektor rozrywki modna muzyka&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;to jest jak panaceum na twoje frustracje&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;to usypia twój gniew hamuje interakcje&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;i skutecznie zagłusza świadomość niespełnienia&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;zobacz sam jak niewiele ci potrzeba&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;by być szczęśliwym &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;zresztą co to dzisiaj znaczy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;oni potrafią to dokładnie wytłumaczyć&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;chyba ktoś za ciebie tworzy definicje&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;wolność szczęście praca miłość życie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;czy to ty nadajesz tym słowom znaczenie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;zapytaj siebie, zapytaj siebie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;czy masz kontrolę nad swoim życiem&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;materialne istnienie duchowe nieistnienie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;czy to ty czy nie ty czy to ty czy nie ty&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;___________________________&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;*) &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Hubert na temat tej zwrotki per GG: "to jest fristajl Roszji / z &lt;a href="http://www.myspace.com/przezsciane"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Roszja i Lu&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; / na plycie udzielaja sie tez grupy &lt;a href="http://profile.myspace.com/index.cfm?fuseaction=user.viewProfile&amp;amp;friendID=158761753"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;KZK&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://www.noisegarden.art.pl/"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Noisegarden&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; / pierwsze dwa wersy sa moje / i on je rozwinal"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;$  $  $&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Na płycie są dwie historie więcej niż wynika z powyższego. Jedna ma zamiast prostego tekstu z rymem prawdziwy wiersz. Ten wiersz jest o Wrocławiu.&lt;br /&gt;Druga to zapis publicznego odczytania fragmentu tekstu Johna Cage'a &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Przeludnienie i sztuka&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obie historie więcej są istotne i zupełnie na miejscu, natomiast ja nie czuję się na miejscu by pisać zwłaszcza o pierwszej z nich. O drugiej może kiedyś mi się zdarzy napisać, kiedy sam przeczytam całość i uznam że chciałbym coś napisać. Wątpię by tak się stało (bo lektur do zrobienia mam i bez tej ewentualności tyle, że pewnie życia zbraknie), ale kto to może wiedzieć na pewno.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Płyta PA, jakem pisał, ma się ukazać w 02.09 nakładem połączonych sił &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Antena_Krzyku"&gt;Anteny Krzyku i&lt;/a&gt;&lt;a href="http://www.qulturap.pl/"&gt; QulturRapu&lt;/a&gt;. W dniu premiery [która się z deka odwleka i ma ukazać się w bieżącym miesiącu, czekam - ed. z 1 marca] materiał dostępny będzie także w serwisie &lt;a href="http://www.thisisopenmusic.com/"&gt;Open Music&lt;/a&gt;. Za nic.&lt;br /&gt;Polaroid Android można posłuchać na &lt;a href="http://www.lastfm.pl/music/Polaroid+Android"&gt;Last.fm&lt;/a&gt; oraz (w gorszej jakości dźwięku) na &lt;a href="http://profile.myspace.com/index.cfm?fuseaction=user.viewprofile&amp;amp;friendid=364850543"&gt;mySpace&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;Inna recka płyty do przeczytania na blogu &lt;a href="http://de-wast.blogspot.com/2008/05/polaroid-android.html"&gt;DEWAST&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;Cytowania &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Społeczeństwa spektaklu &lt;/span&gt;Guya Deborda w tłumaczeniu Mateusza Kwaterki za &lt;a href="http://www.piw.pl/fragmenty/debord.htm"&gt;niniejszym linkowanym wydaniem. &lt;/a&gt;Pierwsza liczba w nawiasie po każdym cytacie to numer fragmentu, druga - numer strony.&lt;br /&gt;Cytat w obcym języku pochodzi ze wstępu Naomi Klein do książki &lt;a href="http://www.weareeverywhere.org/"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;We Are Everywhere&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;Adres do wzmiankowanego Cage'a:&lt;br /&gt;John Cage, &lt;i&gt;Przeludnienie i sztuka&lt;/i&gt;, przeł. Andrzej Sosnowski, &lt;a href="http://www.literatura.ranek.pl/archiwum.htm?ID5=84&amp;amp;ID=oferta"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Literatura na Świecie&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; nr 01-02/1996 (294-295), s. 179-203.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7477928973357379688-526937270929928784?l=niesamymtofu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niesamymtofu.blogspot.com/feeds/526937270929928784/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7477928973357379688&amp;postID=526937270929928784' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7477928973357379688/posts/default/526937270929928784'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7477928973357379688/posts/default/526937270929928784'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niesamymtofu.blogspot.com/2008/12/piosenki-o-kontroli-nie-teoria-spiskowa.html' title='Piosenki o kontroli, nie teoria spiskowa.'/><author><name>igor strapko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14083469287038651722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_3bSmgQzImms/STlOvfRJHUI/AAAAAAAALps/NFzs75Fn3uU/S220/P7130291.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7477928973357379688.post-4675337264527580022</id><published>2008-12-05T17:31:00.000+01:00</published><updated>2008-12-05T19:15:57.455+01:00</updated><title type='text'>Napisane jest bowiem...</title><content type='html'>Fajnie się czyta fajne blogi. Równie fajnie planuje się założenie własnego. Zaprawdę powiadam Wam, wiem co piszę; to ostatnie robię pewnikiem dłużej niż aktywnie uprawiam samo blogowe czytelnictwo. Bo to, proszę ja Was, wciąż się coś czyta, słyszy, widzi, centralny ośrodek wciąż mieli te dane wejściowe i nierzadko na wyjściu powstają jakieś - bywa, że wstępnie interesujące nie tylko dla mnie samego, sprawdziłem doświadczalnie -  pomysły.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Doktóratu nie obronię już ja za tego życia (przewód póki co wciąż otwartym, i ta otwartość jego wymusza chwilowe wyrzuty sumienia, że się nie dopełniło) a pisać czasem się chce. Zatem nie ma co się w nieskończoność brandzlować prospołeczną (czy tam kosmopolityczną) potencją cyber-sieci. Najwyższy czas dołączyć do poziomej i wciąż poziomującej się przestrzeni żywej kultury - wolnego rynku wymiany idei.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siostry Bloggerki i Bracia Bloggerzy, przybywam! Piąteczki raczcie poprzybijać! Społem odmienimy oblicze tej ziemi! Wspólnym staraniem wszystkie piony centrów kultur i sztuk wniwecz niech się obracają, a co wertykalne niech się sypie na potęgę - na pohybel ciemnym koteriom i ku światłego pospólstwa uciesze!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(Nawiasem i mimochodem nadmienię jeszcze, że bezpośrednim impulsem do postawienia pierwszego znaku w tym poście była poczyniona przed momentem lektura świeżego wpisu killy'ego na jego blogu &lt;a href="http://rozplatajactecze.blogspot.com/2008/11/wszystko-wokoo-do-gry-nogami.html"&gt;Rozplatając Tęczę&lt;/a&gt; - tam to Ci stoi zapowiedź recki z &lt;a href="http://www.piw.pl/fragmenty/dennett.htm"&gt;Dennettowego "Odczarowania"&lt;/a&gt;, którym killy - jako i ja - w trakcie lektury będąc oczarowanym się zdaje. Nie będę gorszy, zapowiem też: niech no tylko (kiedyś tam) skończę lekturkie a niechybnie wypalę opinią. Zwłaszcza że &lt;a href="http://modnebzdury.blogspot.com/"&gt;Michał&lt;/a&gt; odmówił w tej mierze współpracy z czytelnikami.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. W/w nawiasem chłopaki, dziękuję i pozdrawiam! ;-)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7477928973357379688-4675337264527580022?l=niesamymtofu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://niesamymtofu.blogspot.com/feeds/4675337264527580022/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7477928973357379688&amp;postID=4675337264527580022' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7477928973357379688/posts/default/4675337264527580022'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7477928973357379688/posts/default/4675337264527580022'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://niesamymtofu.blogspot.com/2008/12/napisane-jest-bowiem.html' title='Napisane jest bowiem...'/><author><name>igor strapko</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14083469287038651722</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_3bSmgQzImms/STlOvfRJHUI/AAAAAAAALps/NFzs75Fn3uU/S220/P7130291.JPG'/></author><thr:total>3</thr:total></entry></feed>
